Muzyka spod igły

Słuchaj już dzisiaj (od 21:00 do 22:00)
Zaprasza:

Tytułowa igła, to oczywiście igła gramofonu.

Płyty pochodzą ze zbiorów Wojciecha Padjasa – dziennikarza radiowego, kolekcjonera płyt. Czarne krążki i muzyka na nich zapisana są jego pasją od wielu lat.

Niezwykły renesans tego nieco archaicznego nośnika jest zaskakujący. Na początku XXI wieku coraz większa rzesza melomanów powraca do tradycyjnego słuchania muzyki z płyt winylowych. Sklepy muzyczne utworzyły specjalne stoiska z kolekcjonerskimi wydaniami „winyli”. Także producenci sprzętu prześcigają się w produkcji coraz to doskonalszych gramofonów, wkładek i igieł.


20.01.2018

„Muzyka na wodzie” Jerzego Fryderyka Handla należy bez żadnej wątpliwości do pierwszej dziesiątki przebojów muzyki klasycznej, choć nie ukrywajmy, tylko niektóre suity z tej kompozycji znajdują się na tej liście.

Ta szczególnie:

Ale tak już bywa z przebojami, że zostają nimi ledwie niektóre utwory z jakiejś płyty. W przypadku „Muzyki na wodzie” mamy jeszcze jedną zawiłość. Otóż bardzo rzadko prezentowana jest cała kompozycja, trwająca ponad 50 minut, najczęściej okrojona jest do jednej strony płyty, czyli 25 minut, a to dlatego, by na drugiej stronie pomieścić podobną w charakterze „Muzykę ogni sztucznych”. W przypadku naszego spotkania zaprezentujemy całą, składającą się z 25-ciu suit kompozycję:

Prezentuję to wykonanie z kilku powodów, z których jednym jest rzadko nagrywający a świetny dyrygent Jean Claude Malgoire. Drugim powodem jest fakt, że to cała kompozycja, trzecim, świetna jakość nagrania (choć purystów może rozczarować, że cyfrowe).

Przy okazji pragnę wyjaśnić pisownię nazwiska Jerzego Fryderyka – ja piszę Handel, oryginalnie powinno się je pisać z A umlaut (z przegłosem) . Spotykam się także z literacją Haendel. Wybrałem tę formę Handel, bo statystycznie z nią się spotykam najczęściej…
...zresztą nie jest to kwestia, o którą warto kruszyć kopie, prawda?
Miłego słuchania
Wojtek Padjas


ARCHIWUM


13.01.2018

Ubiegły rok przyniósł sporo interesujących płyt z muzyką klasyczną. Wiele z nich to reedycje nagrań już historycznych. Nie ukrywam sceptycyzmu wobec wielu z nich a to z powodu ich współczesnego przygotowania z cyfrowych plików, które nie zawsze tworzone są z myślą o winylowym nośniku. Zresztą zawsze wolę oryginał od świetnej nawet kopii. Inaczej z płytami zawierającymi nagrania współcześnie realizowane. Te coraz częściej przygotowane są z wielką starannością. Dotyczy to częściej małych audiofilskich wytwórni, ale i wśród nagrań Wielkiej Trójki, czyli Universalu, Sony`ego i Warnera coraz częściej pojawiają się winylowe nagrania wybitnej jakości.
Jedno z prezentowanych w tym spotkaniu jest więcej niż wybitne:


Anna Sophie Mutter bardzo dba o to, żeby jej nagrania były na najwyższym poziomie, stąd wydawca skorzystał przy realizacji z wyjątkowego, na skalę światową, studia nagraniowego.
Zainteresowanych odsyłam do tego miejsca:
https://www.emil-berliner-studios.com/en/vinyl.html
Z tego, godnego polecenia dwupłytowego albumu, prezentuję tytułowy kwintet „Pstrąg”.
Drugi, także dwupłytowy album, którego słucham z przyjemnością, został także wydany przez Deutsche Grammophon i należy do lekkiego repertuaru, co sugeruje nawet jego okładka:


Brunetka po lewej stronie to Cecilia Bartoli mezzosopranistka a blondynka z prawej strony to argentyńska wiolonczelistka Sol Gabetta. Panie postanowiły przybliżyć nam lekkie i miłe w odbiorze arie barokowe w aranżacji - śpiew i wiolonczela. Przyznam, że efekt zaskakujący, zresztą proszę posłuchać:

