Wakacyjna muzyka spod igły

Tytułowa igła, to oczywiście igła gramofonu.

Płyty pochodzą ze zbiorów Wojciecha Padjasa – dziennikarza radiowego, kolekcjonera płyt. Czarne krążki i muzyka na nich zapisana są jego pasją od wielu lat.

Niezwykły renesans tego nieco archaicznego nośnika jest zaskakujący. Na początku XXI wieku coraz większa rzesza melomanów powraca do tradycyjnego słuchania muzyki z płyt winylowych. Sklepy muzyczne utworzyły specjalne stoiska z kolekcjonerskimi wydaniami „winyli”. Także producenci sprzętu prześcigają się w produkcji coraz to doskonalszych gramofonów, wkładek i igieł.


Lipcowe soboty – bez względu nawet na pogodę – sprzyjają muzyce nieskomplikowanej, miłej i lekkiej a takiej w klasyce dostatek. Nawet myślałem sobie, czy nie poszukać takiej muzyki, którą chciałoby się wziąć na bezludną wyspę. Oczywiste było dla mnie, że na każdej bezludnej wyspie na pewno jest przyzwoity gramofon z przyległościami. Nawet zacząłem gromadzić te płyty, bez których trudno byłoby mi spędzać czas na owej bezludnej wyspie. Okazało się jednak, że ten podstawowy zbiór waży kilkadziesiąt kilogramów, więc zrezygnowałem z tej, jakże kuszącej perspektywy i postanowiłem ułożyć te lipcowe spotkania, jako prezentację muzyki, która sprawi Państwu przyjemność. I oto takie płyty wybrałem na te lipcowe spotkania:


Przyznają Państwo, że młoda (w latach 70-tych) dziewczyna z gitarą absolutnie nadaje się na takie spotkanie.
Do kolejnego wybrałem wydaną dwa lata temu przez Warner Classic zgrabną i świetnie zrealizowaną składankę. Inspirująca okłada ten wybór potwierdziła.

Mozart był kolejnym z oczywistych wyborów. Tym razem płyta zatytułowana Harmonie Musiken, zagrana z ogromnym wdziękiem przez Collegium Aureum, które muzyczny humor odnalazło w aranżacji Oper Mozarta.


Te lipcowe spotkania zakończymy jeszcze jedną miłą składanką. Jest moją ulubioną z powodu jednej kompozycji pod tytułem „La Folia”. To niewielki utwór, który inspirował kompozytorów od wczesnego baroku pod wiek XX. Tym razem skomponowany (a może raczej zaaranżowany) przez Marina Maraisa.


A co w sierpniu ? Wybierzemy, posłuchamy, zaprezentujemy.
Wojtek Padjas


LATO
Płyty, które chciałbym zaproponować tym, którzy w czasie letnich peregrynacji znaleźliby się na bezludnej wyspie i jakaś tęskność za winylem by ich wzięła. Oczywiście, przyjmujemy założenie, że pobyt na wyspie nie dłuższy niż kilka miesięcy a w domku skleconym z liści bananowca jest przyzwoity gramofon z dodatkami.
Zaczynamy od Rossiniego i arii o plotce – jakże aktualnego przeżycia wakacyjnego – ach te ploteczki...dokąd życzliwe są fajne…. a potem ? Proszę posłuchać i przeczytać.

Płyta, którą wybrałem wdzięczna, idealna na początek lata – świetnie wydana, pięknie i radośnie zagrana:


Miłego słuchania
Wojtek Padjas


Offenbach

A więc
Jedwabne haleczki, szeleczki, bluzeczki
Śliczniutkie, malutkie, zgrabniutkie, milutkie
Koszuli wycięte, gorsetem przycięte
Koronki, batysty, dekolcik przejrzysty
Ażury, wstążeczki, tasiemki, wstaweczki
Szpileczki i główki, hafciki, sznurówki
Zatrzaski, haczyki, kokardki, zawiązki
Agrafki, podwiązki
Malutkie węzełki
Większe supełki
Jednym słowem śliczna
Sieć geograficzna
szyk upięta
gorsetem ściśnięte
rok 1918, tekst Tadeusz Żeromski , słowa Wacław Gajdzieński, śpiewał Tadeusz Sempoliński.

