W 2022 roku na szklanym ekranie zadebiutował serial „Heartstopper”. To opowieść o dwóch nastoletnich chłopcach, którzy odkrywają, że ich przyjaźń przeradza się w głębsze uczucie. „Charlie i Nick wraz z grupą przyjaciół wyruszają w podróż ku samopoznaniu i akceptacji, wspierając się nawzajem, gdy próbują odkryć, kim są naprawdę” – brzmi oficjalny opis produkcji. W obsadzie pierwszych dwóch sezonów znalazła się jedna z największych gwiazd współczesnego kina – zdobywczyni Oscara, nagrody Emmy i trzech Złotych Globów, Olivia Colman. Brytyjska aktorka wcieliła się w Sarah Nelson, kochającą matkę jednego z głównych bohaterów.
Najnowszym zawodowym projektem Colman jest nadchodzący dramat „Jimpa”, w którym przypadła jej w udziale podobna rola. 52-letnia gwiazda „Faworyty” sportretowała matkę niebinarnego nastolatka, która zabiera syna do Amsterdamu, aby odwiedził swojego homoseksualnego dziadka. Rozmawiając z internetowym magazynem Them, gwiazda zdradziła, że występuje w tego rodzaju produkcjach nie bez powodu. Jak sama przyznała, ma słabość do queerowych opowieści. „Uważam, że najpiękniejsze i najbardziej podnoszące na duchu historie pochodzą właśnie z tej społeczności. I czuję się naprawdę zaszczycona, że zostałam do niej przyjęta” – podkreśliła Colman.
Aktorka pokusiła się przy tym także o wyznanie na temat swojej tożsamości płciowej. „Przez całe życie kłóciłam się o to z ludźmi, bo zawsze czułam się w pewnym sensie niebinarna. Nie róbcie z tego wielkiej sprawy, ale prawda jest taka, że nigdy nie czułam się w swojej kobiecości jakoś szczególnie kobieca. Zawsze w rozmowach z mężem określałam samą siebie jako geja. A on zawsze odpowiadał: »Tak, rozumiem«. Dlatego tak dobrze i swobodnie czuję się w otoczeniu osób ze środowiska LGBTQ+. Nie spędzam zbyt wiele czasu z ludźmi, którzy są mocno przywiązani do swojej heteroseksualności. Mężczyźni, których znam i kocham, są świadomi wszystkich swoich stron i obliczy” – zaznaczyła Colman. (PAP Life)