Pół wieku z U2. Założyli zespół, zanim nauczyli się grać

Kiedy w 1976 roku nastoletni Larry Mullen Jr. przypiął na szkolnej tablicy ogłoszeń kartkę z napisem „perkusista szuka muzyków”, nie szukał wirtuozów. Na jego apel odpowiedziała grupa zapaleńców, która 25 września w kuchni jego domu stworzyła podwaliny pod jedną z najbardziej legendarnych formacji rockowych: U2.

Pół wieku z U2. Założyli zespół, zanim nauczyli się grać
Bono, The Edge, U2 /VICTOR HILITSKI / PAP/EPA

Kiedy w 1976 roku nastoletni Larry Mullen Jr. przypiął na szkolnej tablicy ogłoszeń kartkę z napisem „perkusista szuka muzyków”, nie szukał wirtuozów. Na jego apel odpowiedziała grupa zapaleńców, która 25 września w kuchni jego domu stworzyła podwaliny pod jedną z najbardziej legendarnych formacji rockowych: U2.

Dziś, patrząc na wypełnione po brzegi stadiony i setki milionów sprzedanych płyt, trudno uwierzyć jak partyzanckie były początki U2. Kiedy spotkali się w małej kuchni domu rodzinnego Mullenów w Dublinie, jedynym instrumentem z prawdziwego zdarzenia, jaki mieli, była perkusja. Paul Hewson, znany dziś jako Bono, przyszedł na próbę z planem bycia gitarzystą. Koledzy szybko wybili mu to z głowy, sugerując, by natychmiast odłożył instrument, bo nie potrafił na nim grać. Nie mając wyjścia, chwycił za mikrofon – i tak narodził się jeden z najbardziej charyzmatycznych wokalistów w historii.

„To było naprawdę zwyczajne i w żaden sposób niezwykłe. Tego pierwszego dnia w mojej kuchni było jasne, że nie mamy wiele do zaoferowania i że wszyscy jesteśmy tak samo pozbawieni talentu. Moja siostra później powiedziała: »Nigdy w życiu nie słyszałam takiego hałasu!«. Wiedzieliśmy, że nie będziemy w stanie wyjść i być zespołem coverowym, ponieważ po prostu nie byliśmy w tym dobrzy” – przyznał Mullen. 

Perkusista wspominał po latach, że zamiast ślepo naśladować innych, od początku skupili się na budowaniu własnej tożsamości. Zauważył, że podczas gdy większość muzyków za wszelką cenę dąży do rzemieślniczej biegłości, w przypadku U2 taka sprawność mogła okazać się zabójcza. Dla nich kluczem do sukcesu stało się świadome unikanie przesadnej wirtuozerii, która mogłaby zabić ich surową autentyczność. Niemniej, codziennie po lekcjach ćwiczyli w sali muzycznej w swojej szkole średniej, Mount Temple.

„Punk rock pojawił się, gdy byliśmy bardzo podatni na wpływy. I wszyscy doszliśmy do wniosku, że pomimo skąpych dowodów na to, że mamy jakikolwiek talent, to jest to, co chcemy robić w życiu. Po prostu to chwyciliśmy” – wspomniał Edge w rozmowie z „Los Angeles Times”. 

Zgłębiając swój fach, rockmeni z U2 nabyli jeszcze jedną cenną umiejętność - na scenie i poza nią działają jak jeden idealnie zgrany organizm. Tak też jest przy tworzeniu nowych piosenek. To zwykle Bono i The Edge przynoszą do studia zalążki pomysłów. Następnie basista Adam Clayton i perkusista Larry Mullen dołączają, by brać udział w tworzeniu utworów. Zażarte dyskusje i wzajemne przerzucanie się pomysłami trwa tygodniami. Gdy złapią wiatr w żagle i znajdą właściwą emocję, Bono ubiera ją w słowa, wyciągając ze swojego notatnika, z którym się nie rozstaje, wersy i refleksje.  



Ich determinacja, mordercza etyka pracy i rzadko spotykany model równej współpracy przyniosły po latach owoce, o jakich hałasujący w kuchni nastolatkowie nie odważyliby się marzyć. Dziś U2 to jedna z najbardziej dochodowych grup koncertowych wszech czasów. Irlandcy rockmeni są też zdobywcami 22 statuetek Grammy oraz członkami Rock and Roll Hall of Fame. I nie powiedzieli ostatniego słowa... „Carnaval De Luz” – pierwszy od dziewięciu lat krążek grupy z całkowicie nowym materiałem – ujrzy światło dzienne 13 listopada. (PAP Life)