Jeśli mają Państwo ochotę pooglądać – proszę bardzo:


Takiej muzyki i takiej płyty będziemy słuchać, choć nie cała ona frywolna. Peter Meyers – producent płyty CBS obok XX- wiecznej aranżacji muzyki Ofenbacha zaproponował „Taniec szkieletów” Saint Saensa i „Ucznia Czarnoksieżnika” Ducasa. Jest to więc płyta, która przypomina Fin de siecle i jednocześnie go demonizuje. Ale – pora roku temu sprzyja pozostańmy w nastroju Paryża końca XIX wieku i tamtejszej podkasanej muzy. „Paryska wesołość” według motywów muzycznych Ofenbacha została wielokrotnie nagrywana. Wybrałem trzy okładki – najbardziej charakteryzujące epokę.


Zdawałoby się, że epoka Ofenbacha i w ogóle operetki jest już przeszłością, do której nikt już nie wraca. Mam nadzieję, że to spotkanie zmieni nieco Państwa nastawienie do „lekkiej muzy” a że operetka nie całkiem odeszła do lamusa udowadnia płyta, której
okładkę widzimy powyżej. To audioflskie wznowienie płyty z 1958, lub 1959 roku – znów dostępne za...170 zł.
Wojtek Padjas


Ottorino Respighi – powrót do renesansu
Ten włoski kompozytor początku XX wieku pozostał w naszej pamięci, jako twórca trzyczęściowego poematu symfonicznego „Trylogia Rzymska”, może jeszcze baletu opartego na tematach Rossiniego „La Boutique fantasque”.
A przecież był twórcą kilkunastu oper, baletów, poematów symfonicznych, koncertów. Ale tak już jest, że kompozytorzy często do historii przechodzą tylko kilkoma utworami. Z całą pewnością Respighi nie kojarzy się z utworami epoki renesansu, tymczasem sięgał po nie trzykrotnie – w latach 1916,1923 i 1931. Według mnie stanowią one miłą, wiosenną całość – aż szkoda, że rzadko wydawaną. My słuchamy nagrania z 1958 roku.

Płyta świetnego, chicagowskiego wydawnictwa Merkury, wydana została w kilka miesięcy po premierze stereofonicznej nacinarki do matryc płyt winylowych i dowodzi, że te wczesne nagrania mogą stanowić dzisiaj, czyli 60 lat później , wciąż wzór dla współczesnych studiów wyposażonych w dziesiątki mikrofonów, wielkie stoły mikserskie, nieskazitelnie nagrywające komputery.
Tymczasem Mercury za pomocą jednego mikrofonu potrafiło nagrać całą orkiestrę.


Płyta, mimo swoich 60-ciu lat zachowała się w idealnym stanie a Antal Dorati i Philharmonia Hungarica świetnie zagrali.
Wojtek Padjas


Polonica
W przypadku winylowych płyt pod tym określeniem rozumiem takie, które wydane były na Zachodzie a dotyczyły artystów, którzy tworzyli i mieszkali w Polsce. To pojęcie dzisiaj się zaciera, bo przecież żyjemy w świecie wielokulturowym a artyści mieszkają to tu, to tam i swobodnie koncertują i nagrywają płyty na całym świecie.
Inaczej było w czasach „żelaznej kurtyny” . Emigracja Adama Harasiewicza, tuż po jego wygranej w Konkursie Chopinowskim spowodowała, że został wymazany i zapomniany. Nie wolno było o nim pisać, nie wolno było prezentować jego wykonań. Pytanie zatem, czy jego box z kompletem Chopina wydany przez Philipsa zaliczyć do kategorii Polonica?


