Stanisław Janicki – dziennikarz, historyk kina, wielki jego admirator. Redaktor tygodnika „Film” (1959-1970) oraz miesięcznika „Kino” (1970-1974), autor jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich programów telewizyjnych „W starym kinie” (1967-1999), w którym prezentował dawne, klasyczne filmy polskie i zagraniczne. Scenarzysta, reżyser, wykładowca m.in. Uniwersytetu Śląskiego, autor książek o tematyce filmowej. Współpracował z telewizją Kino Polska („Seans w Iluzjonie”) oraz radiem RMF Classic („Odeon Stanisława Janickiego”). Odszedł 25 maja 2025 roku.
Dziś o godzinie 17:00 w RMF Classic specjalny program poświęcony Stanisławowi Janickiemu.
Przez ponad 20 lat był naszym przyjacielem i członkiem naszej radiowej załogi.
Radiowcem stał się bezwysiłkowo: po prostu pewnego dnia zasiadł przed mikrofonem i ze swadą oraz bez cienia tremy wygłosił jeden ze swoich niezwykłych, filmowych felietonów.
Och, to niepodrabialne „errrr”…
Był w najlepszym tego słowa znaczeniu niedzisiejszy. Szarmancki, błyskotliwy, miał styl bycia przedwojennej gwiazdy kina. Jednocześnie potrafił być duszą towarzystwa, z masą wspomnień i anegdot na każdą okazję. Filmoznawca i filmowiec, podróżnik gotowy w każdej chwili ruszyć do ukochanej Japonii, meloman, erudyta i znawca wina…
Słowem – STANISŁAW JANICKI.

Stanisław Janicki / fot.Adam Golec
O filmie pisze się najczęściej albo bardzo poważnie, wzniośle i uczenie, albo chichotliwie, sensacyjnie i skandalizująco. Do pierwszego sposobu nie dorosłem, drugi mnie nudzi. W tym, co robię, staram się znaleźć złoty środek. Chciałbym o tym niezwykłym zjawisku, jakim jest sztuka filmowa, opowiadać ciekawie i nieprymitywnie. I to niezależnie od tego, czy tematem są arcydzieła kinematografii, czy też produkcje z nieco niższych półek.
Ale nade wszystko interesują mnie ludzie filmu. Ich płeć czy wiek nie odgrywają roli, choć nie ukrywam, że ci bardziej doświadczeni, których życie i twórczość dobiegają lub już dobiegły kresu, bardziej mnie pociągają. Nie jestem przy tym oficerem śledczym ani prokuratorem. Wiem, że życie rzadko bywa proste i jednoznaczne, że i oni musieli podejmować trudne decyzje, że się mylili i popełniali błędy. Czasami boleśni krzywdzili innych i sprzeniewierzali się szczytnym ideałom. Powtórzę: nie piszę o tym, aby ich oceniać. Staram się natomiast opowiadać o ludziach filmu, nie koloryzując, nie zmyślając, ale barwnie i zajmująco ich prezentując. I przyznam, że najlepiej się czuję, opowiadając o filmie w… studio przed mikrofonem. To miejsce i jego klimat dają mi bowiem pewną intymność oraz poczucie, że mówię do kogoś konkretnego; choć go nie widzę, nie słyszę – to czuję.
„Odeon Stanisława Janickiego”, bo tak brzmi nazwa cyklu moich felietonów filmowych w radiu RMF Classic, które stały się inspiracją tej książki, emitowany jest już od wielu lat. Grono jego słuchaczy stale się powiększa; najbardziej wzruszające są moje spotkania z kierowcami taksówek, którzy są wiernymi słuchaczami RMF Classic, w tym i „Odeonu”. Redakcja radia mnie toleruje, co więcej – razem z Wydawnictwem BOSZ wpadła na pomysł wydania zbioru moich radiowych felietonów w formie książkowej.
I tu ogarnia mnie niepewność. Czy to, co przeznaczone jest dla eteru, można bez uszczerbku przetransponować na papier? Do książki dołączona jest wprawdzie płyta z oryginalnym brzmieniem niektórych felietonów, ale…? Czy to nadal jest ciekawe? Czy ja się sprawdzę w wersji pisanej? No cóż, jak powiedział bohater arcykomedii Pół żartem, pół serio, kiedy okazało się, że obiekt jego wielkiej miłości i rozpalonego do białości pożądania jest mężczyzną a nie kobietą: „Nobody is perfect” – Nikt nie jest doskonały.
(Wstęp do książki „Stanisław Janicki. Odeon felietony filmowe”, która ukazała się nakładem wydawnictwa BOSZ)