Pół wieku od premiery filmu „Skrzydełko czy nóżka” z Louisem de Funesem

Karetka pogotowia ukryta za kulisami, lekarz śledzący każdy gest gwiazdora i król komedii, który na ekranie udaje wielkiego smakosza, podczas gdy w rzeczywistości przestrzega bardzo restrykcyjnej diety po tym, jak dwukrotnie przeszedł zawał serca. Dokładnie 50 lat temu na ekrany kin wszedł film „Skrzydełko czy nóżka” – satyra Claude'a Zidi, która stała się triumfalnym powrotem Louisa de Funesa. Z okazji tej wyjątkowej rocznicy zaglądamy za kulisy produkcji.

Pół wieku od premiery filmu „Skrzydełko czy nóżka” z Louisem de Funesem
Louis de Funes jako „Żandarm z Saint-Tropez” / fot.PAP/DPA

Dla polskiego widza Louis de Funes na zawsze pozostanie krewkim, wiecznie gestykulującym sierżantem Cruchotem z kultowej serii „Żandarm z Saint-Tropez”. Jednak w historii francuskiej kinematografii de Funes zapisał się także rolą w filmie „Skrzydełko czy nóżka”, w którym posługiwał się bardziej powściągliwą ekspresją. Wcielając się w Charlesa Duchemina – bezkompromisowego dyrektora prestiżowego przewodnika kulinarnego, który wypowiada bezwzględną wojnę producentowi syntetycznego jedzenia, którą ucieleśnia Jacques Tricatel – de Funes musiał dokonać niemożliwego... 

W 1975 roku aktor przeszedł dwa ciężkie zawały serca, po których diagnoza brzmiała jak wyrok: kategoryczny zakaz intensywnej pracy i przymusowa emerytura. Choć zmęczony sławą gwiazdor francuskiego kina początkowo przyjął tę wiadomość z ulgą, szybko zdał sobie sprawę, że może już nigdy nie zagrać, co doprowadziło go do depresji. Potrzebował projektu, który wyciągnąłby go z dołka. Niestety, dla rodzimych ubezpieczycieli król komedii z dnia na dzień stał się zbyt wielkim ryzykiem, a firmy masowo odmawiały wystawienia polisy na czas produkcji. Wtedy do akcji wkroczył młody producent Christian Fechner, który zaryzykował własny majątek, byle tylko dać aktorowi szansę. 

„Poszedłem wtedy do szefa największej firmy ubezpieczeniowej tamtych czasów. Jako że byłem młody i dość lekkomyślny, trochę go zaatakowałem, mówiąc mu prosto w twarz, że nie może tak po prostu, z dnia na dzień zdecydować, że człowiek pokroju de Funesa już nigdy niczego nie nakręci” – wspomniał w jednym z wywiadów Fechner. Jego upór opłacił się, jednak obarczony był ogromnym ryzykiem. Przez cały okres zdjęciowy w ukryciu dyżurowała ekipa medyczna z karetką pogotowia. Pogorszenie się i tak kruchego stanu zdrowia gwiazdora mogło zakończyć się bezpowrotnym przerwaniem zdjęć.  

Sam aktor po ponad dwóch miesiącach spędzonych w szpitalu musiał natomiast drastycznie zmienić styl życia. Podczas gdy na ekranie jego bohater rozkoszował się francuskimi specjałami, poza nim de Funes trzymał się restrykcyjnej diety, o której wspomniał w programie telewizyjnym Michela Druckera podczas oficjalnej promocji filmu „Skrzydełko czy nóżka”. 

„Musiałem uznać wino, alkohol, tytoń i kawę za moich największych wrogów. Długi pobyt w szpitalu bardzo mi pomógł odzwyczaić się od tych wszystkich substancji. Dzisiaj wciąż kontynuuję moją dietę i szczerze mówiąc, zacząłem naprawdę doceniać proste, lekkie posiłki. Jem głównie czerwoną kapustę i ziemniaki z mojego własnego, ekologicznego ogrodu oraz grillowane potrawy, które przygotowuje dla mnie żona” - wyjaśnił. 

Diagnoza oznaczała dla Louisa de Funesa nie tylko zmianę diety. Aktor, którego świat pokochał za niezwykłą ekspresję fizyczną, niekontrolowane wybuchy złości i serię gwałtownych tików twarzy, musiał z dnia na dzień drastycznie zwolnić tempo. Rolą Charlesa Duchemina udowodnił, że nie potrzebuje krzyku i tej charakterystycznej ekspresji, by całkowicie zdominować ekran. Tym razem stworzył postać niezwykle elegancką, stonowaną i pełną ironii. 

Film, który od początku obarczony był wielkim ryzykiem, także w trakcie realizacji napotkał poważne trudności. Reżyser Claude Zidi pisał scenariusz z myślą o duecie marzeń - Louis de Funes i Pierre Richard. Ten drugi, będący wówczas u szczytu popularności, zrezygnował z projektu miesiąc przed rozpoczęciem zdjęć, argumentując, że postać Gérarda Duchemina – syna krytyka kulinarnego - nie leży w jego naturze. 

„Byłem rozczarowany swoją rolą. Czułem, że gdybym się zgodził, czułbym się, jakbym pracował w fabryce. A Bóg jeden wie, jak bardzo chciałem pracować z de Funesem. Louis zadzwonił do mnie i zapytał, dlaczego odmawiam. Powiedziałem mu, że jestem zachwycony możliwością współpracy z nim, ale że nie chcę grać tej roli. A on na to: »Naprawdę, uważasz, że scenariusz jest kiepski?«. Wtedy pomyślałem, że chyba go nie przeczytał. Ale on wiedział, że zawsze da sobie radę dzięki swojemu ogromnemu talentowi. Ja nie miałem takich zdolności. Żeby rozbawić ludzi, potrzebuję sytuacji. Nie mogę czytać książki telefonicznej i rozśmieszać ludzi” – wyjaśnił po latach Richard. 

Odrzucając tę propozycję, stracił on jedyną szansę na wspólny występ z de Funesem, ale dla samego filmu jego odmowa okazała się zbawienna. Reżyser zaryzykował i zatrudnił na miejsce Richarda wschodzącą gwiazdę stand-upu, Coluche’a. Zamiast przewidywalnej komedii pomyłek i dwóch ekranowych weteranów, widzowie otrzymali elektryzujące starcie pokoleń, które francuska krytyka okrzyknęła symbolicznym przekazaniem komediowej pałeczki. 

Tytuł ściągnął do francuskich kin blisko sześć milionów widzów, ulegając w rocznym podsumowaniu jedynie amerykańskiemu megahitowi „Szczęki” Stevena Spielberga. Popularność obrazu „Skrzydełko czy nóżka” mogła wynikać także z faktu, że dotknął niezwykle ważnej dla Francuzów kwestii – kultury stołu oraz tradycji kulinarnej. Choć sam pomysł stojący za produkcją narodził się w jakże prozaicznych okolicznościach. Reżyser wymyślił tytuł i zarys fabuły podczas kolacji w paryskiej restauracji Le Petit Colombier, gdy kelner, serwując mu drób, zadał rutynowe pytanie: „Skrzydełko czy nóżka?”. (PAP Life)