Kolorowym ptakiem, któremu komunistyczna klatka połamała skrzydła, nazwała ją Urszula Sipińska.
Kalina Jędrusik urodziła się 5 lutego 1931 roku w Gnaszynie, który jest obecnie dzielnicą Częstochowy. Taka data urodzenia widnieje na świadectwie maturalnym przyszłej artystki - opublikowanym przez Archiwa Państwowe. Według innych źródeł Kalina Jędrusik urodziła się w 1930 roku.
Jej ojciec, Henryk Jędrusik, był pedagogiem, nauczycielem, senatorem II Rzeczypospolitej (w latach 1938-39, związany był z utworzonym pod egidą marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego Obozem Zjednoczenia Narodowego). Mała Kalina dostawała od niego wiele książek. W każdej z nich wpisywał dedykację: „staraj się robić w życiu to, na co masz ochotę, ale tak, aby nikt z twojego powodu nie płakał”.
Po studiach aktorskich w Krakowie Kalina Jędrusik trafiła w 1953 r. do Teatru Wybrzeże w Gdańsku, gdzie już pierwszymi rolami zwróciła na siebie uwagę, m.in. Stanisława Dygata, cenionego pisarza - autora „Jeziora Bodeńskiego” i „Pożegnań”. Dygat był wówczas żonaty z aktorką Władysławą Nawrocką, którą zostawił dla Kaliny. Wkrótce Jędrusik i Dygat zostali małżeństwem. Tworzyli jedną z najbarwniejszych w Polsce artystycznych par tamtych czasów.
„Kalina była najlepiej napisaną postacią Dygata. Byli najwspanialszym i najbardziej niezwykłym małżeństwem” - wspominał znajomość z parą Kazimierz Kutz. O tym jak ten reżyser rodem ze Śląska cenił sobie spotkania z obojgiem artystów może świadczyć inna jego wypowiedź: „W ich domu dojrzewałem jak zielony pomidor”.
Nawet wiele lat później był pod wrażeniem urody Kaliny Jędrusik. „Wyglądała jak świeżo wypieczona bułeczka z obfitym biustem sięgającym niemal po zęby i oczami młodej sowy” – wspominał Kutz. Jędrusik zagrała w 1964 roku w wyreżyserowanym przezeń filmie „Upał” – stanowiącym kinowe fabularne zdyskontowanie popularności „Kabaretu Starszych Panów”.
„W życiu uczuciowym Kaliny dużo było teatralności. Nigdy nie chodziło o sam poryw serca, ale też o niezwykłe okoliczności, które temu towarzyszyły. A zwłaszcza o emocje. Ona lubiła rozmach i dużą skalę. Jak coś robiła, to angażowała się w to na całego. Kiedy np. robiła kolację, to zamieniała proces gotowania w spektakl: zdobywała wyszukane produkty, które specjalnie na tę okazję kupowała, robiła prawdziwą ceremonię z wnoszeniem, ustawianiem, zachęcaniem do próbowania” - powiedziała w jednym z wywiadów dla PAP Ula Ryciak, autorka biografii „Niemoralna. Kalina” (2021).
Kariera teatralna Kaliny Jędrusik rozwijała się na scenach warszawskich - w Teatrze Narodowym (1955–57), Teatrze Współczesnym (1957–63), Teatrze Komedia (1964–67), Studenckim Teatrze Satyryków (1969–72), Teatrze Rozmaitości (1972–85) oraz Teatrze Polskim (1985–91). Wielką popularność przyniosły jej występy w telewizyjnym Kabarecie Starszych Panów (1958-66), w którym wykonywała piosenki Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego, m.in. „S.O.S.”, „Bo we mnie jest seks” i „Zmierzch”.
W swojej książce „Z kim tak ci będzie źle jak ze mną? Historia Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata” (2020) Remigiusz Grzela przytoczył wspomnienie Agnieszki Osieckiej, która w „Polityce” opowiadała, jak w 1964 roku przyjechał z Berlina Konrad Swinarski. „Śmiał się strasznie, leżąc na podłodze na plecach, patrząc, jak Kalina śpiewa swoją piosenkę »Bo we mnie jest seks«. Robiła różne wyzywające gesty, oblizywała się. A Konrad chichotał dziko i mówił: »Przecież to jest największa polska aktorka komediowa«”.
Sama Jędrusik skarżyła się jednak, że jest odbierana zupełnie niezgodnie ze swoimi intencjami. W jednym ze sfilmowanych wywiadów opowiadała Jeremiemu Przyborze, że chociaż w Kabarecie Starszych Panów śpiewała wiele piosenek o zabarwieniu „sentymentalno-refleksyjno-dramatyczno-lirycznym”, to w pamięci odbiorców pozostała jako „pierwsza wampirzyca”. Opowiadała, że widzowie uważają, że śpiewa „bardzo drapieżnie i seksi”. Co ciekawe, mówiła, że inaczej odbierają ją słuchacze niewidomi.