Do programu wybrałem jednak, trochę przekornie, koncert wiolonczelowy Boccheriniego D-dur, bowiem dolce duello obu Pań wypełnia trzy strony podwójnego albumu, zaś nieco po macoszemu potraktowany (bo nie zapowiedziany na okładce) koncert jest rzadko dość nagrywany i świetnie wykonany przez sygnowany nazwiskiem Gabetta zespół. Kieruje nim brat Sol – Andres.
Oba albumy dostępne w sklepach muzycznych w cenie absolutnie akceptowalnej.
Wojtek Padjas


6 stycznia 2018
Z symfonii Haydna można stworzyć niemal setkę programów a w razie braków programy można uzupełnić o koncerty fortepianowe. Twórcza płodność tego kompozytora, dyrygenta i zarządcy kapeli była zawodowym obowiązkiem, ponieważ inaczej książęta Esterhazy przestaliby wypłacać wynagrodzenie. Haydn należał więc do gatunku kompozytorów zawodowych, którzy tworzyli zgodnie z zapotrzebowaniem rynku. Nie należał zatem do tych, którzy tworzyli w bólu i męce. Po prostu raz na dwa tygodnie urządzał koncert z nowymi kompozycjami. Nie był wszak jedynym zawodowym kompozytorem, wymieńmy tutaj, tylko dla przykładu, całą rodzinę Bachów, Handla czy Verdiego.

Specyfiką symfonii Haydna, których napisał 108 jest to, że da się z przyjemnością słuchać ich wszystkich, choć za najlepsze uchodzą późniejsze – paryskie i londyńskie. Antal Dorati należy do tych nielicznych bardzo dyrygentów, którzy zdecydowali się nagrać cały komplet symfonii Haydna a uczynił to z Filharmonią Węgierską w 1972 roku. Te 12 boxów jest częścią monumentalnego wydania Haydn Edition. Zebranie całości na winylowych płytach wydaje się dzisiaj niemal niemożliwe, za to można kupić komplet 150 płyt CD.


Do pierwszego po Nowym Roku spotkania wybrałem dwie symfonie Haydna dyrygowane przez Doratiego, ale 8 lat wcześniej, w Stanach Zjednoczonych. Cóż to za doskonałe nagranie ! Wydane przez Merkury w prestiżowym cyklu Living Presence. Ta wytwórnia należała do ścisłej czołówki wydawnictw audiofilskich i to jeszcze w czasach monofonicznych. Udało mi się odnaleźć historię tej wytwórni, więc zapraszam do lektury.
http://www.speakerscornerrecords.com/news/details/4/mercury-living-presence-the-history
A płyta, jaką prezentuję zawiera dwie Symfonie

Ta płyta była kiedyś własnością amerykańskiej rozgłośni radiowej i należała do bardzo cenionej przeze mnie kategorii Not For Sale, co nie jest wyrazem snobizmu (no może trochę) ale przekonania, że to egzemplarze z początku tłoczenia, co zawsze pozytywnie wpływa na jakość.


A gdyby ktoś z Państwa wiedział, jaka rozgłośnia była wcześniej właścicielem tej płyty, będę wdzięczny za informację


Wojtek Padjas


Świąteczno-Noworoczne programy, to zawsze duże wyzwanie dla każdego dziennikarza, bo z jednej strony Państwo oczekują oczywistości a z drugiej, bywa, na nią narzekają. Ale, pytam całkiem poważnie, czy wyobrażamy sobie święta, jeśliby w radiu nie było programu o zwyczajach świątecznych różnych narodów, a w telewizji nie byłoby reklam z saniami i szczęśliwą rodziną ?.
Tak samo z muzyką, choć nie ukrywajmy, ona się bardzo zmieniła. Jakoś nam przed Wigilią niezręcznie słuchać prawdziwych kolęd, po polsku śpiewanych, przez Mazowsze, albo Śląsk. Za to przywykliśmy i nie ukrywajmy, polubiliśmy amerykańskie piosenki świąteczne i polskie, które wpisują się w ten klimat. Nasze spotkania od tego nie odbiegają, tym razem – w spotkaniu 16 grudnia - bardzo amerykańska płyta orkiestry Mantovaniego:


Amerykańskie wydanie,w środku już nawet napisany tekst okazjonalny, by nie trzeba było wysilać się z własnymi życzeniami. Tak myślę, że trochę z takimi płytami świątecznymi, jako prezentem pod choinkę kłopot, bo kiedy je dostaniemy są już co najmniej w połowie zdezaktualizowane i musimy czekać z jej słuchaniem do następnego roku. Dlatego też w ramach naszego, radiowego cyklu prezentowego, zaproponowałem płyty, których z przyjemnością posłuchamy już po świętach.
http://www.rmfclassic.pl/radio/strony,poradnikPrezentowy.html

Druga płyta, którą prezentuję w cyklu programów świątecznych, w przeddzień Wigilii, ma zupełnie inny charakter, należy bezwzględnie do wybitnych osiągnięć muzycznych, niczego nie ujmując z klimatu Świąt.


