Filmowy Rocky Balboa i John Rambo – Sylvester Stallone kończy 80 lat

Sylvester Stallone, czyli filmowy Rocky Balboa i John Rambo kończy 80 lat. Życie to walka. Prawdziwe zwycięstwo polega na tym, aby nigdy się nie poddawać – podkreśla w wywiadach.

Filmowy Rocky Balboa i John Rambo – Sylvester Stallone kończy 80 lat
Sylvester Stallone /ETIENNE LAURENT/PAP/EPA

Niezwykle popularnym i niemal obowiązkowym dla każdego turysty miejscem w amerykańskiej Filadelfii są tzw. Schody Rocky’ego, czyli 72 granitowe stopnie prowadzące do Filadelfijskiego Muzeum Sztuki – jednego z największych w Stanach Zjednoczonych. Placówka oferuje wiele ciekawych eksponatów i bezcennych dzieł – łącznie niemal ćwierć miliona obiektów, ale to właśnie schody są główną atrakcją tego miejsca. Szacuje się, że rocznie przyciągają około 4 miliony turystów. Muzeum zaś, jak podaje „Philadelphia Business Journal” jedynie 750 tys.

To właśnie po tych schodach filmowy Rocky Balboa wbiega podczas jednego ze swoich treningów i będąc na szczycie, spogląda na panoramę miasta, unosząc ręce w geście tryumfu i wiary we własne możliwości. Balboa mierzy się bowiem nie tylko ze swoim przeciwnikiem w ringu. Dużo ważniejsza walka toczy się w nim samym. Stawką jest tu szacunek i udowodnienie własnej wartości. 



Podobną walkę toczył Sylvester Stallone, aktor i scenarzysta, który, zanim poznał smak sukcesu, zmagał się z odrzuceniem w branży, biedą, a nawet bezdomnością. „Spałem na przystankach autobusowych, na klatkach schodowych, w bibliotekach” – wspominał. Mimo tych wszystkich przeciwności nigdy się nie poddał. Postanowił udowodnić światu i ojcu, że jest coś wart. Sukces, jaki później osiągnął do dzisiaj wielu osobom daje nadzieję, że warto nigdy się nie poddawać.

– Życie to walka. To naprawdę trudna walka, w której możesz wiele wygrać, ale i mnóstwo stracić. Prawdziwe zwycięstwo polega jednak na tym, aby nigdy się nie poddawać. Stojąc na szczycie tych schodów, przypominasz sobie, że wszystko jest możliwe – powiedział w 2023 r. podczas pierwszego „Dnia Rocky’ego”, święta ustanowionego przez władze Filadelfii.

Naprawdę nazywa się Michael Sylvester Gardenzio Stallone i urodził się 6 lipca 1946 r. w nowojorskim Hell’s Kitchen na Mahnattanie, miejscu znanym wówczas z panującej tam biedy i przestępczości. W wyniku porodu kleszczowego doznał częściowego paraliżu prawej strony twarzy. Skutkowało to m.in. wadą wymowy. Ze strony swojego ojca – Francesco „Franka” Stallone miał włoskie korzenie. Frank pochodził z miasteczka Gioia del Colle, niedaleko Bari. Matka – Jacqueline Frances - z nowojorskiej rodziny o żydowskich korzeniach. Zajmowała się tańcem i astrologią.

Kiedy miał 11 lat, jego rodzice rozwiedli się. Młodszy brat (Frank junior) zamieszkał z matką, on zaś ze swoim ojcem. Stallone senior znany był ze swojego wybuchowego charakteru i chłodnego podejścia do starszego syna. Jego relacje z Sylvestrem były burzliwe. Podczas jednej z kłótni miał powiedzieć synowi, że niczego nie osiągnie. Brak wiary ze strony ojca był dla niego bardzo bolesny. Z czasem przyszły aktor przeniósł się do matki i jej nowego męża.

Po obejrzeniu filmu „Herkules” z amerykańskim aktorem i kulturystą Stevem Reevesem w tytułowej roli, zafascynowany jego wizerunkiem, postanowił zacząć ćwiczyć na siłowni. „Zawsze wielbiłem bohaterów. Chciałem być gościem, którzy ratuje autobus pełen dzieci. Marzyłem, by być kimś, kto ratuje ludzi” – opowiadał później Stallone.

