Opera skupia się na wydarzeniach rozgrywających się od początku rosyjskiej inwazji – masowych porwaniach i deportacji do Rosji ukraińskich dzieci. Twórcą libretta jest amerykański dramatopisarz George Brant, autor m.in. libretta do opery „Grounded”, wystawianej w 2024 roku w nowojorskim Met. Libretto jest inspirowane prawdziwymi historiami i w syntetycznym skrócie pokazuje różnorodność losów kobiet walczących o odzyskanie uprowadzonych dzieci, jednocześnie kreśląc ich wspólny rys.
Punktem wyjścia jest historia Kateryny i Daszy, których córki wyjeżdżają na letni obóz na Krymie. To, co miało być wakacyjną przygodą, okazuje się pułapką. Dzieci zostają odcięte od rodzin, są poddawane indoktrynacji, a ich powrót do domu staje się coraz mniej realny. Gdy kobiety dowiadują się, że ich dzieci mogą zostać wywiezione w głąb kraju i oddane rosyjskim rodzinom do adopcji, podejmują ryzykowną podróż na Krym. Aby ominąć strefę działań wojennych, przemierzają niemal 5 tys. kilometrów przez Polskę, Białoruś i Rosję.
George Brant w rozmowie z PAP przyznał, że znalezienie tematu było najtrudniejszym momentem pracy. – Oczywiście od początku wiedziałem, że będzie to opera o wojnie w Ukrainie, ale trochę czasu zajęła mi decyzja o tym, żeby stworzyć opowieść o matkach szukających swoich uprowadzonych przez Rosjan dzieci. Zwłaszcza że ta historia wciąż trwa – powiedział.
Podkreślił, że im bardziej myśli o tych kobietach, tym bardziej uważa je za prawdziwe bohaterki. – Przemierzyły wiele tysięcy kilometrów przez cztery kraje. Niektórym udało się odnaleźć dzieci. „Matki Chersonia” są opowieścią o wyzwaniu, ale także o nadziei – wyjaśnił.
Dodał, że praca nad operą wiązała się – i wciąż się wiąże – z dużą presją. – Nie jestem Ukraińcem. Nie śledzę codziennie wiadomości o wojnie, chociaż bardzo się tym interesuję. Mimo to czuję, że przez tę opowieść staję się głosem narodu. Na początku ta świadomość mnie paraliżowała – powiedział autor libretta.
Wspomniał, że wiele zawdzięcza współpracy z Saszą Andrusyk z Kijowa, współzałożycielką i główną kuratorką agencji muzycznej Ukho. – Dała mi listę książek, które pomogły mi zrozumieć Ukrainę, poznać jej kulturę. Chciałem, aby publiczność poczuła, że historia, którą chcę opowiedzieć, jest w dobrych rękach – zaznaczył Brant.
Za reżyserię odpowiada Barbara Wysocka. Reżyserka powiedziała w czerwcu w Studiu PAP, że opera jest dużym wyzwaniem ze względu na jej temat, a sama sztuka jest zawsze formą przypominania i mówienia prawdy. Zaznaczyła, że jest to opera dokumentalna. — To, o czym mówimy, dzieje się ciągle. Opera toczy się w czasie inwazji rosyjskiej, w ciągu kilku miesięcy 2022 roku. Jednak sytuacja się nie zmieniła, tych dzieci jest coraz więcej — wskazała.
— To, co jest niesamowite w tej operze, to to, że może ona mieć realny wpływ na zmianę sytuacji niesienia pomocy uprowadzonym dzieciom. Może nagłośnić sprawę na tyle, że zostaną podjęte konkretne działania, przeznaczone konkretne fundusze. To o tyle jest ważne, że sztuka nie zawsze ma taką możliwość, żeby ingerować w rzeczywistość i ją zmieniać. Tutaj jest na to szansa — powiedziała Wysocka.
Twórcą muzyki jest ukraiński kompozytor Maksym Kołomyjec (Maxim Kolomiiets). „Matki Chersonia” to jego trzecia opera — po „Espenbaum” i „Nitch”. — Muzyka sama w sobie nie może mówić, o wojnie też nie. Poprzez muzykę można jednak oddać emocje towarzyszące różnym sytuacjom i doświadczeniom. Także związanym z wojną. W przypadku tej opery muzyka jest narzędziem budującym emocje — powiedział w wywiadzie udzielonym PAP Kołomyjec.
Wskazał również, że zazwyczaj w operze spotykamy dawnych bohaterów. — W przypadku „Matek Chersonia” opowiadamy o ludziach, których możesz spotkać w autobusie, pociągu czy na dworcu. Ta historia wciąż trwa — podkreślił.