To jedyna płyta świąteczna legendarnego zespołu śpiewającego, czy lepiej powiedzieć nucącego muzykę z pogranicza klasyki i jazzu.

Program 23 grudnia zawiera także na jego końcu, nieco przed 22-gą specjalne życzenia.
Zastanawiałem się, że i w tym miejscu powinna znaleźć się jakaś refleksyjka…. Tej muzyki, której okładkę za chwileczkę Państwo zobaczą nie będę prezentował na antenie. Nie ma wybitnych walorów muzycznych, ani realizacyjny , więc po co ona... Bo dla mnie ma ona wyraz szczególny. Jest tęsknotą za Starym Krajem, w którym ledwie pisać umieliśmy. Teraz już bardzo amerykańscy, nawet płytę ze swoją Christmas Music mamy. Może kiedyś w tej dawnej Ojczyźnie dorobią się gramophon i będą mogli our Society posłuchać.



Wojtek Padjas


Ile trzeba mieć wcześniej płyt, żeby skusić się na 8 symfonii Williama Boyce, mało popularnego angielskiego kompozytora epoki wczesnego klasycyzmu. Dużo, chyba, że zbieramy płyty z St Martin in the Fields, to wówczas może to być jeden z podstawowych zakupów. Ale, nawet, jeśli zbieramy nagrania brytyjskiej orkiestry z Pól św Marcina, to kolekcjonowanie nagrań konkretnego zespołu też też nie będzie naszym pierwszym wyborem. Wcześniej warto poznać, choćby te najważniejsze zespoły.

Sympatyczny, facebookowy znajomy Piotr zadał na swoim, w gruncie rzeczy technicznym fanpage, takie oto pytanie - ile razy możemy słuchać tego samego utworu. Odpowiedzi były różne, ale nie przekraczały kilkunastu, z tym, że to były najczęściej odpowiedzi dotyczące muzyki rockowej i jazzu. W przypadku klasyki jest kompletnie inaczej. Jeśli mam 24 wykonania 27 koncertu Mozarta, oznacza to, by tego utworu wysłuchać jeden raz w każdym wykonaniu, to słucham go 24 razy a niektóre powtarzam regularnie. Ale znów, zbieranie różnych wykonań jednego utworu, to kolejny etap zbieractwa, nie pierwszy. Od czego więc ZACZĄĆ zbieranie klasyki – to pytanie słyszę często i od razu odpowiem, nie ma na to jednoznacznej recepty. Nie uważam, żeby zaczynać od tej właśnie płyty...


...bo chociaż muzyka lekka i przyjemna, to próbujmy jednak od rzeczy bardziej oczywistych.
A ile tych oczywistości ? Najskromniejszy wybór, jakiego udało mi się dokonać liczył 35 pozycji a i tak było to ograniczanie się na każdym kroku. A jaką największą kolekcję miałem przyjemność współtworzyć ? Zaczynała się od kilku wykonań koncertów brandenburskich Bacha, ale szybko z Panem Robertem (pozdrawiam Go) doszliśmy do wniosku, że docelowo to będzie kilkaset płyt.
Uważam, że doszliśmy wspólnie do 2 tysięcy...a potem Pan Robert zaczął kroczyć swoją własną drogą, podsyłając mi, co ciekawsze odnalezione przez niego nagrania. Współtworzenie kolekcji klasyki na winylowych płytach jest jedną z moich przyjemności a potem satysfakcji z zadowolonego melomana, który przy okazji staje się wiernym słuchaczem Muzyki spod igły, więc jeśli wola po Państwa stronie – zapraszam
wojtek@padjas.pl


Nowe płyty winylowe, to temat, który jest przedmiotem nieustających sporów i dyskusji. Toczą się one na wszelakiej maści forach dyskusyjnych i tych, w których gromadzą się audiofile i tych, które jednoczą melomanów. Każdorazowa sprzedaż płyt winylowych w sklepach z ziemniakami i pieczywem tę dyskusję wznawia. Przy okazji tego programu (W nim cudownie grający na wiolonczeli Yo Yo Ma)...


