Ray Nicholson o życiu w cieniu sławnego ojca. „Nigdy nie będę się wstydził tego, że jestem jego synem”

Choć syn Jacka Nicholsona coraz śmielej wkracza do Hollywood, droga do zawodowej niezależności nie była dla niego łatwa. Ray Nicholson przyznaje, że na początku kariery notorycznie porównywał się do ojca, który cieszy się statusem jednego z najwybitniejszych aktorów Fabryki Snów. Dziś potrafi jednak czerpać dumę z własnych osiągnięć i z przekonaniem mówi o kontynuowaniu rodzinnego dziedzictwa.

Ray Nicholson o życiu w cieniu sławnego ojca. „Nigdy nie będę się wstydził tego, że jestem jego synem”
Jack Nicholson i Ray Nicholson / ETIENNE LAURENT /PAP/EPA

Ray Nicholson, syn jednej z największych legend Hollywood, długo musiał mierzyć się nie tylko z oczekiwaniami otoczenia, lecz także własnymi ambicjami. W rozmowie z magazynem „People” 34-letni aktor opowiedział o tym, jak zmieniło się jego podejście do wykonywanej profesji i sławnego nazwiska. Nicholson Jr. podkreślił, że na początku zawodowej drogi nakładał na siebie zbyt dużą presję. „To naprawdę trudne. Kiedy dopiero zaczynałem chodzić na zajęcia aktorskie i wykonywać najprostsze ćwiczenia, porównywałem się z dorobkiem kogoś, kto ma na koncie trzy Oscary i pięć dekad kariery” – wyznał. 

Z czasem jednak zrozumiał, że takie porównania nie dają mu szansy na uczciwą ocenę własnych postępów. Dziś stara się więc koncentrować na samej pracy, zamiast mierzyć swoje osiągnięcia miarą jednego z najbardziej cenionych gwiazdorów kina. „Ważne jest dla mnie, by podchodzić do wszystkiego krok po kroku, być obecnym tu i teraz, a także czuć dumę z procesu twórczego i z tego, co robię” – podkreślił. 

Co ciekawe, Ray przez długi czas wcale nie chciał iść w ślady ojca. „Aktorstwo zawsze było tym, co wyróżniało moją rodzinę. To ono sprawiało też, że tata znikał z domu. Nic dziwnego, że miałem wobec tego zawodu mieszane odczucia” – wyznał w rozmowie z „USA Today”. Dopiero kiedy sam zaczął poznawać aktorskie rzemiosło, obawy ustąpiły miejsca autentycznej pasji. 

Jego fizyczne podobieństwo do ojca trudno przeoczyć. Widzowie zwrócili na nie szczególną uwagę po premierze horroru „Smile 2” z 2024 roku, w którym złowieszczy uśmiech Raya natychmiast przywoływał skojarzenia z kreacją Jacka Nicholsona w kultowym „Lśnieniu” Stanleya Kubricka. Dostrzegł to również reżyser i scenarzysta filmu, Parker Finn. „Jack Nicholson jest jednym z najlepszych aktorów wszech czasów. Ray ma naprawdę mocne geny. Kiedy się uśmiechnął, pomyślałem: »Boże, jakbym patrzył na młodego Jacka«” – wspominał w rozmowie z „Entertainment Weekly”. 

Sam Ray podchodzi do tych porównań z humorem. „Nasze twarze rzeczywiście są podobne. Cóż, jesteśmy spokrewnieni” – żartował w rozmowie z „Entertainment Tonight”. Nie zamierza też wypierać się rodzinnych więzi ani udawać, że nazwisko Nicholson nie ma dla niego znaczenia. „Kocham mojego tatę. Jest moim ulubionym aktorem. Nigdy nie będę się wstydził tego, że jestem jego synem. Nie mogę się doczekać, by kontynuować to dziedzictwo” – podkreślił. 

Obecnie Ray promuje dramat sportowy „The Mosquito Bowl”, w którym wciela się w Tony’ego Butkovicha. Film w reżyserii Petera Berga opowiada historię futbolistów, którzy podczas II wojny światowej trafili do amerykańskiej piechoty morskiej. Aktor przyznaje, że choć wciąż uważa się za nowicjusza, nowa rola napawa go dumą. „Dopiero zaczynam. Naprawdę jestem na samym początku drogi. Ale jestem bardzo dumny z tego, co udało mi się osiągnąć w tym filmie” – powiedział magazynowi „People”. Produkcja ma wejść do kin 30 października, a 25 listopada trafi do katalogu Netfliksa. (PAP Life)