Rola Zuckerberga przypadła Strongowi po tym, jak Jesse Eisenberg odmówił jej przyjęcia. Ten zaś zrezygnował z niej, bowiem nie chciał być kojarzony z tą postacią. Mimo że to on sportretował współtwórcę Facebooka w filmie „The Social Network”. Tymczasem Strong sam zgłosił swoja kandydaturę zapewniając, że jeśli jego kolega po fachu odmówi, on jest gotowy wziąć na siebie to aktorskie wyzwanie.
„To rola, która mnie fascynuje” – powiedział Strong w wywiadzie dla „GQ”. „Zaangażowanie się w to i bycie w tym wolnym to wielkie wyzwanie… Wiem, że jest osobą znienawidzoną i niepopularną w naszej kulturze, ale nie sądzę, że w jego roli należało obsadzać aktora, który chce go potępić” – dodał.
O tym samym gwiazdor „Sukcesji” chciał zapewnić samego Zuckerberga. W tym celu Strong osobiście napisał do niego, co, jak skomentował w wywiadzie, mogło przyprawić kogoś w studiu Sony o zawał.
„Napisałem do niego e-mail. Chciałem tylko powiedzieć, że traktuję tę odpowiedzialność bardzo poważnie, podobnie jak kwestię wiarygodności, i podchodzę do tego z szacunkiem” – zdradził aktor. Strong otrzymał odpowiedź, ale nie ujawnił jej treści.
Co ciekawe, aktor osobiście nie korzysta z mediów społecznościowych. Słynie jednak z bardzo drobiazgowych przygotowań do swoich ról. Podobnie było i tym razem. Strong dokładnie analizował wszystkie wywiady i wystąpienia swojego bohatera. Założył nawet konto na Facebooku, by dotrzeć do wczesnych wpisów współzałożyciela platformy i prześledzić jego ewolucję. (PAP Life)