Rodzina, przyjaciele i fani pożegnali w środę na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim Michała Urbaniaka - saksofonistę, skrzypka, kompozytora i jedną z ikon polskiej muzyki jazzowej. Artysta zmarł 20 grudnia w wieku 82 lat. „Był mistrzem w wykonywaniu rzeczy niewykonalnych. Wszędzie poszukiwał wrażeń i inspiracji. Powiedział, że Bóg stworzył muzykę, a ludzie podzielili ją na kategorie. O tym opowiadał podczas Urbanator Days wszystkim młodym muzykom” - powiedziała podczas środowej uroczystości żona muzyka Dorota.
„Czuł i kochał amerykańską wolność i demokrację, ale bez sztandarów i patosu. Miał wiele twarzy. Czasem się pytał - kim jestem? Michałowskim, Urbaniakiem, Mikiem czy Urbanatorem? Prawie zawsze się spóźniał, ale za to miał genialny timing na scenie. Tam był rytmem, sercem i duszą. Bardzo kochał żyć (...) Michałowi zawdzięczam wzruszanie muzyką i najpiękniejsze wakacje. Życie z nim nauczyło mnie i dało mi głębokie przekonanie, że warto zrozumieć drugiego człowieka. Pokazało też, że warto być przyzwoitym” - mówiła.
Podczas pogrzebu przypomniano także o aktorskich dokonaniach muzyka, który wystąpił m.in. w filmie „Mój rower” (2012), (za muzykę do filmów „Dług”, „Pożegnanie Jesieni” i „Eden” otrzymał główne nagrody na Festiwalu Filmowym w Gdyni). Urbaniaka pożegnał reżyser tego obrazu Piotr Trzaskalski, który podkreślił, że jazzman „miał umiejętność czytania sercem świata. Nigdy nie słyszałem, żeby powiedział coś złego na temat kogokolwiek, kto mówił o nim czy robił wokół niego złe rzeczy. A jego muzyka, występy, prowadzenie się nie było wyłącznie oklaskiwane. Nigdy się nie skarżył. W sztuce, która jest pełna zazdrości i zawiści, jest taki Urbaniak, który po prostu kocha ludzi (...) Bycie z Michałem powodowało, że człowiek się jakby rozszerzał. Kosmos zawiści, zazdrości - zazdrości reżysera o lepsze filmy swoich kolegów - nagle wyparowywały. Michał był pozbawiony tego żądła zazdrości, nie schodził nigdy z pewnego moralnego diapazonu”.
Wspomnieniami ze spotkań i gry z Urbaniakiem podzielili się muzycy, z którymi współpracował w ciągu swej kariery. „Michał nie tylko zaprosił mnie do gry, swojego świata. Otworzył przede mną serce, wierzył we mnie. Żył muzyką, nieustannie o niej myślał. Dzwonił do mnie w środku nocy, żeby porozmawiać o jakimś pomyśle. Nauczył mnie, że muzyka nie zna granic i strachu. Każdego dnia żył zgodnie z tą zasadą” - powiedział w nagraniu wideo trębacz Michael „Patches” Stewart. Basista Marcus Miller przypomniał, że to on miał przyjemność zadzwonić do Urbaniaka, by poinformować go o zainteresowaniu jego grą Milesa Davisa: „Miałem 18 lat kiedy dołączyłem do zespołu Michała, nauczyłem się od niego wiele o muzyce i myśleniu do niej. Tak jak inni muzycy, którzy z nim pracowali. Dla nas wszystkich była to prawdziwa szkoła (...) Przyjechał z Polski do Nowego Jorku i zdobył tu uznanie. Stał się prawdziwą nowojorską instytucją”.
Głos zabrał także prezydent m. st. Warszawy Rafał Trzaskowski, który przypomniał o podróży, jaką w na początku lat 60. odbył polski zespół The Wreckers - z Urbaniakiem, a także ojcem prezydenta stolicy, pianistą Andrzejem Trzaskowskim z składzie - do Stanów Zjednoczonych. „Michał powiedział, że chce zostać i robić karierę w Stanach. Wtedy brzmiało to jak nieosiągalne marzenie, natomiast Michał je spełnił. To wyjątkowa rzecz, że ktoś tak młody stawia przed sobą takie marzenie i je realizuje. W sposób niezwykły - Michał Urbaniak najpierw w Europie, potem w Stanach Zjednoczonych, nie był po prostu propagatorem polskiej muzyki jazzowej, a pełnoprawnym uczestnikiem międzynarodowej sceny (...) Pracował z największymi, bez kompleksów. Imponowało nam to i stało się wzorem”.
