- Moja mama z rodzicami została wywieziona ostatnim transportem na roboty do Niemiec. Wyzwoleni przez Amerykanów, rozważali wyjazd na stałe do USA na zaproszenie ambasadora Józefa Lipskiego, z którym dziadek pracował przed wojną w Berlinie – mówi wieloletnia dziennikarka PAP Anna Bernat. – Gdy już mieli wszystkie dokumenty, usłyszeli „Piosenkę o mojej Warszawie” i… wrócili do Polski.
- Mieczysław Fogg to estradowy fenomen i jedna z największych gwiazd polskiej piosenki, ikona kultury XX wieku – mówi PAP Wojciech Dąbrowski, dyrektor artystyczny Ogólnopolskich Festiwali Piosenki Retro im. Mieczysława Fogga, autor „Gwiazdozbioru Polskiej Piosenki XX wieku”. - W okresie międzywojennym stworzył własny styl, któremu pozostał wierny aż do końca kariery, trwającej ponad 60 lat. Fogg występował na scenie do 86. roku życia: był najstarszym czynnym zawodowo piosenkarzem świata, nawet krążyły o tym żarty – podkreśla.
Fogg słynął z pracowitości. - Jako solista nagrał 2 tys. piosenek, a w repertuarze miał ich ponad 3 tys.! Ulubieniec publiczności, dwukrotnie zajmował I miejsce w ogólnopolskim plebiscycie Polskiego Radia na najpopularniejszego piosenkarza (1937, 1958). Miał przedwojenny rekord sprzedanych płyt: 100 tys. egzemplarzy singla »Ta ostatnia niedziela«. W 1938 r. Telewizja Polska transmitowała jego występ estradowy podczas prób technicznych nowego medium. Płyty z nagraniami Fogga osiągnęły nakład ponad 25 mln egzemplarzy. Dał 16 tys. koncertów – dodaje Dąbrowski.
Mieczysław Fogiel urodził się 30 maja 1901 r. w Warszawie. Matka Anna Apolonia z domu Beck (1877–1967) prowadziła sklep w domu na rogu ulic Długiej i Freta. Ojciec Antoni (1874–1924) był maszynistą kolejowym pierwszej klasy. „Prowadził nawet ekspresy do Petersburga” - wspominał Fogg w „Od palanta do belcanta” (1971). „Czy zapowiadałem się na cudowne dziecko? Nie sądzę. Chociaż w spojrzeniach moich rodziców pewno można było wyczytać zachwyt, gdy już jako pięcioletni brzdąc potrafiłem – podobno nie bardzo fałszując – odśpiewać popisowo przed gośćmi sławetne »Góralu, czy ci nie żal«. To był mój pierwszy wielki szlagier” - napisał.
Uczył się w gimnazjum realnym przy ul. Jezuickiej. W 1910 r. wstąpił do polskiego skautingu. Wejście w dorosłość rozpoczął od ochotniczej służby w Wojsku Polskim (1919–21) i udziału w wojnie polsko-bolszewickiej w 23. Polowej Autokolumnie. Uczestniczył w wyzwalaniu Wilna i w walkach na froncie litewsko-białoruskim.
W 1922 r. rozpoczął pracę w Warszawskiej Dyrekcji Polskich Kolei Państwowych. „Był to rodzaj zadośćuczynienia ambicjom ojca, który widział w nim inżyniera, specjalistę od dróg i komunikacji” - napisał Janusz R. Kowalczyk (culture.pl, 2025). „Mietek będzie budował nowe szlaki kolejowe – lubił mawiać – a ja tamtędy poprowadzę pociąg. Niemile brzmiały dla mnie te ojcowskie rojenia, skoro moim właściwym pociągiem był… pociąg do śpiewania. Zresztą byłem pod tym względem prawdziwie wyrodnym dzieckiem. Nikt bowiem z rodzeństwa (…) nie objawiał najmniejszego zainteresowania profesją śpiewaczą, która dawała wówczas tak niepewny chleb. Nie mieli zresztą w tym kierunku uzdolnień. A ja w te uzdolnienia u siebie święcie wierzyłem” - wspominał Fogg.