Tak przy okazji – odnoszę wrażenie, że tego, pierwszego wydania kompletu chopinowskiego zostało na świecie niewiele egzemplarzy, różni się od drugiego wydania tym, że w pierwszym portret Chopina to płaskorzeźba a w drugim fotografia.
Tak, czy inaczej – dyskusje o polonicach toczą się wśród melomanów i kolekcjonerów, więc ja tym razem nie wdając się w spory, co do granicy, kiedy nagranie zaliczyć do kategorii Polonica a kiedy nie – prezentuję płytę oczywistą.
Młoda, polska orkiestra kameralna z młodym dyrygentem zaproszona jest do Niemiec, by tam nagrać płytę. Jest rok 1984, środek stanu wojennego:


Nie było przypadkiem, że Wojciech Rajski ze swoją orkiestrą zostali zaproszeni do nagrania tej płyty. Dyrygent znany był już na Zachodzie, bo przez dwa lata pracował w Bonn.
Była to pierwsza, ale nie ostatnia nagrana na Zachodzie płyta Polskiej Orkiestry Kameralnej.
Aż do 1989 roku takie zaproszenia dla polskich zespołów i artystów miało nie tylko muzyczne wartości. Przecież płacono w dewizach a przelicznik dolarów na złotówki był wówczas oszałamiająco korzystny dla tych zza żelaznej kurtyny, więc nawet, jeśli zaproszenie dotyczyło niszowego wydawnictwa i niszowego repertuaru, nikt nie zastanawiał się, czy je przyjąć. Swoją drogą dodam, że ta płyta jest świetnie wykonana i nagrana, co mają Państwo okazję usłyszeć w programie.
Nie mogę się jednak oprzeć wspomnieniom i przytoczę znaną anegdotkę z tamtych czasów:
„- co to jest kwartet?
- To moskiewska Filharmonia po powrocie z tournée na Zachodzie”
Jeśli ktoś z państwa tej anegdotki nie rozumie, to dobrze, bo dotyczy świata, który – mam nadzieję – odszedł już bezpowrotnie.
Wojtek Padjas


Sonata księżycowa w różnych odmianach
Inspiracją do wsłuchania się – któryż to już raz – w (obok „Dla Elizy”) najpopularniejszy utwór Beethovena stała się interpretacja Murraya Perahii. Płyta wydana kilka miesięcy temu i wciąż dostępna. Przyznam, że dawno nie słyszałem tak pięknej interpretacji „Księżycowej” i tak doskonałego wykonania „Hammerklavier”.


W słuchaniu muzyki nigdy nie jesteśmy – na szczęście - obiektywni i dla mnie każda płyta, jaką nagrał Perahia jest świętem. Długo poszukiwany komplet koncertów Mozarta w jego wykonaniu dostarczył mi wielu wspaniałych przeżyć. Jak było tym razem? Równie świetnie, co sami Państwo mogą usłyszeć w programie. Dodam do znakomitej interpretacji muzycznej, równie wartościową warstwę realizacyjną. Ta płyta powinna stać się obowiązkowa w każdej winylowej kolekcji.
Skoro księżycowa – postanowiłem pójść jej tropem i przypomnieć kilka innych jej aranżacji – ot choćby jazzową wersję:

Ta płyta ukazała się w trzech formatach. W 1981 roku nagrana bezpośrednio na matrycę, czyli direct to disc, dwa lata późnej na CD i w 2003, jako wydanie audiofilskie. Widać z tego, że w pierwotnej realizacji, obok zapisu direct-to-disc musial być podpięty magnetofon, no bo skąd Jeton wziąłby materiał na dwa kolejne wydawnictwa.
Cofniemy się także do późnych lat 40-tych, by posłuchać dancingowej wersji:

jeszcze jazzowo ? Proszę bardzo


Na zakończenie spotkania wrócimy do ikonicznej wersji Sonaty Księżycowej – z tego kompletu Sonat. 11 płyt, to wiele wieczorów z Beethovenem i Guldą.

To muzyka, przy której możemy lewitować...od teraz w dosłownym tego znaczeniu, bo wymyślono lewitujący talerz gramofonu.

No cóż…..
Wojtek Padjas


Marimba
W Ameryce Północnej to niezwykle popularny instrument. Pan Krzysztof Wawer, od którego mam płytę z klasyką zagraną na tym instrumencie twierdzi, że za wycięcie puszczy amazońskiej w dużym stopniu odpowiedzialne są fabryki produkujące marimby. Od jej najprostszej wersji dzieci w przedszkolach uczą się grać pierwsze melodyjki, by potem kontynuować naukę w jednej z dziesiątków szkół muzycznych. Amerykanie do umuzykalnienia wciąż podchodzą z należną muzyce pasją a marimba jest tej pasji ważnym wyznacznikiem. Nieznana u nas prawie w ogóle, tak oto wygląda i brzmi.