Dzięki stypendium sportowemu wyjechał do Szwajcarii. Studiował w American College of Switzerland w Leysin. Tam po raz pierwszy zagrał w przedstawieniu. Była to sztuka oparta na „Śmierci komiwojażera” Arthura Millera. To właśnie wtedy narodziła się w nim myśl o karierze aktorskiej.

By je zrealizować, po powrocie do USA podjął studia z zakresu dramatu na Uniwersytecie w Miami, które ostatecznie przerwał na krótko przed ukończeniem, ruszając na podbój Nowego Jorku. Miasto jego urodzenia nie przyjęło go jednak z otwartymi ramionami. Stallone łapał się prostych i niskopłatnych prac, jak zamiatanie klatek w ZOO. W międzyczasie chodził na przesłuchania aktorskie, dostając czasem mniejsze role. Sugerowano mu jednak, że ze swoim wyglądem i ograniczeniami, bardziej nadaje się na statystę.

Trudna sytuacja finansowa zmusiła go do wystąpienia w erotycznym filmie „Przyjęcie u Kitty i Studa” (1970). Otrzymał za nią gażę w wysokości 200 dolarów. W 1971 r. pojawił się w komedii Woody’ego Allena „Bananowy czubek”. Wcielił się w postać chuligana. Za zarobione pieniądze wyjechał do Hollywood.

Na Zachodnim Wybrzeżu szło mu nieco lepiej. W 1973 r. zagrał główną rolę w dreszczowcu „Buntownik”, następnie wystąpił u boku Anne Bancroft i Jacka Lemmona w filmie „Więzień Drugiej Alei” (1975), dramacie „Capone” (1975) i w jednym z odcinków serialu „Kojak” (1975).

W międzyczasie szukając inspiracji pisał własne scenariusze.

24 marca 1975 r. w hali Richfield Coliseum w amerykańskim Ohio legendarny mistrz bokserski Muhammad Ali walczył z mało znanym Chuckiem Wepnerem. Stawką był tytuł mistrza świata. Zdecydowanym faworytem był Ali. Na Wepnera nikt nie liczył. Tymczasem jego postawa stała się jedną z największych sensacji w historii boksu. W dziewiątej rundzie Wepner posłał Alego na deski. Ali ostatecznie wygrał, nokautując rywala 19 sekund przed końcem ostatniej rundy. Postawa Wepnera wzbudziła jednak ogromny szacunek. Wśród zafascynowanych walką widzów był także Stallone. Jeszcze przed jej końcem zaczął pisać. Trzy dni później powstał scenariusz „Rocky’ego”.

Producenci byli nim zainteresowani, ale nie ze Stallonem w tytułowej roli. Proponowano mu coraz większe pieniądze za prawa do scenariusza, on jednak się nie ugiął i postanowił doprowadzić do powstania filmu, w którym to on wciela się w główną postać. Zaryzykował.

Kiedy pod koniec 1976 r. wyreżyserowany przez Johna G. Avildsena film wszedł na ekrany amerykańskich kin, niemal z miejsca stał się hitem. Historia nieznanego boksera włoskiego pochodzenia, który dostaje od losu życiową szansę – walkę o mistrzostwo świata z obrońcą tytułu – porwała serca amerykańskich widzów. Aktor, któremu nikt nie dawał szans na karierę, z miejsca stał się gwiazdorem. „Byłem wtedy największym szczęściarzem pod słońcem. Rok przed »Rockym« zarobiłem ok. 1,4 tys. dol., 35 dol. tygodniowo jako bileter” – wyznał aktor w rozmowie z „Variety”. Dzięki pierwszej części „Rocky'ego” zarobił 2,5 mln dol.

Ceniony amerykański krytyk Roger Ebert nazwał Stallone’a „nowym Marlonem Brando”. „Pod wieloma względami »Rocky« to film, który powinien przejść do historii kina. Jedno jest jednak już pewne – film ten uczynił Sylvester Stallone’a najgorętszą nową gwiazdą 1976 r.” – recenzowano w „The Hollywood Reporter”. Krytycznie zarówno do samego filmu, jak i kreacji Stallone’a podszedł natomiast Vincent Canby z „New York Timesa”, zdaniem którego „postać, którą widzimy, to po prostu mało przekonujący aktor udający prostaka”.