...może warto nieco uporządkować tę dyskusję. Zacznę od tego, że w złotych czasach winyli, czyli w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku wcale winylowe płyty nie były takie same. Podobnie, jak dzisiaj, istniały serie a nawet labele budżetowe, były wytwórnie wydające płyty w nakładach sięgających setek tysięcy egzemplarzy i były też prestiżowe, niskonakładowe, 180 gramowe, kilkukrotnie droższe od tych masowych. I dzisiaj – w przypadku nowych - mamy płyty, które kosztują po kilkaset złotych i tanie, po kilkadziesiąt.

Oto przykład bardzo drogiej:


jej cena nie jest niższa niż 500 zł.

Są płyty bardzo dobrej jakości i w bardzo rozsądnych cenach:

Ta kosztuje 85 zł.

I wreszcie są płyty tanie:

jej cena nieco poniżej 50 zł.

Moim zdaniem, podobnie, jak 40 lat temu cena, z reguły odzwierciedla jakość. Faktem jest, że pojawiły się na rynku winylowe płyty, których materiałem wyjściowym są pliki MP3, więc prawdziwie analogowych przeżyć nie możemy się spodziewać. Czy takie płyty, jak twierdzi część purystów winylowych, są przestępstwem ? A jeśli ktoś ma gramofon za 500 zł, do tego resztę za 1500 zł i chce mieć tę radość ze słuchania muzyki z czarnego krążka, czy ma wydać na jedną płytę 500 zł, czy za tę kwotę kupić aż 10 winyli, skoro jego sprzęt nie jest w stanie odzwierciedlić tego, co zostało nagrane na płycie za 500 zł. Proszę, odpowiedzcie sobie Państwo sami na to pytanie.

A jak się ma do tego wszystkiego nasz bohater, czyli Yo Yo Ma z Music On Vinyl? Czy, jak mówią jedni, to płyta oszust, bo przecież z cyfrowej matrycy, czy to produkt przyzwoity, jak twierdzą drudzy. Mnie się to nagranie podoba, wciąż zresztą uważam, że muzyka jest najważniejsza. A przy okazji zapraszam na wycieczkę, po winylowej fabryce, z której dzisiejsza płyta pochodzi

http://theaudiophileman.com/music-vinyl-prolific-vinyl-reissue-label-world/
Wojtek Padjas


Jak tylko usłyszałem Chan Chan - a było to w okolicach winylowych stoisk na warszawskim audioshow - wiedziałem! To będzie mój album. Okazało się, że sprzedawca miał nawet kilkanaście egzemplarzy, nieco zewnętrznie przygiętych, ale dźwiękowo doskonałych. Cena zachęcała, więc obejrzałem starannie, czy to nie jakiś pirat – i kupiłem.To album legenda. Nagrany został w 1997 roku przez siedem dni w studiu EGREM w Hawanie. Wydawcą była mała, niezależna wytwórnia World Circuit Records. Stał się światowym fenomenem, sprzedając się w ponad ośmiu milionach egzemplarzy i przyczyniając się do wprowadzenia w świat bogatego muzycznego dziedzictwa Kuby i przedrewolucyjnej przeszłości.
Teraz, prawie dwie dekady później, World Circuit Records wznowiło album na winylu jako double-LP. Materiał został przygotowany z oryginalnych analogowych półcalowych taśm i zremasterowany przez Berniego Grundmana - inżyniera oryginalnego wydania . "Od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem to nagranie, byłem pod wrażeniem tego, jak to naturalnie brzmi, tak, jakby muzycy siedzieli obok Ciebie w pokoju - opowiadał Bernie Grundman. "W masteringu, aby zachować ten charakterystyczny dźwięk taśmy, starałem się używać bardzo mało przetwarzania i upewniłem się, że ścieżka sygnału zawiera absolutnie minimalną ilość elektroniki. Nagrywanie takiego materiału nie zdarza się zbyt często, a kiedy to się dzieje, praca to prawdziwa przyjemność. "
I z taką samą przyjemnością prezentuję Państwu ten album i proszę zobaczyć oraz posłuchać, tego, co jest w muzyce prawdziwe.