Płyta, która wciąż znajduje się w pierwszej setce listy Billboard także u nas kompletnie nieznana:


I jeszcze jedno odkrycie - Brian Slawson - nominowany do nagrody Grammy jako odkrycie w kategorii „muzyka klasyczna”. „Bach On Wood” to jego płytowy debiut. Perkusiści, a takie studia w Julliard School kończył Slawson, nie należą do tych wymienianych członków klasycznych orkiestr. Zdaje się nam czasem, że ledwie parę razy walną w bęben, co nie jest oczywiście prawdą, stąd w biografii Slawsona pojawiają się nazwiska Leonarda Bernsteina i Aarona Coplanda. Nie odnalazłem informacji, jak była rola Slawsona w nagraniach reklam takich marek, jak American Express, Budweiser, Coca-Cola, McDonald's, Chevrolet i IBM. Za to łatwo odnaleźć którąś z kreskówek Warnera i wsłuchać się w głos buldoga – to także nasz bohater – marymbista Briana Slawson.

Miłego oglądania i słuchania
Wojtek Padjas


Woodrow Charles „Woody” Hermann
Klarnet, saksofon altowy i śpiew. Uważam, że słuchanie takich artystów, jak Woody Herman inaczej niż z czarnej płyty, odbiera tej muzyce całą jej magię i czar. Ja nawet lubię, kiedy płyty z tą muzyką czasem trzeszczą. Przepisane na cyfrowe wartości przypominają mi kobietę, której fotografia przeszła przez Photo Shop.

Czy wyobrażają sobie Państwo ten filmik w wersji pokolorowanej?. Choć przecież Woody Herman zmarł dopiero w 1987 roku i dożył zapisu cyfrowego, to jego muzyka ma swoje korzenie w amerykańskich orkiestrach tanecznych 30 lat XX wieku.
Choć tym razem posłużyłem się w programie pewnego rodzaju protezą, bo to podwójny album, wydany w latach 70-tych, stanowiący składankę nagrań orkiestry Woody Hermana z całego okresu jego kariery.

I mimo że to kolorowe zdjęcia a niektóre nagrania współczesne, wciąż uważam, że tylko z winyla.
Niestety przez ten album przeszło jakieś tornado i bezpowrotnie zniszczyło jedną z dwóch płyt albumu. Ale ja mam taką specjalną półeczkę z płytami, których żal wyrzucić a są kalekie. Uważam, że żyjemy w cywilizacji, w której chorych nie zrzuca się ze skały, co równie może dotyczyć płyt.


Więc zgrabnie położymy igłę poza tym uszczerbionym fragmentem i też będzie pięknie.
Wojtek Padjas


35 mm
Każdy z nas zna 35 mm taśmę filmową, no może prawie każdy, kto pamięta aparat fotograficzny sprzed epoki cyfrowej. Na wszelki wypadek przypominam:Używana była przez ponad 100 lat w kinematografii. Wyparł ją cyfrowy zapis. I nic dziwnego, skoro dla utrwalenia dwugodzinnego filmu trzeba było prawie 3 km taśmy. Nie liczę ile jej zużywano w czasie nakręcania filmu. Swoją drogą określenie „nakręcić film” dalej funkcjonuje a przecież dzisiaj w kamerze nic się nie kręci. 35 mm taśma powszechna była także w fotografii amatorskiej. W 1969 roku Enoch Light – kompozytor, dyrygent oraz inżynier dźwięku - postanowił użyć jej do zapisu dźwięku. Zastąpił powszechnie stosowaną taśmę ½ calową. Idea słuszna, ponieważ – najprościej rzecz ujmując – na szerszej taśmie można było zapisać więcej informacji, więc dźwięk był znacznie doskonalszy. W ten sposób jego własne wydawnictwo Command wyprodukowało kilkanaście tytułów, pakując jednocześnie płyty w podwójne okładki. Płyty zapisane na 35 mm taśmie są dość rzadkie, z tym większą przyjemnością prezentuję je Państwu:

