Przeczytane, odhaczone, zapomniane. O pułapkach czytelniczych celów

Czytanie od lat promowane jest jako forma relaksu. Mało tego, naukowcy z Uniwersytetu Yale dowiedli, że osoby, które na codzienną lekturę poświęcają 30 minut przed snem, żyją o 23 miesiące dłużej. W dobie mody na cyfrowy detoks czytanie stało się także jedną z analogowych czynności wspierających ten proces. By zatem zwiększyć liczbę lektur, warto wyznaczać sobie czytelnicze cele. Ale i w tej metodzie łatwo wpaść w kilka pułapek.

Przeczytane, odhaczone, zapomniane. O pułapkach czytelniczych celów
Czytelnia Główna w Książnicy Pomorskiej im. Stanisława Staszica w Szczecinie / PAP/Marcin Bielecki

Coraz więcej osób uważa, że czytanie nie jest tylko przyjemnością, a umiejętnością do wypracowania, czymś przypominającym trening na siłowni. W tym względzie przydatne jest wyznaczanie sobie czytelniczych celów. Początkowe cele mogą koncentrować się na ilości przeczytanych stron czy liczbie minut, które poświęcimy na codzienną lekturę. A jak już dowiedli specjaliści z Yale, każda minuta z książką wydłuża życie. Możemy też stawiać sobie cele dotyczące ilości książek przeczytanych miesięcznie czy rocznie. 

Najważniejsze, by cel był realny i nie prowokował nas do bezrefleksyjnego kartkowania kolejnych lektur. Łatwo tu bowiem wpaść w kilka pułapek, a jedną z nich jest postawienie ilości nad jakością. Choć czytelnicze wyzwania, aplikacje, czy osobiste cele mogą mobilizować, łatwo wpaść w schemat, w którym ważniejsza od jakości samej lektury czy rytuału czytania staje się ilość przeczytanych książek. 

Poza tym, statystyki budują presję, a ta odziera czynność czytania z jej wartości i przyjemności, którą wnosi do naszego życia. Czytanie nie tylko odpręża - pozwala poszerzać wiedzę, czasem wymaga tego, by się zatrzymać na chwilę w zadumie. Jest intymne i nie potrzebuje pośpiechu i presji. 

Jak zauważa w rozmowie z "Guardianem" C. Thi Nguyen, profesor filozofii na Uniwersytecie Utah: „Bardzo trudno jest publicznie przyznać się do czegoś takiego, jak »ta książka mnie zmieniła«. Ale niezwykle łatwo jest powiedzieć, że przeczytało się 100 książek. W ten sposób liczba ta staje się swego rodzaju walutą społeczną – nawet jeśli nie odzwierciedla tego, co było ważne. (...) Ciekawości, zachwytu i głębokiego sensu nie da się zamknąć w komórkach Excela” - wyjaśnia. 

Zatem jeśli na ten rok naszym celem była większa liczba przeczytanych książek, warto czerpać wzorce z czytelniczych mistrzów. Jednym z nich może być Bill Gates. Choć sam nie ma się czego wstydzić, jeśli chodzi o osobiste statystyki - czyta około 50 książek rocznie – posługuje się przemyślaną czytelniczą taktyką. 

Jedna z nich przeczy bezmyślnemu kartkowaniu, bowiem Gates dokonuje notatek na marginesach, jest uważny na treść, a i nierzadko wchodzi w polemikę z autorem, którą zapisuje na marginesach. Miliarder nie wierzy także w porzucenie lektur, nawet tych, które wydają się nudne. Rozpoczętą książkę kończy. Co więcej nierzadko poświęca im znacznie więcej uwagi, niż interesującym go lekturom. By wystrzegać się takich książkowych pomyłek, dokonuje bardzo dokładnej selekcji tytułów. Najczęściej sięga po literaturę faktu, która poszerza jego światopogląd i - jak twierdzi - odmładza. 

„Starzejesz się tak naprawdę dopiero wtedy, gdy przestajesz się uczyć. Każda książka uczy mnie czegoś nowego lub pomaga mi spojrzeć na świat inaczej… Czytanie rozbudza ciekawość świata, co, jak sądzę, pomogło mi w rozwoju kariery i pracy” – przyznał w rozmowie z Medium. (PAP Life)