Wojtek Padjas


Dwie niezwykłe postaci wypełniają to spotkanie z winylowymi płytami. Obie postaci genialne i skrajnie różne. Zaczynamy od Arturo Benedetto Michelangeli`ego, wielkiego pianisty pierwszej połowy XX wieku, który jednak pozostawił po sobie mikroskopijną ilość nagrań. Nagrywał i występował niechętnie, stąd zebranie jego dyskografii wydaje się z pozoru łatwe, bo to ledwie kilkanaście pozycji ale trudne zarazem, bo jego nagranie nie pojawiają się zbyt często na giełdach płytowych. Za szczególnie cenną uważam płytę, jaką Polskie Nagrania wydały dopiero w 1981 roku a jest to nagranie „na żywo” recitalu z Warszawy z 1955 roku.

W programie słuchamy dwóch koncertów Haydna:


W drugiej części spotkania przypomnę gwiazdę o 10 lat starszą od Michelangeli`ego - Marię Callas. Muzyczna osobowość, która uwielbiała swoją publiczność a i ona oddawała Divie należną jej cześć.
Faktem jest jednak, że niezbyt chętnie nagrywała w studiu, ale to, co nagrała pozostawia słuchacza w osłupieniu. W przypadku tej płyty także z powodu fenomenalnego remasteringu, dokonanego – podobnie, jak samo nagranie – w Abbey Road Studio.

W programie tylko przedsmak tej, wydanej dopiero co, nakładem Warner Classic, płyty.
Zresztą ten rok łaskawy dla dorobku Marii Callas, bo tenże Warner Classic wydał komplet jej nagrań. Na CD oczywiście, bo to ogromne przedsięwzięcie, ale tak wspaniała artystka brzmi równie wspaniale w technologii 01, jak na prawdziwym analogu. Proszę zresztą zachwycić się tym niezwykłym wydaniem
https://www.maria-callas.com/
A z wydarzeń związanych z analogowym światem Marii Callas zapowiadam i czekam z niecierpliwością na kolejną płytę, zapowiedzianą na luty 2018


Raz jeszcze zapraszam na warszawskie wydarzenie z udziałem Muzyki spod igły i RMF Classic
#muzykajestnajważniejsza
Wojtek Padjas


To nasze spotkanie odbywa się 11 listopada, w Święto, które jest świętem patriotyzmu, tego, który jest przez Polaków szczególnie ulubiony – narodowego, powstańczego, pokazującego, skąd czerwień na naszej fladze.
Muzycznie, to też wieczór oczywisty – Fryderyk Chopin i I Koncert fortepianowy. Od razu rodzi się pytanie, czy mógłby być jakikolwiek inny repertuar?
Tak na chybił – trafił
Ogiński ? Jednym polonezem nie wypełnimy całego programu, by nie wspomnieć, że to Targowiczan i senator rosyjski
Moniuszko ? Straszny Dwór kojarzy się natychmiast z polityką współczesną a tego unikamy, Halka z nieślubnym dzieckiem Panicza nijak się ma do narodowego święta.
Współcześni ? Zbyt blisko nas i zaraz byłoby dlaczego ten a nie ów, czy on popiera(ł) właściwy nurt patriotyczny...
i tak dalej i tak dalej...więc Chopin nam został.
Wybór wykonania – ten, proszę już uznać wyłącznie za artystyczny. Emigrant Artur Rubinstein i emigrant Stanisław Skrowaczewski zagrali ten koncert z orkiestrą symfoniczną z Londynu w studiu Abbey Road. Dlaczego tak ? A czy Chopin emigrantem nie był?


Korzystam z okazji, by zaprosić Państwa – obecnych na warszawskim Audioshow – by zarezerwowali sobie czas po to, by przekonać się, że #muzykajestnajważniejsza.


Wojtek Padjas


Składanka, to taki specyficzny rodzaj płyt, które mają zachęcać do poznania prezentowanej muzyki już w całości. Tak na dobrą sprawę RMF Classic jest taką składanką stacją, bo prezentujemy tylko fragmenty kompozycji. Zarówno twórcy takich płyt, jak i ci, którzy moderują program naszej stacji wierzą, że to świetny wstęp do wejścia głębiej w świat muzyki.
I oto przyszła ta chwila, kiedy i ja postanowiłem zaprezentować składankowa płytę. Sięgam oczywiście do najlepszego repertuaru i doskonałych wykonawców. A i jakość tłoczenia Philipsa
godna.
Takie płyty bowiem, wcale nie muszą być gorsze od pełnych wydań...choć bywają gorsze, anonimowe, słabo nagrane i nie lepiej zagrane.
Ale nie u nas!


