Wojowniczka z Hollywood. Halle Berry świętuje 60. urodziny

Halle Berry słynie z tego, że rzadko korzysta z pomocy kaskaderów i chętnie sama występuje w wymagających scenach. Ceną za ten profesjonalizm jest długa lista kontuzji, jakich się nabawiła. Z okazji jej 60. urodzin, które wypadają w piątek, opracowaliśmy mały wycinek jej filmowej dokumentacji medycznej.

Wojowniczka z Hollywood. Halle Berry świętuje 60. urodziny
Halle Berry /CAROLINE BREHMAN/ PAP/EPA

„Rozumiem ducha wojowniczki. Ja też byłam wojowniczką przez całe życie, przez całą karierę” – podkreśliła w rozmowie z National Public Radio Halle Berry, omawiając rolę zawodniczki mieszanych sztuk walki, Jackie Justice, w filmie „Poobijana” (2020). 

Już drugiego dnia na planie tej produkcji, której była także reżyserką, aktorka złamała dwa żebra. Uraz przemilczała. Nie przerwała pracy przy filmie, który wymagał od niej kręcenia dynamicznych sekwencji walk. „Wiedziałam, że mogę przebić płuco, jasne. Ale zaryzykowałam. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby przestać” - tłumaczyła. Bardziej niż bólem przejmowała się tym, czy pomimo dyskomfortu będzie w stanie sprostać aktorskiemu wyzwaniu. 

Do fizycznego cierpienia na planie zdołała się już przyzwyczaić. Gdy podczas promocji szpiegowskiej komedii Netfliksa "Związek" (2024) wyliczała swoje kontuzje, jej partner z planu, Mark Wahlberg – sam będący weteranem kina akcji – słuchał jej z nieskrywanym podziwem. „Złamałam rękę, dwukrotnie połamałam żebra – raz dwa żebra, drugim razem trzy żebra, złamałam kość ogonową, dwa palce u nóg i ten palec...(odparła z uśmiechem, pokazując środkowy palec - red.). Trzykrotnie zostałam znokautowana do nieprzytomności” – wymieniła jednym tchem. 

Niektóre wypadki były efektem aktorskiej ekspresji ekranowych partnerów. Na planie "Gothiki" (2003) Robert Downey Jr. podczas sceny szamotaniny tak niefortunnie wykręcił jej rękę, że na planie rozległ się głośny trzask pękającej kości. „Kręciliśmy dość emocjonalną scenę, w której moja postać panikuje, bo jest zamknięta, a on podchodzi, żeby mnie uśpić i łapie mnie za rękę w niewłaściwy sposób. Wszyscy usłyszeliśmy, jak trzasnęła. To był jeden z tych dziwnych momentów. Wiedział, że jest złamana, od razu po tym, jak to zrobił, i ja też wiedziałem” – wspomniała w wywiadzie dla BBC. 

Bywały też sytuacje, w których przypadek decydował o zagrożeniu, a filmowy partner stawał się wybawicielem. Podczas prac nad bondowską produkcją "Śmierć nadejdzie jutro" (2002) Pierce Brosnan musiał ruszyć jej na ratunek, gdy w trakcie zmysłowej sceny zakrztusiła się owocem. „Miałam być taka seksowna i uwieść go figą. Potem musiał natychmiast interweniować i wykonać chwyt Heimlicha. Więc to nie było seksowne. Na szczęście James Bond wie, jak go wykonać” – wspominała z rozbawieniem w programie „The Tonight Show” Jimmy'ego Fallona. 

O jej niezłomnym charakterze nie świadczą wyłącznie siniaki i bogata kartoteka medyczna, którą zgromadziła, pracując na planach zdjęciowych. Jej duch wojowniczki kształtował się od najmłodszych lat. Berry otwarcie przyznała, że dorastała w cieniu przemocy domowej. Jako dziecko z międzyrasowego małżeństwa, wychowywane przez samotną białą matkę, wraz z siostrą nigdzie nie czuła się bezpiecznie. 

„Jako dziewczynka nie zawsze byłam akceptowana. Zawsze nazywano nas mieszańcami albo Oreo. Wyśmiewano nas…” – wyznała w rozmowie z NPR. Sytuacji nie poprawiła decyzja jej mamy, by wraz z dziećmi przeprowadzić się na przedmieścia. „W tamtym czasie byliśmy jednymi z niewielu czarnoskórych dzieci w tej okolicy. Tak więc moje dzieciństwo wyglądało mniej więcej tak: poszukiwanie swojego miejsca, zrozumienie, kim jestem i z jakiej rodziny pochodzę, i poczucie, że jestem bardzo czarna, dyskryminowana z powodu koloru skóry i faktu, że mam białą matkę” – dodała. 

Polem bitwy okazała się także branża filmowa. Dość szybko Berry zrozumiała, że musi skruszyć wiele murów, by zaistnieć jako aktorka. Nawet historyczny sukces – zdobycie przez nią Oscara w 2002 roku, za rolę pierwszoplanową w filmie „Czekając na wyrok” - nie przyniósł natychmiastowej zmiany. „Miałam tę błyszczącą, piękną nagrodę, szczyt moich możliwości, ale tak naprawdę wciąż nie było dla mnie miejsca” – wspomniała gorzko w tym samym wywiadzie. 

Brak ról godnych laureatki Oscara zmusił ją do podejmowania ryzyka i przyjmowania projektów, które nie zawsze spotykały się z uznaniem krytyków. Gdy jeden z projektów zakończył się spektakularną porażką, Berry udowodniła, że potrafi przekuć krytykę w swój osobisty triumf. W 2005 roku, zaledwie trzy lata po odebraniu upragnionego Oscara, aktorka została „wyróżniona” Złotą Maliną za rolę w filmie „Kobieta-Kot”. Zamiast zignorować galę, aktorka wyszła na scenę, w jednej ręce dumnie dzierżąc Oscara, a w drugiej statuetkę dla najgorszej aktorki roku. Pokazała tym samym, że w Hollywood liczy się nie to, ile razy upadniesz, ale jak spektakularnie potrafisz wstać. (PAP Life) 

Monika Dzwonnik