Początkowo śpiewał w chórach kościelnych. W grudniu 1922 r. Bolesław Szych, organista kościoła św. Anny i sufler w Operetce, zaprosił na próbę kolęd Ludwika Sempolińskiego. „Powinien się pan wziąć poważnie do nauki śpiewu. Będą z pana ludzie” – oznajmił Sempoliński po wysłuchaniu „Bracia, patrzcie jeno” i skierował go do Jana Łysakowskiego, profesora na Wydziale Wokalistyki Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina. Ambicja i talent zostały wsparte godzinami żmudnych ćwiczeń: nuty, przepona, nuty, przepona. Muzycznymi mentorami początkującego artysty byli m.in.: Stanisław Kopf i Adam Didur. „Mieczysław Fogiel zaczął zarabiać śpiewaniem na ślubach i pogrzebach. Do Opery wchodził »na pięćdziesięciogroszówkę« – wręczaną woźnemu za wpuszczenie na galerię, gdzie spotykał Jana Kiepurę” - dodał Kowalczyk.
W 1926 r. przyjął pseudonim artystyczny Fogg. Jako solista po raz pierwszy wykonał publicznie kilka arii operowych 10 grudnia 1928 r. w sali koncertowej przy ul. Kredytowej 14. Wstąpił do Chóru Dana (Władysława Daniłowskiego), z którym w lipcu 1929 r. dokonał pierwszych nagrań płytowych. Jako solista pojawił się na płycie w marcu 1930 r. Kontrakt na wyłączność nagrywania swego głosu przez Syrenę Record odnawiał co roku, aż do wybuchu wojny. W 1931 r. zdał egzamin eksternistyczny Związku Artystów Scen Polskich. W Berlinie nagrał z Chórem Dana piosenkę „Flisacy” do filmu „Dziesięciu z Pawiaka” (1931). Wtedy też Danowcy podpisali dwumiesięczny kontrakt z największym w Europie berlińskim variété Scala. Koncertowali w Estonii, na Łotwie, w ZSRR, Finlandii, Szwecji, Norwegii, Austrii, Czechosłowacji, Rumunii, Francji, we Włoszech i w USA.
Mniej znany jest udział Fogga w konspiracji - pod pseudonimem Ptaszek - oraz to, że podczas Powstania Warszawskiego, jako starszy strzelec I Batalionu Szturmowego Odwet, dał ponad 100 koncertów dla powstańców i ludności miasta. Nazywany „bardem Powstania” był trzykrotnie ranny - został odznaczony Krzyżem Walecznych i Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Jego powstańczą opaskę można zobaczyć w Muzeum Powstania Warszawskiego.
„Pradziadek nie opowiadał nam o powstaniu ani swoim udziale w ratowaniu Żydów. Sam teraz badam dogłębniej tę sprawę” – powiedział Iwonie Koniecznej z PAP (2019) Michał Fogg, prawnuk piosenkarza opiekun jego spuścizny, założyciel Fundacji Retro im. Mieczysława Fogga. „Przez 40 lat ten temat leżał, nieruszany, niedotykany, na czym zapewne zaważyły stosunki polityczne w kraju. Kiedyś nie mówiło się o takich sprawach” – wyjaśnił.
W „Od palanta do belcanta” Mieczysław Fogg napomknął jednak o wsparciu dla żydowskich przyjaciół podczas niemieckiej okupacji. M.in. napisał: „Któregoś wieczoru - był to rok 1943 - gdy wróciłem po występie w jednej z warszawskich kawiarń do domu, zastałem żonę mojego przyjaciela (…) Ivo Wesbiego z dzieckiem. Pani Wesby, tancerka z Qui Pro Quo, i ośmioletnia córeczka uciekły z getta w okresie jego likwidacji. Były bezdomne i nie wiedziały, co dalej robić. Sam Wesby podczas ucieczki gdzieś się zgubił. Uspokajałem, jak mogłem, żonę przyjaciela, oczywiście zaproponowałem jej, żeby razem z córeczką skorzystała z mojej pełnej gościny” - wspominał.
