Quentin Tarantino przyznaje, że nie zrozumiał filmu „Tenet”

Oczekiwania, jakie branża filmowa stawiała przed filmem „Tenet”, były ogromne. W sierpniu ubiegłego roku, gdy sytuacja pandemiczna wciąż nie wyglądała dobrze, dzieło Christophera Nolana miało sprawić, że widzowie zaczną wracać do kin. Problem w tym, że wielu kinomanów po seansie zastanawiało się nad tym, o co w ogóle chodzi w tym filmie. W tym gronie był również Quentin Tarantino.

Quentin Tarantino przyznaje, że nie zrozumiał filmu „Tenet”
fot.PAP/EPA

Szpiegowski thriller akcji „Tenet” opowiada historię zdeterminowanego agenta, przed którym postawiono zadanie uratowania świata. Aby tego dokonać, będzie musiał się zmierzyć nie tylko z tym, co zrozumiałe, ale także z tym, co wybiega poza zdolności racjonalnego rozumowania. Wkrótce wydarzenia filmowe podążają w dwóch kierunkach: do przodu i wstecz.

Ambitne dzieło Christophera Nolana sprawiło widzom duży ból głowy. Gnająca do przodu bez wytchnienia akcja nie pozwoliła na chwilę złapać oddechu, by można było zastanowić się nad tym, co się ogląda. W zrozumieniu wydarzeń nie pomógł dźwięk, który był tak głośny, że momentami zagłuszał dialogi. Fabuła dotycząca zaginania czasu również nie ułatwiała sprawy. W efekcie więcej było wątpliwości niż pewności, co do tego, co się zobaczyło.

Do tych kłopotów z odbiorem filmu „Tenet” wrócił teraz w trakcie podcastu „ReelBlend” Quentin Tarantino. Na pytanie o film Nolana odparł z uśmiechem: „Wydaje mi się, że muszę obejrzeć go jeszcze raz”. Była to jedyna refleksja na ten temat, ale wydaje się, że nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że film Nolana nie spodobał mu się aż tak bardzo jak poprzedni film reżysera, czyli „Dunkierka”. Ta produkcja zajmuje bowiem drugie miejsce na liście ulubionych filmów Tarantino drugiej dekady XXI wieku.

Jest jednak nadzieja dla „Tenet”, bo „Dunkierka” też nie od razu przypadła do gustu Tarantino. „Podobał mi się film, ale jego widowiskowa część nieomal osłabiła resztę tego doświadczenia. Wydaje mi się, że nie czułem żadnych emocji. Byłem tym przerażony, ale nie wiedziałem, co mnie przerażało. Zrozumiałem to dopiero przy trzecim seansie, kiedy spojrzałem poza spektakl i zobaczyłem ludzi, o których opowiada film. W końcu zza drzew wyłonił mi się jakiś widok” – mówił wcześniej reżyser "Pulp fiction". (PAP Life)