Zawsze mnie ciekawi, jakiego klucza użył producent takiej płyty, by zachęcić do jej kupna i potem słuchania. Jak widać (i słychać) kluczem tego wyboru są tańce a to wyjątkowo miły i
niezobowiązujący program.
Ta płyta przez radiowy program wędruje z moich domowych zbiorów do vinylspot.pl. Mam nadzieję, że radiowe spotkanie będzie dla kogoś z Państwa zachętą do wejścia w świat klasyki.
Wojtek Padjas


Salvatore Accardo uznawany jest za najwybitniejszego interpretatora muzyki Paganiniego. Krytycy muzyczni zachwycają się zarówno jego niezwykłą biegłością techniczną, jak wyjątkowym brzmieniem jego skrzypiec. Bo to nie byle jakie instrumenty. Accardo jest posiadaczem aż trzech instrumentów Stradivariusa. Słyszę, co prawda, że dzisiaj studenci 3 roku Wyższej Szkoły Muzycznej potrafią zagrać Paganiniego, wierzę w to, bo rzeczywiście z podziwem patrzę, jak współcześni instrumentaliści potrafią szybko grać, ale szybkość, to przecież nie wszystko.
W 1975 roku Accardo nagrał trzypłytowy album z kompletem koncertów Vivaldiego - „Il Favorito”

Jedna z tych płyt ukazała się osobno, w serii Philipsa Excellence. Wedle współczesnych kryteriów określilibyśmy ją mianem audiofilska.


Tej właśnie płyty słuchamy w programie i o właściwościach małego palca lewej ręki rozmawiamy.
Bo to ten właśnie mały palec Salvatore Accardo sprawia, że jego gra jest tak niezwykła.
Oto dwie płyty z jego interpretacjami Paganiniego.



Na tę powyżej zwracam szczególną uwagę, bo to wybitne dokonanie realizacyjne. Na winylu dostępne także.
Wspomniałem, że Accardo gra na trzech instrumentach Stradivariusa. Nagrał płytę, której celem nie był zachwyt nad muzyką, ale brzmieniem Guarnieriego


Spotykamy się więc i ze świetną muzyką i wspaniałą interpretacją i niezwykłym instrumentem.
Wojtek Padjas


Dążenie do doskonałości dźwięku w przypadku płyt z muzyką klasyczną było i jest tendencją niezmienną od ponad 100 lat.
Świadomie piszę o muzyce klasycznej, bo to melomani koncertów filharmonicznych i spektakli operowych chcieli do domu przenieść wrażenia z występów „na żywo”. W przypadku płyt szelakowych ten postęp był mniej widoczny, ale już od początku lat 50-tych powstawały coraz to nowe formaty zapisu dźwięku, które miały nas przybliżać do tego ideału sali koncertowej.

Decca była jedną z tych wytwórni, która szczególnie dbała o jakość dźwięku. Już w epoce płyt szelakowych a potem powszechnie w epoce monofonicznej stosowała zapis ffrr.


Jak tylko pojawiła się możliwość realizacji nagrań stereofonicznych, DECCA natychmiast zaadaptowała tę technikę i stosowała ją aż do połowy lat 70-tych.


Logo „London” to eksportowy znak DECCA, w tym przypadku mamy do czynienia z tłoczeniem japońskim.
15 lat po tym nagraniu, zatem w 1986 roku japoński King Record stworzył absolutnie wyjątkową serię kilkudziesięciu zaledwie tytułów zrealizowanych w technologii Super Analogue Disc. Bazą dla nich był przede wszystkim katalog DECCA.
Fenomenem tych nagrań było „wypięcie” z systemu wszystkich pośrednich equalizerów i przeniesienie nagrania bezpośrednio z taśmy na nacinarkę. To wyglądało mniej więcej tak, jak na poniższym obrazku.


U dołu mamy tradycyjny sposób realizacji a u góry Super Analogue Disc.
Zdaję sobie sprawę, że fale radiowe nie przeniosą wszystkich niuansów tego nagrania, ale przecież to nie jedyny walor tej, wyjątkowej płyty:


Fantastyczny pianista, świetna orkiestra i dyrygent, doskonałe studio nagraniowe (Sofiensaal w Wiedniu) rewelacyjni realizatorzy Kenneth Wikinson i Gordon Parry.
Takie płyty zdarzają się niezwykle rzadko, więc proszę nie pytać, ile czasu spędziłem w Art Reco w Warszawie u Mieczysława Stocha, by tę płytę przewieźć do Krakowa w specjalnej, ochronnej teczce zamkniętej na szyfrowy zamek.
Zadowolony z faktu, że nie zapomniał szyfru do tego zamka Wojtek Padjas
PS niniejsze dedykuję realizatorom tego oto niezwykłego nagrania:
https://www.analogplanet.com/content/berlin-philharmonics-direct-disc-brahms-symphonic-cycleconducted-sir-simon-rattle