O ile studyjny zapis na 35mm taśmie nie przyjął się, to podwójna okładka, jak najbardziej.
Wszakże nie upowszechniły ją płyty wydawnictwa Command, które do końca swojego dość krótkiego życia pozostało niszowe. Gatefold, czyli właśnie podwójne okładki stały się modne odkąd zespół The Beatles użył ich w swojej pierwszej, stereofonicznej płycie.:


Enoch Light, który jest bohaterem naszego spotkania był oczarowany techniką stereofoniczną i chętnie bawił się nią. Jego zabawy z dźwiękiem określono mianem ping-pong. Rzecz polegała na tym, że dźwięk raz słyszymy w lewym głośniku a raz w prawym...znowu w lewym i znów prawym.
Dzisiaj, kiedy stereo jest powszechne nikt już tak się nie bawi, tym chętniej prezentuję Państwu nagranie ping pong:


Wojtek Padjas


Bohaterem kolejnego spotkania z barokiem jest francuski trębacz Maurice Andre. Był niestrudzonym propagatorem muzyki baroku i bez żadnej wątpliwości bardzo przyczynił się do tego, że barok od polowy XX wieku stał się modny.
Wydał kilkaset płyt, nagrał na nie ponad 1700 utworów i co ciekawe jakość jego 50-letniej pracy nigdy – z powodu tej ilości - nie ucierpiała.
Jego pierwsze nagranie - to czasy płyt monofonicznych (rok 1950) a ostatnie, to technologia SACD (rok 2010). Dla naszego spotkania wybrałem płytę ze środkowego okresu twórczości Maurice Andre:

Udowadnia ta płyta, że dla Maurice Andre nie było przeszkód twórczych, stąd aranżował na trąbkę utwory skrzypcowe, wiolonczelowe, obojowe a także arie operowe.

Polecam nagrania tego artysty – radość z muzyki i radość grania – to także radość słuchania
Wojtek Padjas


Higiena osobista winylowych płyt
Nikomu z nas nie przyjdzie do głowy, by używać szarego mydła a włosy myć tym samym specyfikiem, co nogi. Środki do prania różnią się od siebie diametralnie – jedne do białego a drugie do wełny. Mamy osobny płyn do płytek w łazience i zupełnie inny do paneli… a płyty zdarzają się wciąż brudne i zaniedbane. Żyję w głębokim przekonaniu, że higiena gramofonu i płyt jest bezwzględną koniecznością. Kilka razy prosili mnie Państwo, bym napisał taki krotki przewodnik higieny płyt i gramofonu. Proszę bardzo -

Zacznijmy od samego gramofonu
Wyładowani elektrostatyczne. To te suche, nieregularne trzaski, to to niemiłe przyklejanie się maty do płyty i owo przyciąganie przez płytę włosków na ramieniu.
Tutaj kompleksowe działanie polega na następujących elementach:
1. Mycie płyty – wszelkie ładunki „utopią się” - nie trzeba nawet specjalnych środków antystatycznych, choć one pomocne. To mycie nie tylko pozbawia płyty ładunków, ale i dokładnie
czyści rowki.


2. Używanie maty elektostatycznej. Dotychczas był to produkt praktycznie niedostępny, ale rozwój specjalnej dziedziny nauki i przemysłu z symbolem ESD pozwolił na stworzenie antystatycznych mat, które odbierają lub rozpraszają ładunki.
Ramię i wkładka – tutaj także potrzebna codzienna higiena, do której należeć powinno:
1. okresowa kontrola nacisku za pomocą precyzyjnej wagi.
2. okresowa kontrola antyskatingu – gładka płyta
3. Czyszczenie igły – to zależne od tego, jak zakurzone mamy płyty i jak często ich słuchamy, ale pogorszenie własności sonicznych brudnej wkładki usłyszy każdy. Tutaj należy unikać mocnego alkoholu, ponieważ ten potrafi rozpuścić żel, na którym przyklejona jest igła. Dlatego powinniśmy stosować miksturę, która zawiera tyle alkoholu, by swobodnie wyparował oraz dobrze dobrany detergent, żeby pozbyć się tłustego nalotu. To proces, który powinniśmy przeprowadzać pod lupą.
6. Czyszczenie igły żelem – to świetny sposób na codzienną higienę igły. To o tyle dobry środek, że nie powoduje niebezpieczeństwa zniekształcenia igły.


