Gdy w lipcu 2024 roku Salma Hayek dumnie niosła ogień olimpijski przez Pałac w Wersalu, oczy całego świata były zwrócone właśnie na nią. Ubrana w biały sportowy strój, aktorka nie kryła ogromnego wzruszenia, że może reprezentować takie wartości, jak pokój, jedność i nadzieja. Ta wyjątkowa chwila, tuż przed oficjalnym otwarciem Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, miała dla niej głębokie, osobiste znaczenie. Jako dziecko marzyła bowiem o złotym, olimpijskim krążku.
Zapatrzona w sportową idolkę, gimnastyczkę Nadię Comaneci, Hayek pragnęła zostać pierwszą Meksykanką, która sięgnie po złoto. Jako dziewczynka dorastająca w meksykańskim Coatzacoalcos, zdradzała duży talent do gimnastyki i jeszcze większy upór. Jednak nie miała odpowiedniego zaplecza, by w swoim rodzinnym mieście rozwijać tę pasję. Najpierw zaczęła trenować w domu, naśladując wyczyny swojej idolki. „Zakochałam się w tym sporcie, ale w okolicy nie było żadnych zajęć, nikt tego nie trenował. Uczyłam się sama” – wspominała aktorka po latach na kanapie programu „Live with Kelly and Ryan”.
Zdeterminowana 9-latka w końcu ubłagała ojca, by zamiast zwykłych wakacji pozwolił jej wyjechać do stolicy kraju, gdzie działała szkoła sportowa. Hayek miała możliwość dołączenia do elitarnej placówki z internatem, która otwierała jej drzwi do kariery olimpijskiej. O jej przyszłości zdecydował ojciec. W obawie przed wielogodzinnymi treningami i utraconym dzieciństwem nie zgodził się na wyjazd córki, o co ta długo żywiła do niego żal.
„Była droga, której nie wybrałem i to prześladowało mnie przez wiele lat” – powiedział Hayek w wywiadzie dla magazynu „OK!”. „Teraz jestem bardzo szczęśliwa, że nie poszłam tą drogą, bo naprawdę lubię swoje życie” - dodała.
Choć żelaznej dyscypliny i determinacji nie przekuła na sportowe sukcesy, wykorzystała je w karierze aktorskiej. I tu też nie wybrała prostej drogi. Rolą tytułowej „Teresy” w telenoweli aktorka zyskała sławę i uznanie w Meksyku, jednak jej ambicje sięgały dalej - do Fabryki Snów.
„Chciałam grać w filmach, a w tamtych czasach w Meksyku przemysł filmowy tak naprawdę nie istniał. Gdzie więc kręci się filmy? Jedzie się do mekki. Bałam się, że jestem bardzo złą aktorką, bo bardzo szybko stałam się sławna i zarabiałam dla ludzi. Kiedy zarabiasz, nigdy ci nie powiedzą, czy jesteś dobra, czy zła. Nie obchodzi ich to. A ja nigdy nie chciałam być sławną, złą aktorką!” – przyznała w rozmowie z Oprah Winfrey.
W pogoni za marzeniami, spakowała dwie walizki i wyjechała do Stanów Zjednoczonych, by szlifować swój aktorski kunszt i realizować marzenia o graniu w filmach. Nie zważała na to, że niemal nie mówi po angielsku, a dysleksja może jej znacznie utrudnić życie w Stanach.
„Chciałam być dobra. Chciałam być lepsza. Ale przyjechałam tutaj i nie mówiłam po angielsku, nie miałam zielonej karty, nie wiedziałam, że muszę mieć agenta, nie umiałam prowadzić samochodu, byłam dyslektyczką. A ponieważ nie musiałam niczego robić sama w Meksyku, byłam rozpieszczonym bachorem!” – wspomniała w tej samej rozmowie, tłumacząc, że pochodziła z zamożnej rodziny.
Egzotyczna uroda, wyraźny akcent, który, jak sama usłyszała „sprawia, że widzowie myślą o gospodyniach domowych”, spowodował, że Hayek początkowo musiała się zadowolić pomniejszymi rolami i jedną drugoplanową, która niewątpliwie zaważyła na jej karierze. W 1994 roku wystąpiła w thrillerze „Roadracers” - jej pierwszej współpracy z reżyserem Robertem Rodriguezem. Rok później filmowiec obsadził ją u boku Antonio Banderasa w głównej roli zadziornej Caroliny w „Desperado”. Film okazał się przełomowy dla kariery Hayek, torując jej drogę do takich produkcji, jak „Od zmierzchu do świtu” czy „Frida”. Za rolę malarki Fridy Kahlo otrzymała nominację do Oscara. (PAP Life)
Monika Dzwonnik