Dakota Johnson aktorstwo bez wątpienia ma we krwi. Jej matką jest gwiazda „Lolity” i „Pracującej dziewczyny”, Melanie Griffith, a babcią – legenda Fabryki Snów i muza Alfreda Hitchcocka, Tippi Hedren. Relacja z nią ma dla gwiazdy „50 twarzy Greya” szczególne znaczenie. „Staram się do niej dzwonić co tydzień. Ma 95 lat i wyjątkowo wyrazisty styl. Zawsze ma długie paznokcie. Ostatnim razem, kiedy ją widziałam, były marmurkowo-zielone! Miała na sobie czerwoną szminkę i czerwony cień do powiek. I jeszcze nosiła zieloną koszulkę z nadrukiem w lwy i tygrysy” – zdradziła zeszłego lata Johnson w wywiadzie dla „Hollywood Authentic”.
Motyw lwów i tygrysów dla biografii Hedren jest skądinąd kluczowy. Aktorka i modelka od dekad angażuje się wszak w ochronę dzikich zwierząt. W latach 70. mieszkała z córką oraz 180-kilogramowym lwem, który swobodnie poruszał się po posesji. W 1983 roku powołała zaś do życia Roar Foundation – azyl dla uratowanych lwów i tygrysów. Przed sześcioma laty wnuczka hollywoodzkiej gwiazdy ujawniła, że ta nadal żyje w otoczeniu kilkunastu dużych kotów. A w przeszłości bywało ich nawet kilkadziesiąt. „Kto wie, co mnie czeka w życiu? Może odziedziczę po niej jakieś lwy i tygrysy” – żartowała we wspomnianym wcześniej wywiadzie zdobywczyni nominacji do nagrody BAFTA.
Gwiazda „Materialistów” nie ukrywa dumy z babci i często towarzyszy jej publicznie, m.in. na czerwonych dywanach. Tak było choćby w 2018 roku, kiedy Johnson i Hedren pozowały fotoreporterom na uroczystej premierze horroru „Suspiria”. Johnson wspominała w rozmowach z prasą, że dorastanie u boku kobiety, która mimo bolesnych doświadczeń zawodowych potrafiła konsekwentnie stawać w swojej obronie, miało na nią fundamentalny wpływ.
W 2016 roku odkryta przez Hitchcocka aktorka publicznie oskarżyła mistrza suspensu o to, że gdy przed laty odrzuciła jego zaloty, ten groził jej zniszczeniem kariery i próbował zdyskredytować ją w środowisku filmowym. Do tych wydarzeń odniosła się wnuczka Hedren, określając Hitchcocka mianem „utalentowanego tyrana, którego zatruła władza”. W wywiadzie dla „Vanity Fair” ujawniła również, że legendarny reżyser przysłał kilkuletniej wówczas Griffith replikę Hedren umieszczoną w małej trumnie. Przesyłkę tę miał określić mianem… „bożonarodzeniowego prezentu”.
Hedren, która z uwagi na skandynawskie korzenie przez wnuki nazywana jest pieszczotliwie MorMor – co w języku szwedzkim oznacza „babcię” – w wywiadzie dla „The Guardian” z 2014 roku została zapytana o dorobek swojego życia. Ikona Hollywood nie wymieniła jednak żadnej ze swoich filmowych ról. „Moja piękna córka Melanie oraz wnuki: Alexander, Dakota i Stella” – odparła bez namysłu.
Mimo oczywistej więzi oraz podobnej ścieżki kariery, Hedren i Johnson nie doradzają sobie w kwestiach zawodowych. „Nawet o tych sprawach nie rozmawiamy. Ciekawe, prawda?” – stwierdziła swego czasu seniorka rodu w rozmowie z „Vanity Fair”. (PAP Life)