Higiena płyt – wspomniałem o tym przy okazji wyładowań elektrostatycznych, ale dodam kilka istotnych elementów.
1. Okładki – czasem brudne, zaniedbane, z zapachem pleśni Trzeba je choć przemyć (spryskać) wodą z odrobiną detergentu tak, by nie zniszczyć druku. Lepiej przeprowadzić próbę na kawałku okładki,choć, jeśli płyta pokryta folią, lub lakierowana – woda z detergentem nie zaszkodzi.
2. Likwidacja starych naklejek – warto kupić taką suszarkę do ściągania starego lakieru (są w marketach budowlanych) , podgrzać niższą temperaturą miejsce z naklejką (oczywiście wcześniej wyjmując płytę) i za mniej więcej 20 sekund delikatnie zdjąć naklejkę z klejem. Absolutnie nie polecam żadnych środków w płynie ułatwiających zdejmowanie naklejek.
3. Mycie płyt – to bezwzględnie obowiązkowy zabieg a za absolutnie najskuteczniejsze uważam myjki ultradźwiękowe a odkąd pojawiły się rzemieślnicze myki, budowane na bazie gotowych wanien stosowanych w medycynie – ich cena stała się dostępna dla niemal każdego fana winyli.
Jeśli zastosujemy rozpuszczalny w wodzie specjalny koncentrat, to efekt przejdzie nasze oczekiwania .
4. Nowe wewnętrzne okładki – jeśli zastępują stare, zużyte, lub papierowe, to ich rodzaj nie ma kluczowego znaczenia. Natomiast, jeśli zależy nam na utrzymaniu płyt, które nie będą kumulować ładunków elektrostatycznych, to lepiej stosować te z certyfikatem ESD.


Tylko tyle i aż tyle, żeby cieszyć się muzyką bez trzasków.
Wojtek Padjas


7 kwietnia
Barok z nartami
Muzyka baroku, która jest niewyczerpanym i nieustającym motywem naszych spotkań jest zarazem bardzo wymagająca od sprzętu, na którym tej muzyki słuchamy. Wielokrotnie zarzekałem się, że nie jestem audiofilem, tylko melomanem, zauważam jednak pewną zmianę. Ona tak kroczek, po kroczku sączy się i to, na czym słucham muzyki stopniowo się zmienia. Zwracam uwagę na określenie stopniowo, bo to jest raczej etap strojenia całego systemu audio do tego, jakiej muzyki słucham przede wszystkim. Muzyka baroku, której, wraz z Państwem, słucham z przyjemnością to sporo bardzo szybkich dźwięków – szesnastki, to standard. Proszę zobaczyć płytę winylową w powieszeniu mikroskopu elektronowego:
https://thevinylfactory.com/news/incredible-photos-of-record-grooves-under-an-electronmicroscope/
Czy określenie tego, co dzieje się pomiędzy nagranym rowkiem płyty a igłą gramofonu można nazwać slalomem gigantem ? Oczywiście - w prawdziwym slalomie o ostatecznym wyniku decydować będzie jakość nart i właściwe ich nasmarowanie oraz jakość stoku a przypadku płyty winylowej o jakości odtwarzania muzyki decyduje idealna czystość rowka płyty oraz właściwości igły gramofonowej oraz jej szlif. Czym precyzyjniej pędzi przez ten slalom, czym szybciej i pewniej pokonuje zakręty, tym wierniej słychać muzykę. Doświadczyłem tego niedawno pozyskawszy od przemiłego Słowaka Ondreja niezwykłą, gramofonową wkładkę – oto ona –
ukazana „brzuchem do góry”


