Baryton Artur Ruciński jest jednym z najbardziej znanych polskich śpiewaków, magazyn „Festspiele” zalicza go jest do 20 najlepszych głosów na świecie. Specjalizuje się w repertuarze verdiowskim i stylu belcanto.
W rozmowie z PAP artysta zauważył, że współcześni polscy śpiewacy operowi święcą triumfy na światowych scenach operowych. – W tym sezonie zarówno ja, jak i Piotr Beczała, Aleksandra Kurzak oraz Tomasz Konieczny występujemy w nowojorskiej Metropolitan Opera, czyli na operowym Olimpie. Możemy być dumni, że udało nam się to osiągnąć – powiedział.
Zwrócił ponadto uwagę, że międzynarodowymi karierami cieszą się również inni śpiewacy, m.in. Rafał Siwek, Iwona Sobotka, Agnieszka Rehlis, Ewa Płonka, Andrzej Filończyk i Krzysztof Bączyk. – Można zatem powiedzieć, że polska „mafia” rządzi światem opery – dodał.
Zapytany, jak do tego doszło, Ruciński ocenił, że polscy śpiewacy są „najlepsi na świecie”. – Jesteśmy solistami. Każdego wieczoru podczas spektaklu udowadniamy, jakimi śpiewakami i artystami jesteśmy - podkreślił. Zastrzegł jednak, że oprócz ciężkiej pracy i wielu poświęceń warto mieć szczęście. - Trzeba spotkać na swojej drodze osoby, które uwierzą w twój talent, zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynasz karierę – dodał.
Pomimo osiągniętych sukcesów sam śpiewak nie spoczywa na laurach. – Staram się cały czas rozwijać. Nawet to, że występuję na najważniejszych scenach operowych, nie upoważnia mnie do tego, żeby przestać pracować nad własnym warsztatem, ale też rolami, które śpiewam. One muszą dojrzewać razem ze mną i być coraz ciekawsze, nawet jeżeli wykonuję je setny raz – podkreślił.
Zwrócił uwagę, że śpiewak powinien być cały czas w artystycznej gotowości, jak sportowiec. – Śpiewacy muszą być zawsze w formie. I to nie tylko dobrze wyglądać, ale przede wszystkim być w świetnej formie fizycznej, dlatego że głos ludzki jest naturalnym instrumentem. Musimy o niego dbać – powiedział.
Zawsze powtarza, że siła jest w naszych głowach. – Oczywiście, są rzeczy, które wpływają zupełnie inaczej na każdego z nas, ale musimy myśleć pozytywnie – zaznaczył. Dzięki temu – jak podkreślił – organizmy śpiewaków mogą wytrzymać obciążenia związane z podróżami i kilkutygodniowymi cyklami prób przed nowymi inscenizacjami.
- Jestem człowiekiem, który śpiewa dla publiczności i daje jej całego siebie, chcę ją uszczęśliwiać. Jeżeli otrzymuję tak długie aplauzy jak ostatnio w Met, mam energię na następne lata. To jest nagroda za wszystkie wyrzeczenia – podkreślił.
Ruciński zadebiutował w 2002 r. na scenie Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie w tytułowej roli Eugeniusza Oniegina. Do wykonania tej partii w Deutsche Oper w Berlinie w 2010 r. zaprosił go Daniel Barenboim. Występował m.in. w Staatsoper w Hamburgu, Liceu w Barcelonie, Palau de les Arts w Walencji, Verona Arena, Paryskiej Operze Narodowej, Royal Opera House w Londynie, Teatro Real w Madrycie oraz La Scali w Mediolanie. W lutym 2016 r. zadebiutował na deskach nowojorskiej Metropolitan Opera w roli Sharplessa w „Madame Butterfly”. Śpiewak spełnia się także w repertuarze oratoryjno-kantatowym. Jest cenionym interpretatorem dzieł Johanna Sebastiana Bacha, Georga Friedricha Haendla, Wolfganga Amadeusa Mozarta, Ludwiga van Beethovena, Gustava Mahlera, Gabriela Fauré, Benjamina Brittena, Johannesa Brahmsa, a także kompozytorów współczesnych.
Artystę - w duecie z południowoafrykańską sopranistką Pretty Yende - będzie można usłyszeć w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej 8 lutego podczas koncertu z cyklu „Wielkie Głosy”. W programie wieczoru znalazły się arie i duety z oper Giuseppe Verdiego, Vincenza Belliniego oraz Giacoma Pucciniego. Orkiestrę TW-ON poprowadzi Alfonso Todisco.
Anna Kruszyńska