Na potrzeby nowej roli Pedro Pascal musiał nauczyć się grać na wiolonczeli. „To było piekło i raj jednocześnie”

Gwiazdora serialu „The Last of Us” już niedługo będziemy mogli oglądać w muzycznym dramacie „Behemot!”. Zanim Pedro Pascal wkroczył na plan zdjęciowy, musiał zmierzyć się z zadaniem, które okazało się trudniejsze niż filmowe pojedynki i sceny kaskaderskie. Na potrzeby występu w produkcji aktor w ekspresowym tempie uczył się gry na wiolonczeli. Jak sam przyznał, instrument na kilka tygodni całkowicie zdominował jego życie.

Na potrzeby nowej roli Pedro Pascal musiał nauczyć się grać na wiolonczeli. „To było piekło i raj jednocześnie”
Pedro Pascal /CHRIS TORRES / PAP/EPA

W nowym filmie Tony’ego Gilroya, dramacie muzycznym „Behemot!”, Pedro Pascal wciela się w Aleksa Seriana, utalentowanego wiolonczelistę, który po dwóch dekadach występów z orkiestrą wraca do Los Angeles i zaczyna pracować przy nagrywaniu muzyki do filmów. Historia opowiadana jest nielinearnie, przy pomocy powracających retrospekcji. Aby nadać poszczególnym okresom z życia bohatera unikalny charakter, reżyser zatrudnił aż dziewięciu kompozytorów – m.in. Alana Silvestriego, Hansa Zimmera i Michaela Giacchino. Ich muzyka nadaje emocjonalny ton różnym etapom biografii Seriana. Światowa premiera obrazu odbyła się w miniony weekend, podczas trwającej, 64. edycji festiwalu New York Film Festival. 

Podczas zorganizowanej przed seansem konferencji prasowej Pascal opowiedział o jednym z największych wyzwań, jakie czekały go przed wejściem na plan. Nauka gry na wiolonczeli nie była wszak jedynie kwestią opanowania kilku ruchów. Aktor musiał sprawić, by jego gra wyglądała na ekranie wiarygodnie. A czasu miał niewiele. „Wiolonczela była główną bohaterką mojego życia przez kilka tygodni poprzedzających zdjęcia. Zabierałem ją ze sobą wszędzie” – wspominał. Tempo przyswajania nowych umiejętności było wręcz ekstremalne. „Podobno potrzebujesz roku, żeby nauczyć się prawidłowo trzymać smyczek, a ja miałem tydzień” – zdradził podczas konferencji aktor. 

Pascal podkreślił, że nigdy tak naprawdę nie nadążył za instrumentem, co paradoksalnie stało się częścią jego fascynacji całym doświadczeniem. „Wszystko mnie zaskoczyło; to było piekło… i raj jednocześnie. Musiałem zmierzyć się z fizycznym wyzwaniem i precyzją, jakiej wymaga ten instrument” – przyznał. Co ciekawe, aktor nie miał pewności, czy w ogóle podoła zadaniu. Jak relacjonował, po przeczytaniu scenariusza spotkał się z Gilroyem, by otwarcie porozmawiać o tym, czy będzie w stanie nauczyć się grać wystarczająco dobrze w tak krótkim czasie. „Nie wiem” – miał odpowiedzieć na pytanie reżysera, czy sobie z tym poradzi. Ta niepewność towarzyszyła mu niemal do samego końca przygotowań. 

Pascal podkreślił, że wyzwanie nie ograniczało się jednak do samego instrumentu. „Najtrudniejsze było pamiętanie, że istnieje prawdziwa postać, którą mam zagrać, i że jest ona częścią historii, a nie po prostu wiolonczelą. To była najbardziej wymagająca rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem twórczo na potrzeby roli” – podsumował gwiazdor. 

Polska premiera obrazu zaplanowana jest na 4 grudnia. (PAP Life)