ON AIR
od 10:00 Nakręcone do lat 18 zaprasza: Dariusz Stańczuk

Jeremy Clarkson szuka osoby, która poprowadzi jego restaurację

61-letni dziennikarz odkąd zamieszkał na wsi, ani myśli zakopać topór wojenny i właśnie wypowiedział wojnę sąsiadującym z nim restauracjom i barom. Jak informuje serwis "DailyMail", poszukuje doświadczonej i znającej się na rzeczy osoby do poprowadzenia jego restauracji, która będzie w stanie pomieścić 60 klientów. Zamierza bowiem nie tylko utrudnić funkcjonowanie pobliskiej gastronomii i zmusić do obniżenia cen, ale przede wszystkim zapobiec zalaniu Anglii tanim mięsem z eksportu.

Jeremy Clarkson szuka osoby, która poprowadzi jego restaurację
fot.PAP/Abaca

W swoim charakterystycznie cierpkim felietonie publikowanym na łamach "The Sunday Times" Jeremy Clarkson odniósł się do podpisania przez brytyjski rząd umów handlowych z Kanadą i Australią. Wyraźnie też dał do zrozumienia, że jest zaniepokojony ryzykiem zdominowania angielskiego rynku przez mięso tańsze, gorsze i eksportowane. Jego reakcja nie ograniczyła się jednak do wyrażenia niezadowolenia. Ogłosił, że poszukuje szefa kuchni - najlepiej kogoś w wieku dojrzałym. Marzy mu się bowiem miejsce w starym stylu "z powycieranymi od siedzenia krzesłami. Takie, w którym pytanie o toaletę dla transseksualisty, wywoła falę zdziwionych spojrzeń".

Restauracja Clarksona ma stanąć w miejscu nieużytkowanej szopy dla jagniąt znajdującej się na terenie jego farmy. Pomysł nie wydaje się nierealny, bo dziennikarz już otrzymał zezwolenie na sprzedaż alkoholu. Cena posiłku ma się zamknąć w 30 funtach i oczywiście nie będzie to mięso eksportowane a rodzime. Zdaniem Clarksona najzdrowsze i rzecz jasna, najlepsze.

Trudno nie zauważyć, że były prowadzący program motoryzacyjny jest nad wyraz aktywnym członkiem lokalnej sołeczności. Na przykład na początku miesiąca zorganizował spotkanie ze swoimi fanami. Odzew był większy niż ktokolwiek się spodziewał. Setki fanów z całej Wielkiej Brytanii ustawiały się godzinami w kolejce, aby dostać się do sklepu na farmie. Turystów było tylu, że do zarządzania chaosem, który wywołali, została wezwana policja.

Między innymi z tego powodu mieszkańcy są podzieleni w kwestii opinii, co do wzrostu liczby turystów w Chadlington. Niektórzy twierdzą, że umieściło to wioskę Oxfordshire na mapie i pobudziło lokalną gospodarkę, podczas gdy inni obawiają się, że może to zmienić społeczność na gorsze. Nie bez znaczenia jest - cokolwiek kontrowersyjny sposób bycia - dziennikarza, o którym można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że potrafi trzymać język za zębami. (PAP Life)