Ignacy Singer (pseudonim artystyczny Ivo Wesby) przed wojną pracował z Foggiem jako kompozytor, kierownik muzyczny kabaretu Qui Pro Quo oraz dyrygent orkiestry w studiach nagrań wytwórni Odeon i Syrena Rekord.
Wesbiemu też udało się wydostać z getta – i pojawił się u Fogga, który ukrywał całą trójkę przez pewien czas, po czym znalazł im inne mieszkanie - na Bednarskiej. Artysta był zaangażowany w konspirację, w jego domu odbywały się tajne komplety Gimnazjum Batorego, codziennie przychodziło kilkunastu chłopców na naukę - nie było warunków do ukrywania uciekinierów z getta. Fogg pomógł im wyrobić fałszywe dokumenty. Ivo dostał kenkartę na nazwisko Stefan Kowalski, po czym „zgłosił się na roboty do Wiednia, gdzie udało mu się zahaczyć w komunikacji miejskiej”. „Tak więc Wesby trafił niemal wprost z warszawskiego getta za pulpit wiedeńskiego tramwaju” – wspominał Fogg. Kapelmistrz Qui Pro Quo ukończył konserwatorium w Wiedniu i znał perfekcyjnie język niemiecki. Jego żona ukrywała się z dzieckiem do ostatnich dni wojny u pewnej rodziny na Okęciu – Fogg kilka razy zawoził im tam bieliznę. Rodzina połączyła się w Wiedniu w 1945 r.
W „Od palanta do belcanta” jest opis spotkania z rodziną Wesbich w Nowym Jorku na imprezie Stowarzyszenia Żydów Polskich w Stanach Zjednoczonych. „Tuż po koncercie, który odbył się w sali jednego z eleganckich hoteli, Wesby wszedł na podium i powiedział: »To jest człowiek, który w czasie okupacji niemieckiej uratował mi życie«. Wtedy i ja zwróciłem się do publiczności, mówiąc: »A to jest człowiek, który kiedyś dobrym słowem potrafił mnie w ciężkiej chwili podtrzymać na duchu«”. Fogg nawiązał w ten sposób do faktu sprzed wielu lat, gdy po jego pierwszych nieudanych przesłuchaniach w branży to właśnie Wesby powiedział: „Niech pan się nie martwi i nie poddaje. Ma pan ładny głos. Na pewno czeka pana kariera artystyczna”.
Wdzięczność ocalonego nie ograniczyła się do publicznych podziękowań. Wesby, wiedząc, że Mieczysław Fogg zamierza uruchomić wytwórnię płyt gramofonowych, ofiarował mu urządzenia potrzebne do realizacji tego celu. „Zawsze miałem pasję, żeby otworzyć wytwórnię płyt gramofonowych. I kiedy w 1939 roku byłem w Ameryce, tam kupiłem maszynę do nagrywania. Ale wybuchła wojna i - myślałem - wszystko szlag trafił. Rzeczywiście, wszystko w domu mi zniszczono, wszystko rozkradziono, ale tej maszyny nikt z piwnicy nie ruszył. A dochodziłem do pięćdziesiątki, już chciałem przestać śpiewać, więc mówię do siebie: Mieciu, ruszasz z wytwórnią! No i zacząłem montować prasy do tłoczenia to tu, to tam” – opowiadał Dariuszowi Michalskiemu w książce „Poletko pana Fogga” (2015). „Skompletowałem urządzenie do galwanizacji, następnie do wszystkiego, co jeszcze musiałem robić. Nawet fortepian kupiłem i ładne studio urządziłem. Syna Andrzeja wykształciłem w tym kierunku: jest inżynierem elektrykiem ze specjalnością elektroakustyk. No i pomaleńku ruszyłem z tą wytwórnią… Po licencję poszedłem do ministerstwa kultury i dostałem” - wspominał Fogg.
„Ta nagraniowa firma pradziadka została znacjonalizowana w 1951 roku” – przypomniał Michał Fogg. „Sprzęt od Wesbiego trafił najpierw do Muzy, a potem do Polskich Nagrań, gdzie stał się podwaliną narodowego koncernu. Ponieważ mój dziadek Andrzej pracował w Polskich Nagraniach, wiadomo, że ten sprzęt – porządny, niezawodny – pracował aż do lat 60. Alibabki twierdzą, że mogły się na nim nagrywać” – dodał Michał Fogg.