Bardzo precyzyjna igła, przytrzymywana cieniutką niteczką jest bezpośrednio połączona z cewką, co powoduje, że dźwięk jest znacznie bardziej precyzyjny, niż we wkładce robionej współcześnie.
Ta moja pochodzi z maleńkiej, brytyjskiej manufaktury, gdzie nadal ceni się precyzję ludzkich rąk i pasję do tworzenia czegoś, co ma swoją historię i tradycję – niemal, jak monarchia.
Ciekawostką jest, że jeśliby ta wkładka była już zużyta, to można ją wysłać pod ten sam adres w Londynie, gdzie została wyprodukowana wiele lat temu i tam, w dużej części ci sami ludzie, przywrócą jej blask, naprawią, co trzeba i znów zagra pełnią swoich umiejętności.
Z tego wszystkiego zupełnie zapomniałem o muzyce – a to przecież wszystko dla niej – więc proszę bardzo – oto „slalomowy stok” produkcji japońskiej z kultowego w Warszawie miejsca o nazwie Art Reco:


A dzisiejsze skojarzenia z nartami nie przypadkowe, bo nie tylko Kamil, ale i cała rodzina Stochów z Zębu narty wielbi – w tym także Mieczysław (Art Reco) , który pasję narciarską łączy z tą do winylowych płyt - szukając tych, które najpiękniej brzmią i prezentują najlepszą muzykę. Na razie doszedł do zbioru liczącego sporo ponad 30 tys i wciąż mu wielu nagrań brakuje – u Stochów oni wszyscy coś kolekcjonują a to płyty a to medale.
Wojtek Padjas


NIEDZIELA (wyjątkowo) 

1 kwietnia
Messa di Gloria – Msza radości. Wielkanocna niedziela jest dniem idealnym dla takiego muzyczno-duchowego przeżycia.
Mszy radosnych nie jest zbyt wiele – z tym określeniem znam tylko dwie – Pucciniego i Rossiniego. Dla mnie zupełnie niezwykła jest ta Rossiniego. Po raz pierwszy zarejestrowana na winylowej płycie w 1973 roku. Wydana raz jeden – i tej właśnie będziemy słuchać w nietypowym dla naszego programu dniu – to znaczy w w Wielkanocną niedzielę o 21.00

Kiedy wysłuchają Państwo tego nagrania – przekraczającego o kilkanaście minut ramy naszego, godzinnego spotkania, przyznają mi Państwo rację – to zupełnie wyjątkowa muzyka.
Po owym 1973 roku ta Msza wydana została jeszcze dwa razy.


Rok 1992 i


rok 2006
Obie wersje cyfrowe, więc (mimo wszystko) trochę poza moimi zainteresowaniami. Ale w poszukiwaniu informacji o nagraniu z 1973 roku natrafiłem na drugą mszę skomponowaną przez Rossiniego – kilkunastoletniego, początkującego kompozytora ; Messa di Ravenna. Nagrana raz jeden, przez polski Veriton. I proszę sobie wyobrazić, że znalazłem ją na jednym z portali aukcyjnych ledwie za 10 zł. Wysłuchałem z przyjemnością – i świadomością kolekcjonerskiej także wartości tego nagrania.


Wojtek Padjas


24 marca

Jazz jest naturalnie bliski zarówno muzyce filmowej, jak i klasycznej. Jakiś czas temu na jednym z internetowych forów odbyła się bardzo ciekawa i wielowątkowa dyskusja na temat klasyki granej jazzowo. W tych rozważaniach przewijały się głównie płyty Swingle Singers i Novi Singers a z kompozytorów przede wszystkim Bach. Zaiste, Bach to najbardziej jazzowy kompozytor wszech czasów. Szukałem więc innych, „jazzujących” kompozytorów i postanowiłem odnaleźć jazzującego Chopina. Moje pierwsze skojarzenie było oczywiste – świetna płyta „Chopin project” - Olafur Arnalds i Alicia Sara Ott. Prezentowałem ten album w naszym programie, ale znów go z wielką satysfakcją polecam.

