Na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie będzie można zobaczyć sześć rzeźbo-obrazów Edwarda Dwurnika. To duże męskie głowy wykonane z metalowej siatki i oklejone płótnem, a następnie pomalowane przez artystę. Jak powiedziała PAP Pola Dwurnik, córka malarza i prezeska Fundacji Edwarda Dwurnika, stworzył je na rezydencji artystycznej w Niemczech Zachodnich w 1984 roku jako rodzaj „wyjścia” z obrazu w świat trójwymiarowy. - Motyw głowy był bardzo obecny od końca lat 60. przez całe lata 70. w jego malarstwie - podkreśliła.
Rzeźbo-obrazy były wcześniej pokazywane w Paryżu i Holandii. - Kiedy ojciec miał je przetransportować do Polski, musiał zmienić ich formę. Spłaszczył je, ponieważ nie miał możliwości zamówienia dużego transportu - tłumaczyła. Jak zaznaczyła Pola Dwurnik, w takiej formie przechował je na attyce swojego domu, o czym, ani ona, ani jej mama Teresa Gierzyńska nie wiedziały. Dopiero w w 2019 roku zostały odkryte przez męża prezeski fundacji.
- Głowy nie przedstawiają żadnych konkretnych osób, nie portretują nikogo znanego, ani ważnego, bądź nieważnego, są to portrety emocjonalne, ludzi, którzy przeżywają ciężkie chwile, znój, trud. To wizerunki ciężkiego życia, frustracji, złości, gniewu, pijaństwa, zmęczenia, smutku. Można by je nazywać różnymi emocjami czy afektami, jakie portretują. Może to jest też duma i wstyd, tak jak tytuł tej wystawy - powiedziała córka artysty.
Wystawa „Edward Dwurnik. Duma i wstyd” prezentuje prace malarza od początku lat 70. do lat 90. - Prezentujemy tego artystę jako przede wszystkim wybitnego malarza z niezwykłym społecznym słuchem, osobę, która towarzyszyła przemianom polskiego społeczeństwa i reprezentowała je w swojej sztuce - podkreślił Łukasz Ronduda, kurator wystawy. Jak mówił, Edward Dwurnik zawsze uważał się za malarza społecznie zaangażowanego, którego interesowała wspólnota i bycie jej częścią, co starał się oddać w swoim malarstwie. W jego obrazach często pojawiają się sceny grupowe, będące portretem społeczeństwa, artysta nawiązuje w nich nieraz do malarstwa historycznego, na przykład Jana Matejki. W cyklach takich, jak m.in. „Sportowcy” z odrębnych indywidualnych scen tworzy szeroki przekrój społeczny. - Podobnie w „Robotnikach”, gdzie pokazuje zbiorową tragedię lat 80., (to-PAP) jaki był stan wojenny, polaryzacja społeczna, którą też bardzo przeżył - wskazał kurator.
Malarz wywodził się ze środowiska niezwiazanego ze sztuką, jak mówił Ronduda, „startował znikąd”. - Sam siebie określał, że jest chłopakiem z chuligańskiego, mało uprzywilejowanego miejsca, że jakimś cudem w ogóle zajął się malarstwem, że w jego świecie nie było takich punktów odniesienia. Postawił na malarstwo i stał się jednym z najwybitniejszych malarzy polskich XX wieku - powiedział. - Uważał, że malarstwo powinno nas scalać - dodał.
Tytuł wystawy - „Duma i wstyd” - odnosi się do dwóch emocji, które można odnaleźć w malarstwie Edwarda Dwurnika. - Chłopak znikąd, dzięki sztuce, dzięki malarstwu awansował. Odniósł sukces jako artysta, stał się uznany, wciągnął się na ten pułap dumy, a startował z pozycji wstydu - mówił kurator. - Duma i wstyd to podstawowe, egzystencjalne emocje. Dotyczą nas wszystkich. (...) często jesteśmy z robotniczo-chłopskiego społeczeństwa, gdzie zawsze było takie marzenie, żeby dzieci żyły lepiej niż my - tłumaczył. - Być może dopiero teraz się kończy ten awans, kiedy już jesteśmy powiedzmy tą 20. gospodarką świata. (...) ta wystawa pokazuje, jaką drogą szliśmy, żeby tu dojść, do tego miejsca - mówił Łukasz Ronduda.
Wystawę „Edward Dwurnik. Duma i wstyd” można oglądać od 31 lipca br. do 28 lutego 2027 r. w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.