Antonio Vivaldi, Red Priest – co jest zarazem nazwą świetnego zespołu interpretującego muzykę baroku, jak i określa kolor włosów i zawód Antonio V.
Nie traktował tego powołania jakoś szczególnie poważnie, bo oddawał się muzycznym zajęciom dalece więcej niż duchowym i to chyba dla nas dobrze.
Był nauczycielem w Ospiedale della Pieta. To zacny klasztor i sierociniec, ale szczycił się znakomitym dziewczęcym zespołem, za którego muzyczne wykształcenie odpowiedzialny był
Antonio Vivaldi. Powab występów wychowanek tego klasztoru, to nie tylko miła muzyka i dobrze zagrana, ale i fakt, że panny owe występowały w półprzezroczystych tiulach. Tego Państwu zapewnić nie mogę, ale od czegóż wyobraźnia.
Trevor Pinnock i jego świetny The English Concert nagrali cykl króciutkich koncertów z czasów, o których opowiadam i płyta nosi tytuł jednego z nich, pierwszego na płycie, czyli Alla Rustica.

Kiedy widzimy label Archivu, to od razu mamy słuszne przekonanie o doskonałej jakości nagrania.
W ogóle w tej świetnej realizacji nie przeszkadza fakt, że to nagranie cyfrowe z 1985 roku, wydane zresztą w trzech formatach – winyl, CD i kaseta.
Pinnock i English Concert, to jeden z tych zespołów, które ulubiły muzykę na instrumentach z epoki a w tym nagraniu usłyszymy Theorbo
https://www.britannica.com/art/theorbo
i Archlute
https://www.britannica.com/art/archlute
To program wbrew pogodzie, co widać na powyższym, weneckim obrazku.
Wojtek Padjas


Trzej kompozytorzy epoki klasycyzmu wypełniają program z muzyką obojową. Koncertów, w których ten dęty instrument drewniany, którego dźwięk wydobywa się poprzez drgania trzciny, nie jest zbyt dużo, a sporo wśród nich zapomnianych. Po takie też sięgnął niemiecki oboista Burkhard Glaetzner i wraz z orkiestrą kameralną opery berlińskiej zagrał koncerty Ferlendisa i Rosettiego. To, że w zestawie tych koncertów jest Mozart, wydaje się oczywiste, bo przecież na takiej płycie, gdzie są mniej znane utwory musi być taki, który przyciągnie melomanów.


Okładka nieco sfatygowana, bo to wydawnictwo Eterny, ale płyta nagrana bardzo dobrze. Zresztą zła jakość papieru i poligrafii, to słabość wszystkich płyt z krajów demokracji zwanej ludową.
Gdybym miał pokusić się o ranking złych okładek, to na pierwszym miejscu są na pewno Rumuni i Bułgarzy, w przypadku ich wytwórni idzie to w parze z mizerną jakością nagrań, chociaż planuję jedno spotkanie z rumuńskim Electrocordem, bo mam płytę nagraną w rzadkiej technice half speed mastering. Najlepsze z kolei okładki mieli chyba Czesi i Węgrzy, ale i tak wszystkie one nijak się mają do tych z Zachodu.
Wracając na moment do wydań Eterny – są dwa główne labele tej wytwórni.
Ten czarny, bardziej ceniony, bo eksportowy

i ten niebieski, przeznaczony dla melomanów ze wschodniej części Europy.

Osobiście wcale nie uważam, żeby te niebieskie grały gorzej, myślę nawet, że to w nas tkwi przekonanie, że to, co eksportowe, to lepsze. We współczesnym świecie, zdaje się inaczej, bo wybór mamy między chińskim produktem a chińskim produktem. Na szczęście kraj Smoka nie przejął jeszcze produkcji winylowych płyt.
Wojtek Padjas


Koncerty organowe Jerzego Fryderyka Handla należą do nurtu muzyki rozrywkowej, co piszę z pełną odpowiedzialnością za słowo, bo czymże innym może być muzyka grana w przerwach oper, czy oratoriów, gdy zachwycona, lecz leciutko zmęczona publiczność potrzebuje wyjść na filiżankę herbaty, obejrzeć kreacje dam i panien, poplotkować nieco i wypalić cygaro. Tak było w XVIII Londynie, kiedy to Handel wystawiał swoje opery i oratoria i właśnie w czasie ich przerw popisywał się grą na organach. Orkiestra nie miała przerw, więc mu towarzyszyła.

