Błękitny anioł bez tajemnic. Nowa książka o Marlenie Dietrich

Książka „Marlene Dietrich. Prawdziwe życie legendy kina" autorstwa Marii Rivy ukazuje się nakładem wydawnictwa Znak Literanova. Autorka, jedyne dziecko Dietrich, nie boi się pokazać, że gwiazda kina to jednocześnie królowa życia i toksyczna matka.

Błękitny anioł bez tajemnic. Nowa książka o Marlenie Dietrich
"Kismet" Marlene Dietrich. 1944/fot.PAP/LFI

Maria Riva – jedyne dziecko Dietrich – od najmłodszych lat towarzyszyła matce na przyjęciach i w aktorskiej garderobie. Na planie filmowym zawsze czekała w gotowości z lusterkiem do poprawienia makijażu. Nikt nie znał Marlene tak jak jej córka. Ikona stylu, królowa życia i toksyczna matka. Zagrała w pierwszej filmowej scenie pocałunku dwóch kobiet, a do stworzenia idealnego kostiumu zdobyła ubrania męskich prostytutek z ulic Berlina. Jej urokowi ulegli Ernest Hemingway i Gary Cooper. Uwiodła kochankę Grety Garbo, romansowała z Edith Piaf. Na złość Goebbelsowi zrzekła się niemieckiego obywatelstwa.

Książka „Marlene Dietrich. Prawdziwe życie legendy kina" to portret gwiazdy wszech czasów i epicka panorama złotej ery Hollywood. Autorka wykorzystała w swej książce mnóstwo dokumentów: dzienniki Marleny, jej korespondencję. Dziennik Marlene pisała przez całe życie. Dzięki książce córki czytelnik może do niego zaglądać bez ograniczeń. Z niego też wiadomo, jak wyglądały początki artystycznej drogi Marlene.



"Wykorzystując działania starszej siostry, a przy tym wbrew życzeniom matki, Lena starała się o przyjęcie do słynnej Akademii Aktorstwa Maxa Reinhardta. Na przesłuchanie wybrała ogromnie dramatyczny fragment z Fausta Goethego – modlitwę Małgorzaty do Matki Boskiej Bolesnej. Stało się to potem jedną z najczęściej powtarzanych i niekwestionowanych historii Marlene: że po zaprezentowaniu tego długiego monologu miała tak czerwone i spuchnięte kolana, że nie mogła wstać. Właśnie wtedy z nieprzeniknionej ciemności audytorium Teatru Niemieckiego dobiegł ją męski głos, który ponoć zażądał: Fräulein Dietrich, proszę podciągnąć spódnicę. Chcemy zobaczyć pani nogi, zadając cios prosto w serce młodej aktorki swoim prostackim brakiem wrażliwości" - czytamy w biografii.

Do tysiąc dziewięćset dwudziestego drugiego roku Marlene biegała po całym Berlinie i grała każdą kobietę, której akurat potrzebowano. Oferowała energię, zaangażowanie, dyscyplinę i... najwspanialszy prywatny sklep z rekwizytami w mieście - zauważa Riva.

Szukając ról, robiła prawdziwe widowiska ze swym ubiorem. Gdy dowiedziała się, że szukano kobiety do skromnej roli „przyjaciółki” w filmie, uznała, że musiało chodzić o przedstawicielkę półświatka. Nałożyła więc sukienką z frędzlami, długie rękawiczki w kolorze absyntu i odpowiednio dobrane buty na wysokich obcasach. Do tego nieco podniszczone boa. Wystrojona w taki kostium, stawiła się na przesłuchanie i czekała później na decyzję asystenta reżysera. Rudolph Sieber wspominał: "Wyglądała tak groteskowo w tym przekombinowanym przebraniu! Jak dziecko udające dorosłego! Chciało mi się śmiać. Oczywiście zachowałem powagę. Dałem jej tę fuchę. Nawet w całej tej szmirze Marlene sprawiała wrażenie odpowiedniej do roli Lucie" - wspominał. Tak Sieber poznał swą przyszłą żonę. Ich małżeństwo trwało ponad pięćdziesiąt lat.

