Timothée Chalamet wygłosił kontrowersyjny komentarz w lutym, w trakcie panelu dyskusyjnego podczas konferencji „Variety & CNN Town Hall”. W pewnym momencie 30-letni aktor wypowiedział się na temat sztuki wysokiej. „Nie chciałbym pracować w balecie lub operze, gdzie panuje atmosfera w stylu: »Hej! Utrzymajmy to przy życiu, mimo że nikogo to już nie interesuje«. Z całym szacunkiem dla ludzi związanych z baletem i operą” – wyparował zdobywca Złotego Globu, którego matka przez wiele lat pracowała w teatrze muzycznym.
Jego słowa odbiły się szerokim echem w środowisku artystycznym. Wielu uważa, że tą niefortunną wypowiedzią gwiazdor przekreślił swoją szansę na Oscara dla najlepszego aktora, w wyścigu o którego był faworytem.
„Każdego wieczoru w Royal Ballet and Opera, tysiące ludzi gromadzą się na balet i operę. Dla muzyki. Dla opowiadania historii. Dla czystej magii występów na żywo. Timothee Chalamet, jeśli się namyślisz, to nasze drzwi są otwarte” – skomentowali słowa przedstawiciele londyńskiej instytucji. Był to jeden z wielu komentarzy środowiska artystycznego, który opinię aktora przekuł w manifest. Gdy Chalamet tęskno odprowadzał wzrokiem największe filmowe wyróżnienie, jego słowa niosły się dalej, pracując na rzecz dziedzin sztuki, które ponoć nikogo nie obchodzą.
Jak zauważył w niedawnej rozmowie z „The Time” dyrektor Royal Ballet and Opera, Alex Beard, komentarz Chalameta i reakcja środowiska na nie znacznie przysłużyły się tym dziedzinom sztuki. „Uznałem za ważne, żebyśmy nie dali Chalametowi jakiejś nadętej odpowiedzi. Powiedzieliśmy po prostu: »Spójrz, co robimy, kolego« – na przykład, że największą część naszej publiczności stanowią osoby w wieku 20–30 lat. I wiesz co? Nasz post miał dwa i pół miliona reakcji i pół miliona udostępnień, tylko na Instagramie. A sprzedaż biletów od razu wzrosła. Więc na zdrowie, Timmy!” – stwierdził w rozmowie Beard. (PAP Life)