W tekście opublikowanym w 36. numerze „Przekroju” w 1988 r. Jędrusik skarżyła się Piotrowi Gackowi, że zgubne dla niej okazało się utożsamianie się z kreowanymi postaciami (chociaż uważała to za warunek dobrego aktorstwa). „Mówiono: »Ona jest taka zepsuta«…, bo grałam kobietę zdradzającą męża. Narkomanka i alkoholiczka! Ci wszyscy ludzie w kinie i teatrze wiedzieli lepiej ode mnie, kim jestem. Koszmar… Roztrząsa się moją rolę Lucy Zuckerowej w »Ziemi Obiecanej« [1974] Andrzeja Wajdy, urosła ona do mojej sztandarowej roli. Ale dlaczego? Ta kreacja była po prostu efektowna, żeby nie powiedzieć »efekciarska«. Takie było nasze z reżyserem założenie. Minęło dziesięć lat i nie takie role się kręci. Może moją ekspresją drażnię ludzi? A ja proszę o odrobinę obojętności. To nie kokieteria” - opowiadała.
Po pierwszych pokazach serialu „Hotel Polanów”, w którym zagrała Józefinę Polanową, apodyktyczną matkę, oceniano z kolei, że nikt inny nie zagrałby tej roli lepiej od niej, ale jednocześnie oskarżano, że Żydzi z całego świata zasypali ją po premierze biżuterią i złotem. „Jak ja mam walczyć z tymi bzdurami? Grałam morderczynię. I co? Należy mnie zamknąć w więzieniu albo zakładzie psychiatrycznym? Znam swój zawód, potrafię zagrać psa i kota, starą babę i dziwkę…” – wspominała Jędrusik.
Z drugiej strony sama wywoływała kontrowersje. Słynny w Warszawie był jej niewyparzony język. „Klęła jak szewc. Ale słuchało się tego z przyjemnością, nie było w tym chamstwa. Gdyby mówił tak ktoś inny, byłoby to żałosne” - ocenił Jerzy Gruza w książce „Życie artystek w PRL” autorstwa Sławomira Kopra. Często zachowywała się prowokacyjnie: zapamiętano, że w Chałupach wchodziła rano do sklepu spożywczego, gdzie po bułki tłoczyła się kolejka Kaszubek z koszykami. Wciskała się przed nie w rozchylonym szlafroku i mówiła do sprzedawczyni: „Cztery butelki szampana, bo się będę w nim kąpać”.
Sposób bycia, a także wygląd Kaliny Jędrusik nieustannie bulwersowały peerelowskie władze. Cytowany w tej samej książce Przybora wspominał: „od momentu, kiedy ona w jakimś koncercie telewizyjnym (w 1963 r. podczas transmitowanego w TVP katowickiego występu na barbórce) na tym swoim wspaniałym biuście, a właściwie w międzybiuściu, zawiesiła krzyżyk, przez kilka lat na Kalinę było embargo w telewizji”. „To zaważyło na karierze Kaliny. Przez pewien czas mogła pokazywać się na wizji tylko w »Kabarecie Starszych Panów«, i to skromnie ubrana. Ale pewnego dnia (a programy szły na żywo) skończyła swój numer w skromnej sukni i kiedy realizatorzy odetchnęli z ulgą, odwróciła się: miała dekolt prawie odsłaniający pośladki” – opowiadał Jeremi Przybora.
Sama Jędrusik doszukiwała się embarga na swoje telewizyjne występy w tym, że przełamywała obowiązujący w mediach PRL stereotyp kobiety społecznicy, traktorzystki, szwaczki, „babo-chłopa”. W 1988 r. Piotrowi Gackowi powiedziała, że jako aktorka miała ciężkie życie, zagrała niewiele ról, większość z nich jako dziewczyna z marginesu społecznego. Mówiła, że nigdy na ekranie nie była naga, że ludzie to wymyślali i że przez jej sposób mówienia, głos, mimikę uważali ją za wulgarną. „Proszę pamiętać, że to były »przyzwoite« lata 60.” - dodała. „Wówczas zostałam przez naszych decydentów kultury, a właściwie ich żony, wyrzucona z radia, telewizji, kina” – wspominała. „Właśnie, kiedy byłam pełna energii, urody, młodości, zdolności i należało grać - nie zagrałam prawie nic. Grałam tzw. znaczące epizody, żeby coś zarobić, żeby z czegoś żyć. Nie skarżę się, ale tak bardzo szkoda mi tego zmarnowanego czasu bezrobocia nie z mojej winy” - podsumowała.