14 marca 1989 r. Mieczysław Fogg napisał dla Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie oświadczenie w sprawie swej humanitarnej działalności podczas niemieckiej okupacji. Oprócz wsparcia dla Wesbiego, wyliczył inne przypadki, np. pomoc dla inżyniera dźwięku Stanisława Templa: „przeszedł on granicę z Wilna, gdzie się ukrywał, z tęsknoty do Rodziny. Mieszkał u mnie parę dni i wbrew moim namowom i ostrzeżeniom poszedł do getta i nigdy go już więcej nie widziałem”. Był też Ignac Zalcsztain, który ukrywał się gdzieś za szafą – a któremu Fogg dostarczał żywność i pieniądze: „Z tym przyjacielem utrzymywałem kontakt już po wojnie. Mieszkał on w Brukseli i byliśmy bardzo zaprzyjaźnieni. Pisywaliśmy do siebie per bracie Mieciu i bracie Ignasiu. Ostatni jego list dałem do użytku dyr. Szymonowi Szurmiejowi. Niestety, list zginął i nie mam żadnego” - pisał Fogg.
Przypomniał w tym piśmie także Tadeusza Gliksberga, który zbiegł z transportu do Treblinki i ukrywał się na przemian u swego kolegi przy ul. Emilii Plater oraz u niego. „Na jego usilne prośby dałem mu pewną sumę pieniędzy na opłacenie w Hotelu Polskim w W-wie przy ul. Długiej, wyjechał później i dostałem od niego kartkę z jakiejś miejscowości blisko granicy szwajcarskiej i to było wszystko” - opisał piosenkarz. Wspomniał też o dokarmianiu nieznajomych głodnych dzieci, które codziennie przychodziły z menażką i obiady dla profesora wokalistyki Stanisława Kopfa. „Lekcje u Kopfa brałem jeszcze w czasie okupacji. Przychodził do mnie z getta trzy-cztery razy w tygodniu na obiady, odwiedzał mnie również po likwidacji getta. Ukrywał się w Warszawie pod nazwiskiem Głowiński. Bywał moim gościem aż do powstania, później ślad po nim zaginął” – napisał Fogg.
„O czym tu mówić, proszę pana. Kto był w biedzie, temu należało pomóc. Każde nieszczęście wymaga wsparcia. Zwłaszcza takie. Getto! Pan sobie wyobraża! Miejsce, gdzie mordowano ludzi! Więc pomagałem, komu mogłem. Wciąż się zastanawiam, czy nie mogłem więcej. Nie mówmy już o tym” - powiedział Fogg Dariuszowi Michalskiemu jesienią 1989 roku.
Na wniosek Żydowskiego Instytutu Historycznego 26 października 1989 r. Instytut Yad Vashem przyznał Mieczysławowi Foggowi tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Sędziwy artysta nie zdążył go już odebrać osobiście.
„Medal Sprawiedliwego dla Mieczysława Fogga odbierały trzy pokolenia jego potomków: syn Andrzej, wnuk Michał i ja” – powiedział PAP Michał Fogg. „To była kameralna impreza, a nie taka huczna jak te organizowane dzisiaj: z prezydentem, z telewizją i tak dalej… Wręczono więcej tych medali - zwykle już rodzinom, bo sami bohaterowie nie dożyli. W naszym rzędzie siedzieliśmy tylko my, w każdym rzędzie siedziało po kilka osób” - wspominał.
„Drzewka w Ogrodzie Sprawiedliwych nie udało się już posadzić z braku miejsca, chociaż chcieli to zrobić moi rodzice - będąc w Izraelu jakieś 10 lat po śmierci pradziadka. Jego imię i nazwisko są natomiast wyryte na specjalnej ścianie” - dodał Michał Fogg.
Nestor polskiej piosenki zmarł 3 września 1990 r. w wieku 89 lat. Jest pochowany na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie. Uchwałą Sejmu z 26 września 2025 roku Mieczysław Fogg został jednym z Patronów Roku 2026.
Paweł Tomczyk