Orkiestrę i chór poprowadzi Keri-Lynn Wilson — kanadyjska dyrygentka ukraińskiego pochodzenia, założycielka i dyrektorka muzyczna Ukrainian Freedom Orchestra. — Porwania dzieci i próby wprowadzenia ich do rosyjskiego społeczeństwa to jeden z najtragiczniejszych aspektów wojny w Ukrainie. Oczywiście opera opowiada także o walczących w obronie swojej ojczyzny żołnierzach. Myślę, że może być dokumentem tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Uważam, że dzisiaj sztuka powinna dokumentować otaczającą rzeczywistość. Muzyka może oddać emocje, a siła teatru jeszcze wzmacnia ten przekaz — powiedziała PAP Wilson.
Wskazała, że wojna w Ukrainie ma twarz wielu matek. — W czerwcu w Kijowie dyrygowałam fragmentami tej opery w wersji ukraińskiej. Wśród publiczności były matki, których dzieci zostały porwane. Były także porwane, ale odnalezione dzieci — powiedziała.
Jej zdaniem cała sala doświadczyła swego rodzaju katharsis. — Matki poczuły się uzdrowione, ponieważ ich historia została publicznie opowiedziana i wypowiedziana. Była żałoba, ale i ukojenie. To, że ich historia wybrzmiała ze sceny, sprawiło, że poczuły się mniej samotne — podkreśliła Wilson.
Wcielająca się w rolę Kateryny Izabela Matuła powiedziała PAP, że chciała stworzyć postać współczesnej kobiety, która nie jest symbolem ani pomnikiem. – Kobiety, którą mogłybyśmy spotkać – z jej lękami, słabościami, emocjami, ale też z ogromną siłą, choć być może sama o niej nie wie. W sytuacji granicznej, w obliczu wojny, utraty i niepewności, ujawnia się w niej coś niezwykłego. Nie dlatego, że przestaje się bać, ale dlatego, że mimo strachu próbuje chronić to, co najważniejsze – podkreśliła sopranistka.
Zaznaczyła także, że zależało jej, żeby nie idealizować swojej bohaterki, nie robić z niej heroski w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. – Chciałam pokazać kobietę z krwi i kości, która podejmuje trudne decyzje, czasem się waha, czasem nie wie, co robić, ale wciąż próbuje ocalić siebie i swoich bliskich. Myślę, że właśnie w tym tkwi siła tej postaci – jej bohaterstwo nie polega na niezwykłych czynach, ale na codziennym zmaganiu się z rzeczywistością, która przekracza ludzkie wyobrażenia – wskazała.
Jej zdaniem w Katerynie można się przejrzeć, nawet jeśli nie doświadczyło się wojny. – Bo przecież wszyscy znamy lęk o bliskich, potrzebę bezpieczeństwa i pragnienie, żeby mimo wszystko zachować w sobie człowieczeństwo. Zależało mi, żeby widz nie patrzył na nią jak na kogoś obcego, lecz jak na osobę, której los naprawdę go obchodzi – wyjaśniła Matuła.
W rolach głównych — obok Matuły — wystąpią także Hanna Sosnowska-Bill, Kamila Dutkowska, Weronika Wojtkowska, Elissa Pfaender i Małgorzata Walewska.
Wśród realizatorów opery znaleźli się także m.in. Barbara Hanicka (scenografia), Julia Kornacka (kostiumy), Marc Heinz (światła) oraz Artur Sienicki (projekcje), Alisa Makarenko (ruch sceniczny) i Paul Cremo (dramaturg).
Premiera odbędzie się w piątek o godz. 19. Kolejne spektakle zaplanowano na 18, 23, 25, 27 października.
„Matki Chersonia” to koprodukcja z Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Warszawska premiera jest jednocześnie pierwszym światowym wykonaniem opery. W kwietniu 2028 r. zostanie ona zaprezentowana na scenie Met.
Z operą koresponduje wystawa prac Yaremy Malashchuka i Romana Khimeia „You Shouldn't Have To See This. Nigdy nie powinniście tego zobaczyć”. Ta sześcioekranowa instalacja wideo opowiadająca o ukraińskich dzieciach, które udało się uratować z rosyjskiej niewoli, miała premierę podczas Biennale Sztuki w Wenecji w 2024 r. Od tego czasu była pokazywana na wielu wystawach. W Galerii Operze można ją oglądać do 26 listopada.
Polska Agencja Prasowa jest patronem medialnym sezonu 2026/2027 w Teatrze Wielkim — Operze Narodowej.
Anna Kruszyńska