Stosunek Marlene do córki przekraczał granice zwyczajnej troskliwości. "Matka była przekonana, że zostałam skazana na brzydotę. Dlatego też przez kolejne dwa lata spałam w szynach korygujących. Wykonane ze lśniącej stali i skóry, wyglądały bardzo niemiecko, ze śrubami, które trzeba było dokręcać albo luzować kluczem niewiarygodnych rozmiarów. Ważyły tak dużo, że utrudniały mi zasypianie. Dopiero po pewnym czasie, kiedy moja matka wróciła z Hollywood jako najprawdziwsza gwiazda filmowa, moim nogom pozwolono w końcu wyrwać się z tego nocnego więzienia" - szczerze wyznaje Riva.

W końcu w życiu Marlene pojawił się Josef von Sternberg. Aktorka przybyła na spotkanie z Josefem von Sternbergiem do studia Ufy ubrana w swój najlepszy garnitur i białe rękawiczki z koźlej skóry, który to strój dopełniła dwoma dyndającymi srebrnymi lisami, aby dodać sobie pewności.

Von Sternberg zorganizował zdjęcia próbne. Marlene była zachwycona. Dietrich dostała tę rolę jeszcze przed zdjęciami próbnymi, ale o tym nie wiedziała. Von Sternberg zmusił Ufę do podpisania z Marlene Dietrich umowy na zagranie głównej roli kobiecej w "Błękitnym aniele", pierwszym pełnometrażowym niemieckim filmie dźwiękowym. "Jej wynagrodzenie wyniosło pięć tysięcy dolarów. Mój ojciec i jej przyjaciele triumfowali. Polał się szampan, a matka nie przestawała patrzeć na nich tak, jakby byli obłąkani" - czytamy w biografii.

Z książki dowiadujemy się także m.in., jak Marlene przygotowywała się do roli i kompletowała kostium swojej bohaterki.

"Kiedy mój ojciec z trudem otworzył drzwi frontowe i wszedł do środka, Marlene chwyciła go za ramię. – Nie zdejmuj kapelusza! Musimy natychmiast wyjść, pojeździć po okolicy i poszukać dziwek! Pamiętasz tego, który zawsze nosi pas do pończoch i biały satynowy cylinder? Musimy go znaleźć. Chcę jego majtki" - ujawniła swój pomysł Marlene. Dietrich zaprezentowała von Sternbergowi swoją wizję Loli. "Musiał być oszołomiony, może nawet odrobinę zaniepokojony, ale wiedział, co wygląda dobrze. Zawsze bez wyjątku" - pisze Riva.

Dietrich szybko wyrosła na sławę na berlińskiej scenie w latach dwudziestych XX wieku dzięki swojemu ostremu dowcipowi i swojej biseksualności – nosząc cylinder i fraki, które zrewolucjonizowały panująca dotąd koncepcję piękna i kobiecości. Udawała wulgarną, ale się temu nie poddawała; szokowała świat, lecz zachowywała dystans arystokratki.

Jak ocenia córka aktorki, to właśnie potrzeba zdominowania konkurencji miała zamienić pyskatą, autentyczną artystkę w enigmę, którą została Marlene Dietrich. Można tylko spekulować, kim miałaby szansę się stać, gdyby jej wrodzonemu talentowi pozwolono się rozwijać w kierunku wyznaczonym przez rewelacyjny występ w "Błękitnym aniele". Ale nie tak miało być - wspomina Riva. Oto rozpoczynał się amerykański sen Marleny Dietrich.

W kwietniu 1930 r., krótko po premierze "Błękitnego anioła" w Berlinie, Dietrich przeniosła się do Ameryki. Ponownie współpracując z von Sternbergiem, wystąpiła w "Maroku" (1930) z Garym Cooperem. Zagrała Amy Jolly, piosenkarkę, która wikła się w miłosny trójkąt z członkiem Legii Cudzoziemskiej (Cooper) i bogatym playboyem (Adolphe Menjou). Za pracę nad tym filmem otrzymała swoją jedyną nominację do Oscara.

Dietrich była zdecydowanym przeciwnikiem nazistowskiego rządu w Niemczech. Została poproszona o powrót do Niemiec przez ludzi związanych z Adolfem Hitlerem pod koniec lat trzydziestych, aby tam kręcić filmy, i odmówiła. W rezultacie jej filmy zostały zakazane w jej ojczyźnie. Uczyniła swój nowy kraj swoim oficjalnym domem, stając się obywatelką USA w 1939 r. Podczas II wojny światowej dużo podróżowała, aby zabawiać wojska alianckie, śpiewając takie piosenki jak „Lili Marlene” i inne, które później stały się podstawą jej występów kabaretowych. Zmarła 6 maja 1992 r. w Paryżu.

autorka: Dorota Kieras