Nieprzychylne oceny krytyków pojawią się w jego karierze jeszcze wielokrotnie. Innego zdania będą widzowie, dla których Stallone stanie się nie tylko idolem, ale i prawdziwym symbolem walki o własne marzenia. „Sly zawsze idzie własną ścieżką, a jeśli ścieżka nie istnieje, sam ją stworzy. Tak jak tworzył własną tożsamość” – ocenił w 2023 r. aktor i reżyser John Herzfeld.

„Rocky” był historią, która dawała ludziom nadzieję. Stał się największym kasowym hitem 1976 r. Otrzymał 10 nominacji do Oscara, zgarniając trzy statuetki, w tym dla najlepszego filmu pokonując m.in. „Taksówkarza” (1976) w reżyserii Martina Scorsese z Robertem De Niro w roli głównej.

Stallone’a nominowano za najlepszą rolę męską i scenariusz oryginalny. – „Rocky” nawiązuje do filmów Franka Capry z lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku, gdzie zwyczajni, prości ludzie dokonują wielkich rzeczy. Ameryka zaś jawi się jako pozytywne miejsce - kraj, w którym mimo jego wad można do czegoś dojść i coś osiągnąć – powiedział PAP w 2021 r. filmoznawca Łukasz Jasina.

Stallone zapoczątkował nim jedną z najbardziej dochodowych serii w historii. Trzy lata po premierze powstał wyreżyserowany przez niego „Rocky II”, następnie kolejno: „Rocky III” (1982), „Rocky IV” (1985) – wszystkie także jego reżyserii oraz „Rocky V” (1990) – tym razem za kamerą ponownie stanął Avildsen i „Rocky Balboa” (2006) w reżyserii Stallone’a. W ostatnich latach powstał nawiązujący do historii „Rocky’ego” spin off, czyli seria: „Creed: Narodziny legendy” (2015), „Creed II” (2018), „Creed III” (2023).

Ciężka praca fizyczna, jakiej poddał się, by podołać oczekiwaniom odbiła się na jego zdrowiu. Podczas przygotowań do trzeciej części „Rocky’ego” chciał maksymalnie wyrzeźbić sylwetkę i zredukować poziom tkanki tłuszczowej do 2,8 proc. Dla porównania, u przeciętnego mężczyzny poziom ten stanowi około 20 proc. masy ciała.

„Piłem wtedy jakieś 25 filiżanek kawy dziennie. Całe moje śniadanie składało się z 10 filiżanek kawy i dwóch małych ciastek owsianych z dodatkiem brązowego ryżu. Oprócz tego jadłem tylko tuńczyka” – wspominał aktor w rozmowie z „The Wall Street Journal”. „Zapominałem własnego numeru telefonu. Moja pamięć po prostu zniknęła. Doświadczałem wszelkich możliwych objawów fizycznego wyczerpania. Ale robiłem to dla sprawy” – podsumował Stallone.

W tym samym czasie na ekrany wchodził „Rambo – Pierwsza krew” (1982). Film oparty na powieści Davida Morrella z 1972 r. stał się kolejnym wielkim przebój ze Stallonem w roli głównej. John Rambo to kolejna kreacja, która na stałe weszła do popkultury. „Niewielu fikcyjnych bohaterów zapisało się w zbiorowej świadomości tak trwale, jak John Rambo. Postać, w którą wcielił się Sylvester Stallone, stała się ikoną popkultury, symbolem i punktem odniesienia dla hollywoodzkich filmów akcji, uosobieniem twardziela i komandosa, a także obiektem niezliczonych parodii” – czytamy w książce Michała Rogalskiego „Bohaterowie popkultury: od Robin Hooda do Rambo”.

Na fali sukcesu powstały kolejne części: „Rambo II” (1985), „Rambo III” (1988), „John Rambo” (2008) i „Rambo: Ostatnia krew” (2019). We wszystkich z nich Stallone był nie tylko odtwórcą głównej roli, ale także współautorem scenariusza. 