Mam swoją drogą problem z pisownią nazwiska Jerzego Fryderyka. Osobiście uznaję pisownię Handel, jako transkrypcję pisowni niemieckiej z ä jakoś mi ta bliższa od tej angielskiej Haendel. Proszę zresztą zerknąć na pisownię jego nazwiska na poniższych płytach – nawet u Anglików jest Handel.

Wracając wszak do koncertów organowych – słuchamy trzech z kompletnego boxu zawierającego 5 płyt:

Ale wydań tych koncertów, na winylowych płytach sporo, zarówno w postaci jednopłytowych wydań tych najpopularniejszych, jak i wydań kompletnych.
Krótki przegląd zaczynam od wersji monofonicznej – wydanie na płytach 10`


Kolejne, już stereo, ale należące do epoki wczesnej, przyznam nagrane świetnie:

Następne to kategoria, jak to się dzisiaj określa „Must Have” Archiv, więc ta lepsza część Deutsche Grammophon

i wreszcie na koniec coś dla miłośników Neville Marrinera.

Chciałbym, by ten niepełny przecież przegląd koncertów organowych Handla zachęcił Państwa do tworzenia półeczek z różnymi wykonaniami ulubionych utworów muzyki klasycznej, bo przecież o
jej kształcie w równym stopniu decyduje kompozytor, jak solista, dyrygent i orkiestra a o jej brzmieniu – zarówno jakość tłoczenia, jak sztuka inżyniera dźwięku. W przypadku tych koncertów
możliwości interpretacyjne większe jeszcze, bo kompozytor zapisał tylko główne motywy, zostawiając spore pole do wirtuozowskich popisów.

Z właściwą dozą nieśmiałości zapraszam na vinylspot.pl skąd nad wyraz często korzystam z płyt.
Handla też tam można znaleźć, Haendla brak.
Wojtek Padjas


Koniec Zimnej Wojny
Współczesnemu pokoleniu zimna wojna jest już, szczęśliwie, zapomnianą historią, co najwyżej gdzieś kołacze się, kiedy sięgamy po literaturę sensacyjną. Ledwie wojenne pokolenie otrząsnęło się z przeżyć II wojny światowej, by znów bać się o życie. Tym razem naprzeciwko stanęły Związek Radziecki i Stany Zjednoczone. Termin Zimna Wojna obejmuje okres aż do 1991 roku, ale kompletna izolacja ZSRR trwała od 1953 do 1958 roku.
Wydarzenia kulturalne były zawsze najlepszym barometrem nastrojów pomiędzy dwoma mocarstwami. W kwietniu 1958 roku odbył się I Konkurs im. Piotra Czajkowskiego. Wystąpił na nim i został jego laureatem, młody amerykański pianista Harvey, Lavan Van Cliburn. Koncert laureatów tego konkursu nagrała radziecka telewizja a dzisiaj jest on dostępny dla każdego.
Oto to ważne muzycznie i politycznie wydarzenie:

Na efekt nie trzeba było długo czekać, bo już w niecały miesiąc później Kirył Kondraszyn, który dyrygował koncertem laureatów w Moskwie, został przez radzieckie politbiuro wypuszczony na występy do Stanów Zjednoczonych. Wypuszczony, to świadome określenie, bo zaiste był pierwszym w powojennej historii radzieckim artystą, który wystąpił w Stanach.
Płyta z tym koncertem, wydana przez RCA została pierwszą w amerykańskiej historii platynową, a to oznaczało sprzedaż powyżej miliona płyt.



Jak spośród tego miliona a i późniejszych wielu wydań wybrać to najcenniejsze… tego, przepraszam nie zdradzę. Ale na pewno to na zdjęciu powyżej, zatem prezentowane na naszej antenie, do tych najcenniejszych należy.
Moskiewski sukces Van Cliburna zaowocował występami w 1960,1962 i 1972 roku.
Za jedno z cenniejszych nagrań na płytach CD, bo na winylach tego nie ma, uważam wciąż tu i ówdzie dostępny ten oto pięciopłytowy box.


Wydawcą jest radziecka, obecnie rosyjska Melodia.
Ale my słuchamy muzyki z winyla, rzecz jasna - stereofoniczne nagranie z połowy 1958 roku.
Wojtek Padjas

 

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright © 2018 RMF Classic