O zwycięstwie Bena Afflecka i Jamiego Dinga w „Milionerach” przesądziło ostatnie pytanie dotyczące par indyków ułaskawianych przez amerykańskich prezydentów. Niepewni odpowiedzi uczestnicy wykorzystali oba pozostałe koła ratunkowe. Najpierw poprosili o wskazówkę prowadzącego Jimmy'ego Kimmela, a następnie zadzwonili do Stephena Morrisona, wieloletniego partnera Dinga w konkursach wiedzy. Ostatecznie zaufali pierwszej podpowiedzi i wybrali odpowiedź „Spaghetti & Meatball”, która okazała się prawidłowa.
Affleck i Ding zostali piątymi zwycięzcami reaktywowanej wersji programu „Who Wants to Be a Millionaire?” prowadzonej przez Jimmy'ego Kimmela od 2020 roku. Wśród dotychczasowych zdobywców głównej nagrody znaleźli się David Chang oraz pary celebrytów: Ike i Alan Barinholtz, gwiazdy serialu „Biuro” Oscar Nunez i Kate Flannery oraz Matt Damon, który triumfował rok wcześniej, również występując u boku mistrza „Jeopardy!” – Kena Jenningsa.
Zwycięstwo Afflecka ma także osobisty wymiar. Aktor od dzieciństwa przyjaźni się z Mattem Damonem – dorastali zaledwie kilka ulic od siebie w Cambridge w stanie Massachusetts, razem stawiali pierwsze kroki w aktorstwie, a światową sławę przyniosły im wspólnie napisany scenariusz i role w „Buntowniku z wyboru”. Za scenariusz filmu otrzymali w 1998 roku Oscara, a później wielokrotnie spotykali się na ekranie, m.in. w „Dogmie”, „Ostatnim pojedynku” i „Air”. Teraz zwyciężyli w „Milionerach” w odstępie zaledwie roku po sobie.
Jeszcze przed emisją odcinka Kimmel mówił portalowi Variety, że Affleck początkowo nie wiedział, iż zostanie sparowany z mistrzem teleturnieju „Jeopardy!”. Prowadzący przyznał, że aktor był tym mile zaskoczony, choć – jak ocenił – bez problemu poradziłby sobie także sam. (PAP Life)