Sylvester Stallone to jednak nie tylko seria o Rockym Balboa i Johnie Rambo. W 1981 r. wystąpił w filmie „Ucieczka do zwycięstwa” z Michaelem Cainem, Maxem von Sydowem oraz takimi piłkarskimi sławami, jak Pele, Bobby Moore i Kazimierz Deyna w obsadzie. W 1986 r. wcielił się w postać bezkompromisowego policjanta Mariona „Cobry” Cobrettiego w filmie „Cobra”. Choć obraz otrzymał aż 6 nominacji do Złotych Malin, w tym także dla Stallone’a, to wśród widzów cieszył się dużym powodzeniem odnosząc komercyjny sukces.

Podobna sytuacja była w przypadku komedii sensacyjnej „Tango i Cash” (1989). Krytycy przyjęli film chłodno, nominując go do Złotych Malin. Innego zdania byli jednak widzowie, dzięki którym film stał się jednym z większych przebojów i lepiej zarabiających produkcji tamtego okresu. W 1997 r. wystąpił u boku Roberta De Niro, Harveya Keitela i Ray’a Liotty w wyreżyserowanym przez Jamesa Mangolda thrillerze „Cop Land”.

W 2010 r. wyreżyserował „Niezniszczalnych” – film, na planie którego zebrał największe gwiazdy kina akcji, jak Arnold Schwarzenegger, Bruce Willis, Dolph Lundgren, Mickey Rourke, Jet Li oraz Jason Statham. Nietrudno zgadnąć, że choć film nie spodobał się krytykom, to odniósł sukces komercyjny. Podczas promocji nakręconej w 2012 r. drugiej części Stallone dowiedział się o śmierci swojego syna – Sage’a.

Swoje zaangażowanie w projekt Stallone okupił poważnymi kontuzjami, wymagającymi aż siedmiu operacji kręgosłupa i wszczepienia metalowej płytki. „Im jestem starszy, tym bardziej staram się zaakceptować swoje wewnętrzne dziecko. Jedynym powodem, dla którego naprawdę odczuwam swój wiek są kontuzje” – wyznał kilka lat temu w rozmowie z „The Hollywood Reporter”.

W 2023 r. na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto premierę miał dokument zatytułowany „Sly” w reżyserii Thoma Zimny’ego. W 2024 r. w księgarniach pojawiła się książka autorstwa Tomasza Urbańskiego „Sylvester Stallone. Nie tylko Rocky i Rambo”. „Jestem wielkim admiratorem Sylvestra Stallone, Rocky natomiast to jeden z moich ukochanych bohaterów filmowych. Na samej jedynce – tylko w kinie – byłem siedemnaście razy” – recenzował Kazik Staszewski.

5 maja 2026 r. w USA premierę miała autobiografia Stallone’a zatytułowana „The Steps. A Memoir”. „Każda walka, każdy upadek, każde pokonywanie kolejnych stopni ukształtowało mnie jako osobę. Nic nie przyszło mi łatwo. Trzeba wytrzymać ciosy, podnieść się po upadku i iść naprzód” – pisał promując książkę. „Nasze życie składa się ze schodów, jednego za drugim. Z wiekiem każdy z tych schodów robi się coraz wyższy i trudniejszy do pokonania. Wierzcie mi, to zawsze jest droga w górę. Przez cały czas” – powiedział kilka lat temu w popularnym programie Jimmy’ego Fallona.

Jednym z największych entuzjastów talentu Stallone’a jest Quentin Tarantino. „Historia Stallone’a zaangażowała mnie, jakby była moją historią. Marzyłem o takiej karierze” – przyznał reżyser takich filmów, jak „Pulp Fiction” (1994), „Kill Bill: Vol. 1” (2003) i „Bękarty wojny” (2009).

Obecnie Stallone i Tarantino wspólnie pracują nad serialem gangsterskim, którego akcja osadzona będzie w latach 30. XX wieku. Pomimo 80-tki na karku nie zamierza iść na emeryturę.

Mateusz Wyderka

PAP