Trzaskowski podkreślił także, jak wielkie znaczenie miała twórczość Urbaniaka dla przedstawicieli jego pokolenia, zwrócił uwagę, że muzyk potrafił łączyć tradycję z nowoczesnymi trendami. „Dla mojego pokolenia to było istotne. Dla mnie - choć wiedzą państwo z jakiego pochodzę domu - jazz był trudny. Dzięki połączeniu jazzu z innymi gatunkami muzycznymi stał się dla nas przystępny i pozwalał nam się w nim zakochać (...) Dla mojego pokolenia to było coś niezwykłego, że na płycie Milesa Davisa zagrał polski muzyk. Samo to, że Miles Davis wiedział, że na nowojorskiej scenie muzycznej jest ktoś taki, kto w taki sposób gra na skrzypcach. Jak nikt inny. To było wydarzenie, które pozwalało nam zderzyć się z tym, że są tacy ludzie, który pokonują wszelkie kompleksy, które mieliśmy i są w stanie wpisać się w nurt muzyki nowoczesnej, nowatorskiej. Michał nie był na peryferiach tego nurtu tylko w samym środku”.
Prezydent odniósł się do albumów „Tutu” Milesa Davisa oraz „Urbanator” Michała Urbaniaka, tłumacząc, że sięgał po mnie, by przekonać niechętnych jazzowi znajomych: „To muzyka dla wszystkich. Muzyka, która łączy wiele różnych doświadczeń, wykracza poza ramy tego, do czego się przyzwyczailiśmy, wytycza nowe trendy”.
Fragmenty książki Andrzeja Makowieckiego „Ja, Urbanator. Awantury muzyka jazzowego” poświęcone pierwszym amerykańskim doświadczeniom saksofonisty i skrzypka przeczytał Artur Żmijewski. Urbaniak pisał: „Latem 1962 r. jako kilkunastoletni chłopak znalazłem się w Nowym Jorku z Wreckersami. Wcześniej nigdy nie byłem za granicą, nawet w Bułgarii (...) Kiedy ujrzałem płonące dachy Manhattanu, myślałem, że śnię (...) Puścili nas w trasę po całych Stanach Zjednoczonych. Największy szok przeżyłem w San Francisco, gdzie po raz pierwszy ujrzałem na żywo Milesa Davisa. Mogliśmy spotkać się wtedy z praktycznie każdym muzykiem, ale nie z Milesem. Miles był odwrócony plecami do świata, choć skinieniem palca mógł przywołać do siebie każdego gwiazdora i każdą kobietę. Ostatnie, co zapamiętałem to jak skierował się ku Blackhawk, dotykając palcem górnej, porżniętej ustnikiem wargi. Odtąd w muzyce i w życiu zawsze chciałem być taki jak on. Podążać do przodu”.
Odczytano także list od ministry kultury Marty Cienkowskiej, która podkreśliła, że Urbaniak był „ambasadorem polskiej kultury na świecie”. „Żegnamy przede wszystkim człowieka o wielkim sercu, wielkiej wyobraźni i wrażliwości. Jego odejście jest ogromną stratą dla całej polskiej kultury. Michał Urbaniak żył z pasja, tworzył z rozmachem, w każdym dźwięku niósł prawdę o sobie, o świecie i o nas samych. Jego muzyka była wolnością, pełną odwagi, radości, ale i głębokiej refleksji. Żył i czuł wielkimi nutami - to słowa jego żony Doroty, które oddają najlepiej jego wrażliwość, niepowtarzalny styl i talent, który trudno przecenić".
„Zapisał się na trwale w historii polskiej i światowej kultury jako artysta, który potrafi łączyć style, pokolenia i kontynenty. W latach 70. był jednym z tych, którzy wprowadzili polski jazz na światowe sceny, jego twórczość niosła ze sobą energię, nowoczesność, nieustanne poszukiwanie nowych brzmień. Michał Urbaniak nie tylko tworzył muzykę - on ją dawał ludziom poprzez koncerty, nagrania, ale także poprzez swoją działalność pedagogiczną i społeczną. Inspirował kolejne pokolenia artystów. Pokazywał, że talent zobowiązuje do pracy, uczciwości, jak i dzielenia się tym, co ma się najcenniejsze” - przypomniała szefowa resortu kultury.
Posłuchajcie archiwalnej rozmowy Dariusza Stańczuka z Michałem Urbaniakiem.
Posłuchajcie też nagrań Magdy Juszczyk: