- W 1955 r. skończyłem studia dziennikarskie na UW ze specjalizacją filmową, potem znalazłem się w tygodniku „Film”, wtedy jedynym piśmie o tematyce filmowej. Trafiłem tam na fantastycznych redaktorów naczelnych, przede wszystkim Bolesława Michałka, i po prostu wniknąłem w film. Nie interesowały mnie jednak stare polskie filmy. W kinach puszczano zaległe filmy amerykańskie, francuskie, to był też czas włoskiego neorealizmu, więc co mnie mogły jakieś stare ramotki interesować? Nic. Przypadek zdarzył, że wszedłem w to - opowiadał w 2018 r. w rozmowie z PAP Janicki.
Urodził się 11 listopada 1933 r. w Czechowicach-Dziedzicach. Po wojnie zdał maturę w Bielsku-Białej. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa (specjalizacja filmowa) Uniwersytetu Warszawskiego (1955), w 1998 r. uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
W latach 1954–1959 był dziennikarzem „Żołnierza Wolności”, następnie pracował jako redaktor miesięcznika „Film” (1959–1970) oraz miesięcznika „Kino” (1970–1974). Dzięki zdobytym wówczas kontaktom był często zapraszany do jury festiwali filmowych.
Przez lata współpracował z Telewizją Polską, gdzie stworzył i prowadził cykliczny program „W starym kinie”. Był to najdłużej nadawany program filmowy w historii polskiej telewizji, emitowany nieprzerwanie od 1967 do 1999 roku. Janicki stał się twarzą promocji przedwojennego kina.
W udzielonym w 2018 r. wywiadzie dla PAP podkreślił, że przypadek sprawił, iż trafił do telewizji.
- Moja koleżanka ze studiów, Hania Goszczyńska, pracowała w redakcji filmowej telewizji i w 1967 r. odpowiadała za program, którego gośćmi byli znani polscy reżyserzy. Nagle prowadzący ten program zachorował. Zadzwoniła do mnie wtedy, ze łzami w oczach, żebym ratował ten program. A proszę pamiętać, że audycje telewizyjne nadawane były wtedy wyłącznie na żywo. Ja niechętnie się tego podjąłem. To było koszmarne przeżycie! Wtedy studio filmowe było wielkości pokoju w m4, a najgorszą rzeczą było oświetlenie. Jupitery oślepiały, a człowiek wychodził ze studia zlany potem. Zrealizowałem wtedy cztery programy i odetchnąłem z ulgą. Ale po tygodniu Hania zadzwoniła i radosnym głosem powiedziała, że to, co myśmy zrobili, spotkało się z bardzo dobrą oceną i że dyrekcja TVP proponuje nam robienie audycji poświęconej starym polskim i zagranicznym filmom. Program miał być nadawany w niedziele w południe, miał trwać prawie godzinę i jeszcze do tego usłyszeliśmy, nie wprost, ale z podtekstem: róbcie, co chcecie, nikt się wam w pracę nie będzie wtrącał. Musiałbym być ostatnim idiotą, żeby czegoś takiego nie przyjąć - ocenił.
Zaznaczył, że „przy realizacji programu musiał się zacząć uczyć polskiego filmu”. - Przecież ja nie odróżniałem wtedy Smosarskiej od Barszczewskiej, Boda od Żabczyńskiego, bo skąd niby. Ale musiałem się w to wdrożyć - przyznał wówczas w rozmowie z PAP.
Janicki pytany o to, czy nie żałuje tych 32 lat, odpowiedział: - Oczywiście, że nie. Ja do teraz zbieram owoce pracy w telewizji. Nie mam zbyt wygórowanych ambicji, ale fantastyczną rzeczą jest, kiedy stoję na przystanku i nagle ktoś do mnie zagaduje i pyta: czy pan Janicki? Ja potwierdzam, a on zaczyna mówić, że w każdą niedzielę jego rodzina siadała przed telewizorem i oglądała mój program...