Wcześniej, w 1957 r., zaczęła pracę w Teatrze Współczesnym w Warszawie, którego dyrektorem był Erwin Axer. Współpracowała m.in. z Konradem Swinarskim. Zagrała u niego Polly w „Operze za trzy grosze” Bertolta Brechta. Wcieliła się też w Luzzi w „Pierwszym dniu wolności” Leona Kruczkowskiego w reżyserii Axera. Krytyk Roman Szydłowski, tłumacz i znawca Brechta, cytowany w książce Grzeli, pisał że Kalina: „w »Operze za trzy grosze« stworzyła w roli Polly dojrzałą kreację, wytrzymującą porównania z najświetniejszymi odtwórczyniami tej postaci. Jest bardzo mieszczańska (jak tego chciał Brecht) i bardzo satyrycznie traktuje swą postać. Ale zarazem jest pełna dyskretnego liryzmu i po swojemu sympatyczna” – ocenił Szydłowski. „A jak świetnie śpiewa songi. Jest muzykalna i nie fałszuje […], a zarazem śpiewa w sposób teatralny, podaje tekst piosenek, zachowując ich dowcip, interpretując ich tekst, nie usiłując wcale naśladować śpiewaczek operowych czy operetkowych. Tą rolą wchodzi Kalina Jędrusik w krąg najciekawszych młodych aktorek stolicy” – podsumował krytyk.
„Podobnie jak u Marilyn Monroe w jej DNA było coś, co z miejsca uwodziło mężczyzn i publiczność. Była świetną aktorką. Ale gdzieś głęboko pod skórą czuła się jak ptak, któremu komunistyczna klatka połamała skrzydła – oceniła Urszula Sipińska w książce Grzeli. I trafiła w sedno, bo we wspomnianej już rozmowie z Piotrem Gackiem Jędrusik mówiła, że „indywidualność, szukanie własnej osobowości, jest u nas wciąż jeszcze oryginalnością”.
„Tak, trzeba mieć odwagę, żeby robić to, na co ma się ochotę. Ta chęć bycia sobą w naszych warunkach jawi się jako dziwactwo. Tak było, kiedy zaczynałam, tak jest i teraz. Po latach pracy w tym zawodzie okazało się, że byłam zbyt otwarta na ludzi. Dziś wiem, że należy właśnie zakrywać się, chować w ślimaczą skorupę. Nie potrafiłam zasłonić się na ringu i dlatego często uderzano mnie. Rozwierałam ramiona, szłam ulicą wesoła, roześmiana, w krótkiej spódnicy. Byłam przecież młoda. Taki »kolorowy ptak«, ale wokół mnie fruwały szare, jednakowe ptaki. Takie same jak ja, ale jednak inne. Kiedy kolorowy ptak wyleci z klatki, zostanie natychmiast zadziobany przez szare. Jak w przyrodzie! Nie postępowałam tak, aby kogokolwiek szokować. Chciałam czuć się swobodnie, chciałam być sobą” – wyjaśniła aktorka.
Ostatnią rolę filmową zagrała w „Podwójnym życiu Weroniki” Krzysztofa Kieślowskiego, wcieliła się w rolę nauczycielki śpiewu. Zmarła 7 sierpnia 1991 roku w wieku 60 lat. Jest pochowana na Starych Powązkach w Warszawie, w Alei Zasłużonych.
Dariusz Michalski, autor biografii Kaliny Jędrusik, powiedział PAP, że Kalina, „za przewodnika swego intelektu (i charakteru) mając najpierw nietuzinkowego ojca, przedwojennego senatora, a potem niezwyczajnego męża, wybitnego pisarza – kochała intelektualną przygodę”.
„Spotkania, w których śmiało i dosadnie żartowała, prowokowała sytuacje i komentarze, niebezpiecznie wychodziła przed szereg – w ten sposób egzaminowała otaczający ją świat: da się nabrać? Odetnie się i odwinie? Będzie z kim i o czym rozmawiać? Sytuacja potoczy się dalej?” – wyjaśnił Michalski. Jego zdaniem „taką też była aktorką: śmiałą (słynny monolog golaski w wannie w filmie »Lekarstwo na miłość«, 1966), bywało, że straceńczo odważną (ikoniczna scena w wagonie i powozie w ekranowej »Ziemi obiecanej«)”. „Z czasem zaczęło być jej z tym niewygodnie, bo też nawet prawdziwie Jej życzliwi nie wszystko w jej zachowaniu akceptowali. Może też – bo ja wiem? – nie do końca rozumieli zasady Kalinowej reżyserii rozmów, spotkań, pogaduszek, zachowań. Dla mnie autokreowana Jędrusik zawsze była prawdziwa, zawsze… po prostu Kalinowa” – podsumował Dariusz Michalski.