W piątek na świecie po raz kolejny obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Teatru. Święto to ustanowiono w czerwcu 1961 r., na pamiątkę otwarcia Teatru Narodów w Paryżu, które miało miejsce 27 marca 1957 r.
Polski Ośrodek Międzynarodowego Instytutu Teatralnego (POITI) co roku wybiera autora/autorkę polskiego orędzia na Międzynarodowy Dzień Teatru. W tym roku Zarząd POITI podjął decyzję, że jego autorem będzie autor scenariuszy i reżyser teatralny Marcin Wierzchowski.
„Pod opublikowaną jakiś czas temu w Internecie przeprowadzoną ze mną wideorozmową (liczba wyświetleń: 670 - mój syn rzucił tylko okiem i powiedział, Tata, sixseven!) pojawiło się pięć komentarzy. Cztery były słownym odpowiednikiem kciuka w górę, ale jeden użytkownik, @czarekchodziez8539, dobył klawiatury jak szabli...” - rozpoczął swoje orędzie reżyser.
„Hm. Na taki feedback najlepiej nie odpowiadać albo też dobyć szabli, ale znienacka dotarła do mnie ukryta pod powierzchnią hejterskiej poetyckości potrzeba - potrzeba teatru na ciemne czasy. Pomyślałem sobie, że może muszę zrozumieć, czym miałby być, bo wtedy nie tylko mam szansę robić lepszy teatr, ale też, mówiąc o nim, przestanę może »kocopolić«” - wyjaśnił Marcin Wierzchowski.
Przyznał, że świat, jaki znaliśmy, się wali. „Podobno na polskich strzelnicach - również tych komercyjnych - tarczą jest teraz podobizna Putina. Idziesz i strzelasz Putinowi, wybaczcie wulgaryzm, w ryj. Wcześniej - pod nieobecność Wielkiego Wroga - mógł to być Tusk albo Kaczyński. Wraz z lękiem wślizguje się w nas nienawiść. Zatruci nią, tracimy ciekawość. (...) Nienawiść nie korzysta ze znaków zapytania - artykułuje się kropkami i wykrzyknikami, mówi: »Wiem i to mi wystarczy«, zabarwiając fragmenty naszego świata na czarno-biało, czyli barwy wojny. I kiedy ubieram w nie teatr (bo wiem, bo nie zadaję pytań, bo odmawiam podmiotowego głosu swoim przeciwnikom), to staje się on wówczas teatrem wojny. Przerobiliśmy sążnistą pulę takiego teatru w Polsce w ciągu ostatniej dekady” - tłumaczył reżyser.
Jak zaznaczył, stawialiśmy pytania, ale odpowiedzi mieliśmy na podorędziu. „Mówiliśmy o potrzebie pojednania, ale na naszych warunkach i z autentyczną troską wskazywaliśmy na pogłębiającą się pomiędzy nami rozpadlinę, jednak to tych drugich obarczaliśmy winą za stan rzeczy. Teatr wojny palcem wskazuje winnych. Wskazuje i skazuje - często bez sądu. Bo każdy może zaśpiewać: »A na drzewach zamiast liści…«” i zrymować liście z niepożądaną grupą społeczną. Albo nie rymować (bo po co) i od razu przejść od słów do czynów” - wyjaśnił autor orędzia.
Podkreślił, że najgorszym wynalazkiem w historii teatru jest „czwarta ściana”. „Oczywiście, wiemy, dlaczego powstała i że przyniosła ona z sobą nowy rodzaj aktorstwa, który towarzyszy nam do dziś. Ale wyrządziła też sporo szkód - estetycznych i symbolicznych. Czwarta ściana oddziela nas bowiem od największego zasobu energetycznego w budynku teatralnym, jakim jest widownia” - ocenił Marcin Wierzchowski.
Zauważył, że teatr wojny zaczyna się od czwartej ściany. „Lub - by być bardziej precyzyjnym - od mentalnej czwartej ściany. Ten typ umysłowego zapętlenia charakteryzuje się tym, że czyni z rampy barykadę. Ludzie po drugiej stronie barykady są nie tyle naprzeciwko mnie, co przeciwko mnie: bo przyszli mnie ocenić, sprawdzić, czy umiem, czy się nadaję, czy mam coś do powiedzenia. Myśląc o nich, staję do egzaminu, którego nie chcę i którego nienawidzę, więc również ich zaczynam nienawidzić - tych mieszczan, bigotów, kabotynów, pisiorów albo lewaków, którzy czują się lepsi ode mnie - i tym samym wyruszam na wojnę. (...) Przed chwilą czułem się gorszy, teraz czuję się lepszy - od nich lepszy. I jeżeli w ogóle jeszcze w ich stronę spoglądam, to widzę w nich wyłącznie źródło mojego dyskomfortu. A wolałbym o ich istnieniu zapomnieć, bo wtedy wreszcie nie czułbym się oceniany” - tłumaczył.
„Pułapka tej narracji tkwi w założeniu, że istnieje podział na scenę i widownię, na MY i WY. I trudno się z niej uwolnić, bo podział na MY i WY jest wszędobylski i ma swoje poczesne miejsce w teatrze” - wyjaśnił Marcin Wierzchowski.
