ON AIR
od 14:00 Kino w roli głównej zaprasza: Magdalena Juszczyk

Twórca „Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka” ma dość technologii 3D, wraca do tradycyjnego kręcenia filmów

Nagrodzony dwoma Oscarami za reżyserię Ang Lee („Tajemnica Brokeback Mountain”, „Życie Pi”) ma dość kina 3D. Technologia, w której nakręcił swoje trzy ostatnie filmy, zmęczyła go na tyle, że teraz zamierza ją porzucić. Ang Lee odchodzi z hukiem. „Filmowcy są źli, kina są złe, cały ten ekosystem jest zły!” – ocenia.

Twórca „Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka” ma dość technologii 3D, wraca do tradycyjnego kręcenia filmów
Ang Lee /RITCHIE B. TONGO / PAP/EPA

„Próbowałem większej liczby klatek na sekundę obrazu, próbowałem 3D, próbowałem nowych sposobów kręcenia filmów. Takie filmy wyglądają pięknie, ale przynoszą dużą presję. Wszystko jest przy nich trudne, więc musi być presja. Nie mogę wchodzić w szczegóły tego, jak zostały zrobione, ale ludzie nie próbowali nawet zrobić minuty czegoś na tak dużą skalę. A ja zrobiłem całe filmy. To ogromna presja. Oczywiście wraz z nią pojawia się presja ekonomiczna, presja ze strony studia filmowego, bo kręcę coś, czego nikt tak naprawdę nie zna. Coś skomplikowanego, czego ludzie nawet nie dostrzegają” – mówi twórca „Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka” Ang Lee w rozmowie z portalem IndieWire. W technologii 3D nakręcił trzy swoje ostatnie filmy – „Życie Pi”, „Najdłuższy marsz Billy’ego Lynna” oraz „Bliźniaka” – dwa z nich powstały też w technologii umożliwiającej kręcenie filmów w 120 klatkach na sekundę. Spośród tych tytułów tylko „Życie Pi” odniosło sukces.

„To ogólna opinia. Nie tylko moje dwa filmy były złe, ale też technologia 3D jest zła. Filmowcy są źli. Kina są złe. Cały ten ekosystem jest zły. Nie został stworzony pod filmy 3D. Nie zamierzam zwalać wszystkiego na to medium. Chodzi o widzów i cały przemysł, który nie jest na to przygotowany” – kontynuuje Lee.

„Kina są skąpe. Obraz w nich jest zbyt ciemny i mało co widać. Wszystko migocze i do tego 3D. Pracownicy wykonują w nich słabą robotę i od oglądania tylko boli cię głowa. To czyste zło. Nie można winić więc widzów, że nie polubili czegoś, co jest tak złe. A jeszcze muszą płacić więcej za bilety. Jeśli coś jest dobre, ludzie to polubią. To proste. 3D to coś innego niż 2D. Umysł widza pracuje inaczej. Nie da się tego porównać. Jedno jest wyrafinowane, drugie jest niczym dziecko. Dlatego opracowałem nowe projektory, które są cztery razy jaśniejsze. To zupełnie nowy język, który filmowcy muszą opanować, widzowie się do niego przyzwyczaić, a to wszystko wymaga czasu” – ocenia dwukrotny laureat Oscara.

„Wracam do tradycyjnego sposobu robienia filmów!” – kończy Lee, który wciąż ma nadzieję na to, że uda mu się zrealizować biografię Bruce’a Lee. W rolę mistrza sztuk walki wcieli się jego syn: Mason. (PAP Life)

Słuchaj RMF Classic i RMF Classic+ w aplikacji.

Pobierz i miej najpiękniejszą muzykę filmową i klasyczną zawsze przy sobie.

Aplikacja mobilna RMF Classic