Podkreślił, że nie miał ambicji, żeby wychowywać widzów. - Chciałem robić ciekawy program, który będzie się podobał publiczności. Miałem dwie zasady, jeżeli chodzi o telewizję. Po pierwsze, traktowałam pracę przy programie jako wizytę u widzów w domu. Zostałem zaproszony, siedzimy przy okrągłym, dużym stole. Pani domu przygotowała ciasteczka, każdy dostaje herbatkę, siedzimy i rozmawiamy. Ale ja mam świadomość tego, że jestem tylko gościem w tym domu. I nie mogę sobie uzurpować prawa do czegokolwiek. A druga zasada, ogólniejsza - że telewizja polega właśnie na osobowości. Nie uważam siebie za wielką osobowość telewizyjną, ale miałem to coś i mam do teraz. Jednocześnie nigdy się nie wywyższałem, nie wypowiadałem się złośliwie czy sarkastycznie o wadach i słabościach filmu, starałem się odnajdywać w filmach coś, co jest interesujące. Miałem też zasadę, żeby nie używać obcych słów w programie, bo przecież wszystko można po polsku powiedzieć. Teraz, stojąc na tym przystanku, widzę, że moje podejście odniosło skutek - wspominał.
Był wykładowcą akademickim, autorem audycji „Odeon Stanisława Janickiego” nadawanej w Radiu RMF Classic oraz współpracownikiem Kino Polska, gdzie prowadził program „Seans w Iluzjonie”, w którym tworzył obszerne wprowadzenia do filmów z lat 20., 30. i 40. XX wieku emitowanych na antenie stacji.
W latach 2004–2019 prowadził w Muzeum Historycznym w Bielsku-Białej cykl spotkań „Stare Kino w Starym Zamku”.
Janicki wyreżyserował i napisał scenariusze do wielu filmów fabularnych, dokumentalnych i oświatowych, wśród nich są: „Kruk” (1976), „Bielsko-Biała - dwa miasta w jednym” (1998), „Brat papieża” (2006) oraz „Scena pełna muzyki i tańca” (2015).
Był wielbicielem m.in. amerykańskiego aktora Gregory'ego Pecka. „Pisząc o nim już kiedyś, użyłem określeń: inteligentny, rycerski, skromny, męski, przystojny, szczery, subtelny, odpowiedzialny, oddany rodzinie i zawodowi, nieograniczający się wyłącznie do aktorstwa, o wielkim poczuciu humoru. Cieszył się miłością najbliższych, umiłowaniem widzów, uznaniem krytyków i szacunkiem kolegów artystów. Prawdziwy ideał, i to pod każdym względem” – napisał w „Odeonie. Felietonach filmowych” (2013) Janicki.
W zeszłym roku przy okazji 125. rocznicy śmierci Aleksandra Żabczyńskiego powiedział PAP: - Żabczyńskiego uznawano za jednego z najlepszych aktorów i najwybitniejszych amantów przedwojennego kina. Jego przedwojenne role nigdy nie były kiczowate. Jego gra tworzyła inny, w pewien sposób szlachetny typ melodramatu.
Jest autorem wielu książek o tematyce filmowej, m.in. „Eugeniusz Cękalski” (1958), „Polscy twórcy filmowi o sobie” (1962), „Aleksander Ford” (1967), „Film polski wczoraj i dziś” (1982), „W starym polskim kinie” (1985), „Polskie filmy fabularne 1902 - 1988” (1990), „Odeon. Felietony filmowe” (2013). A także laureatem wielu nagród dziennikarskich i filmowych. Był także nagradzany za całokształt twórczości Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2013), Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2008) oraz Ikarem 2003 - nagrodą prezydenta Bielska-Białej za znawstwo i popularyzację sztuki filmowej.
Janicki w ostatnich dniach trafił do Szpitala Kolejowego w Wilkowicach-Bystrej. Informację o jego śmierci potwierdził Urząd Miejski w Bielsku-Białej.