„Jedna z pierwszych lekcji teatralnej reżyserii, której w krakowskiej PWST udzielił mojemu rokowi ważny wówczas w Polsce reżyser i pedagog, brzmiała jak sentencja: »Aktora trzeba zgwałcić, chłopcy«. To skandaliczne zdanie jest deklaracją wojny. Podobnie jak zdania, które nie oglądając się na #metoo, wciąż wdzierają się jakoś do leksykonu adeptów aktorstwa - zdania o tym, od czego i czym jest aktor albo, że reżyser kazał, a głupi aktor wykonał” - wspominał, dodając, że tyle głębokich lekcji teatru zdążyliśmy zapomnieć, a te garderobiane kocopoły pamiętamy, a czasami nawet nadal w nie wierzymy.
Autor orędzia podkreślił, że tak właśnie unieśmiertelnia się teatr wojny.
„Ale gdyby tylko udało mi się pomyśleć o tym inaczej i obalić tkwiący w założeniu o fundamentalnym podziale błąd, to może otworzyłbym drzwi do innej rzeczywistości. Gdybym zamiast MY i WY pomyślał JA i TY. Bo kiedy myślę JA i TY, to robi mi się bardziej jak w relacji niż jak na froncie. Niepostrzeżenie znikają zasieki, barykady. Myśląc JA i TY, trudniej mi pomyśleć, że przyszedłeś mnie oceniać, bo w sumie ty jesteś tak samo bezbronna jak ja. Więc po co przyszedłeś? I co z sobą przyniosłaś? Czy naprawdę idąc do teatru, przynosisz arkusz egzaminacyjny? A nawet jeśli, to czy jest on ważniejszy niż aktualny bagaż twojego pokręconego życia, niż kwitnący albo rozpadający się związek, twoja chora mama, ciemne myśli na własny temat albo to, że nie wiesz, co zrobić dalej z życiem? - napisał reżyser. „A z czym wchodzi na scenę aktor? Z opowieścią o… związku, chorobie, czarnych myślach i życiowych koleinach” - wyjaśnił Wierzchowski.
„Jeżeli więc teatr jest zwierciadłem, to jest on zwierciadłem dwustronnym: ja wnoszę na scenę opowieść o pokręconym życiu, której zapleczem jest moje pokręcone życie; a ty siedzisz naprzeciwko mnie ze swoim pokręceniem. Nasze spotkanie wymaga zaufania i odwagi. Moja odwaga to szczera sceniczna opowieść o ranie, którą dzielę z opowiadaną przeze mnie postacią. Twoja odwaga - wcale nie mniejsza, mimo ciemności, która cię na widowni otula - to odsłonić się na tyle, by płynąca ze sceny opowieść dotknęła twojej rany” - tłumaczył reżyser. „Jesteśmy naprzeciwko siebie i oboje stoimy przed szansą: bo jeśli odważymy się na bezbronność, to miękkim gestem zetrze ona granicę pomiędzy ja i ty. Musimy tylko zaryzykować” - zaznaczył.
„Teatr wojny jest - w swej esencji - o uzbrojeniu; teatr pokoju jest o kruchości. Teatr pokoju zawsze - nawet przy pełnej sali - grany jest dla jednego widza. Ode mnie dla ciebie. Takiego teatru życzę nam na te ciemne czasy” - zakończył swoje orędzie Marcin Wierzchowski.
Marcin Wierzchowski jest reżyserem teatralnym, absolwentem anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego i krakowskiej PWST, wykładowcą łódzkiej PWSFTviT. Jego „Sekretne życie Friedmanów”, zrealizowane w krakowskim Teatrze Ludowym, w 2017 r. wygrało 10. edycję Festiwalu Boska Komedia. W 2024 r. otrzymał Honorową Nagrodę im. Macieja Prusa dla najlepszego reżysera podczas 64. Kaliskich Spotkań Teatralnych – Festiwalu Sztuki Aktorskiej za „Piękną Zośkę” z Teatru Wybrzeże w Gdańsku. W tym samym roku za to samo przedstawienie wręczono mu nagrodę reżyserską na 17. Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Boska Komedia w Krakowie.
Jest twórcą wielu przedstawień na kanwie powieści i autorskich scenariuszy w teatrach niemal w całej Polsce: w Wałbrzychu, Łodzi, Krakowie, Gdańsku, Szczecinie, Toruniu, Katowicach czy Poznaniu.
Międzynarodowy Instytut Teatralny (ITI) został założony w 1948 r. w Pradze przez osiem państw, w tym Polskę. Obecnie działa pod auspicjami UNESCO, a jego główny sekretariat mieści się w Paryżu.
Ustanowienie Dnia Teatru zaproponował Arvi Kivimaa, prezydent Fińskiego Ośrodka ITI podczas 9. światowego kongresu Międzynarodowego Instytutu Teatralnego w Helsinkach. Odtąd Dzień Teatru jest koordynowany i obchodzony corocznie przez ponad sto narodowych ośrodków ITI na całym świecie.
W Polsce święto jako Dzień Teatru zaczęto obchodzić w 1973 r. Wówczas centralne obchody zorganizowano 27 maja. W kolejnych latach zaczęto obchodzić je 27 marca.
Polski Ośrodek ITI (POITI) istnieje od 1958 r. W 2013 r. do Stowarzyszenia dołączyła duża grupa młodych artystów: reżyserów, aktorów, scenografów, dramaturgów, którzy kontynuują wieloletnią tradycję oraz wprowadzają innowacyjne projekty artystyczne i edukacyjne. Obecnie prezesem POITI jest aktor Mateusz Nowak.
Grzegorz Janikowski