„Sean Penn nie mógł tu być dzisiaj z nami – albo nie chciał tu być” – stwierdził Kieran Culkin, odbierając za starszego kolegę po fachu nagrodę podczas tegorocznej ceremonii rozdania Oscarów. Penn, uhonorowany statuetką za drugoplanową rolę w filmie „Jedna bitwa po drugiej”, tuż przed galą miał wyjechać z wizytą na Ukrainę – ustalił wtedy „The New York Times”. Aktor od dawna angażuje się w pomoc dla naszego wschodniego sąsiada – jesienią 2022 roku przekazał nawet jedną ze swoich nagród prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu jako „symbol wiary w wygraną” z rosyjskim najeźdźcą.
Okazuje się, że absencja na oscarowej gali nie była wyjątkiem – w najnowszym wywiadzie aktor zdradził, że w przyszłości nie planuje uczestniczyć w żadnych tego typu wydarzeniach. Rozmawiając z CNN podczas trwającego Tribeca Film Festival, Penn ujawnił, że powodem jest jego awersja do tłumów. „Jestem teraz zdecydowany, że nie będę chodził tam, gdzie miałbym być częścią wyznaczonej grupy powyżej ośmiu osób. Wiedząc, że już nigdy tego nie zrobię, poszedłem na galę rozdania Złotych Globów. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie mogę tego więcej robić” – wyjawił.
Penn, który w oscarowym wyścigu zwyciężał trzykrotnie, dodał, że choć za każdym razem cieszył się z wygranej – choćby przez wzgląd na sztab ludzi zaangażowanych w produkcję filmów – udział w hucznych ceremoniach wywoływał u niego „przerażenie”. Dlatego też, mimo że w tym roku od początku był faworytem, nie zmienił raz podjętej decyzji. „Powiedziałem kolegom z planu, że to będzie lepsze dla mojego zdrowia psychicznego” – wyznał.
Aktor ujawnił też, że w istocie wybrał się wówczas z wizytą do Kijowa, gdzie czekało na niego inne wyróżnienie – Penn otrzymał przypominającą Oscara statuetkę, którą wykonano z metalu pochodzącego z pociągu uszkodzonego podczas wojny. Jak podkreślił, obserwując galę z daleka, po raz pierwszy mógł „naprawdę się nią nacieszyć”. „Było wspaniale” – skwitował. (PAP Life)