29-letni Mitchell zdążył już udowodnić, że w rolach czarnych charakterów czuje się jak ryba w wodzie. Zachwyt, jaki wywołał wśród widzów „Rodu smoka”, tłumaczy, dlaczego jego nazwisko trafiło na radar producentów 007. Fani i krytycy zgodnie podkreślają, że aktor stworzył postać niezwykle magnetyczną i mroczną – jego Aemond Targaryen przeraża i fascynuje jednocześnie.
„Ewan to idealny kandydat do zagrania bondowskiego złoczyńcy. Ma dobre CV, ale nie jest jeszcze tak rozpoznawalnym aktorem, jak niektóre nazwiska łączone z powrotem Bonda. Szukają wschodzącego nazwiska, a nie uznanej gwiazdy i kogoś o bardzo charakterystycznym wyglądzie” – wskazał informator „The Sun”.
Choć Ewan Mitchell oraz studio Amazon MGM milczą na temat tych doniesień, internauci wydali już werdykt. Komentarze, które pojawiają się w sieci, bardzo przychylnie oceniają potencjalny angaż Mitchella. Zarówno jako główny antagonista, jak i człowiek od brudnej roboty, Mitchell już zyskał aprobatę widzów.
Z dotychczasowych, potwierdzonych doniesień wiadomo, że reżyserią filmu zajmie się Denis Villeneuve, a pierwsza wersja scenariusza autorstwa Stevena Knighta została już ukończona. Największą tajemnicą pozostaje tożsamość nowego Jamesa Bonda. Oficjalne ogłoszenie nazwiska ma nastąpić pod koniec roku, choć w mediach już pojawiły się pierwsze przecieki, że to gwiazdor „Kulawych koni”, Jack Lowden, jest najbliżej angażu. Choć i ten przeciek nie został oficjalnie skomentowany.
„Jesteśmy bardzo metodyczni. Po Danielu Craigu poprzeczka wisi bardzo wysoko. To musi być coś zupełnie innego, co będzie porywające, ekscytujące i świeże” – przyznała w rozmowie z Deadline Amy Pascal, producentka nowego filmu o Jamesie Bondzie. (PAP Life)