Kompletnie inaczej Chopina potraktował holenderski kompozytor i pianista jazzowy Jan Huydts. Dla jego tria Chopin był inspiracją dla zagrania płyty lekkiej, rozrywkowej. Żadnych koturnów, żadnych wierzb płaczących, nawet marsz żałobny przypomina piosenkę Młynarskiego o „chłodzie rodzinnej kryptki”. Zatem namawiam na spotkanie przełamujące narodowe odczytanie Chopina.

Płytę wydało niszowa Omega International w 1974 roku.
A skoro poruszamy jazzowe klimaty, tak, by mieściły się w konwencji naszych programów i naszej stacji, to sięgnąłem po dopiero co wydaną płytę duetu braci Olesiów. Zauroczyło mnie ich odczytanie orientu, bo choć tytuł płyty Nadir – określa przeciwieństwo zenitu, to ja odczytuję tę płytę, właśnie jako poszukiwania muzyczne bliskie Indiom.


Czy klimatyczna okładka i czerwony winyl zgrywają się z muzyką na nim zaprezentowaną, to ocenią państwo sami w drugiej części programu i tutaj też:

Kontrabas i perkusja, taki duet stworzył pełen, nastrojowy i intrygujący świat. A że bracia bliźniacy – Marcin i Bartłomiej Oleś - przymierzają się do nagrania płyty odczytującej na nowo kompozycje Henryka Mikołaja Góreckiego, pewien jestem, że usłyszymy jeszcze ich muzykę w naszym programie a tytuł albumu „Górecki Ahed” jest nawiązaniem do wcześniejszego projektu braci – „Komeda Ahed.” więc i do Komedy sięgniemy na pewno.
Wojtek Padjas


17 marca 2018

Direct to disc, trudna i budząca wiele kontrowersji technika nagraniowa, która bardzo wymagająca od artystów, ma przynosić niedościgłe dla żadnej innej technologii, doznania.
I właśnie takiego nagrania, wydanego w kilkuset egzemplarzach słuchamy tym razem:

Z punktu widzenia melomanów, nie jest to jakieś wybitne nagranie, dla audiofili niesamowity kąsek.
Do nagraniowego studia wchodzi zespół i na znany wszystkim znak dyrygenta zespół zaczyna grać, ale w tym przypadku to nie wszystko, bo w tym samym momencie, technik kładzie igłę specjalnego gramofonu bezpośrednio na płytę z acetatu – czyli master. Przez całą jedną stronę płyty zespół nie może się pomylić „grając” nawet przerwy między utworami, bo pomiędzy mikrofonem nagrywającym a igłą nacinającą płytę nie ma żadnego pośrednika. Nie ma reżyserki, nie ma taśmy.
stąd i nazwa - „bezpośrednio na płytę” - direct-to-disc.
Płyta, której okładka powyżej trwa ledwie trzydzieści kilka minut, więc oczywiste, że szukałem kolejnej – i znalazłem:

Jeśli Państwo dobrze wsłuchacie się w te nagrania, dosłyszycie kilka kiksów solisty i potknięć orkiestry. Tak, jak w nagraniu na żywo – bo to zaiste, nagranie na żywo:


Trudne dla artystów, bo o ile drobne potknięcia na koncercie, który oglądamy, giną w powodzi świateł i szumu sali koncertowej to, kiedy słuchamy takiego nagrania z płyty, wszelkie niedoskonałości są bardzo słyszalne. Dlatego też artyści niechętnie godzą się na nagrywanie płyt koncertowych i może dlatego, że one tak rzadkie i prawdziwe, budzą pożądanie melomanów a w przypadku direct-to-disc także audiofili.
Wojtek Padjas


10.03.2018

Jane Glover, jedna z nielicznych kobiet dyrygentów, pewnie feministki kazałyby mi napisać dyrygentek, ale – mimo wszystko – forma żeńska zawodów zdecydowanie męskich jakoś mi nie odpowiada. Przyjęły się himalaistki, traktorzystki, dyrektorki (ale to raczej jako zarządzające przedszkolami, bo w korporacjach to już Pani Dyrektor), ale wciąż nie ma piekarek, nie przyjęła się ministra ani inżynierka. O tych zawodach piszę z okazji minionego właśnie Dnia Kobiet.
By godnie wszystkie Panie uczcić, postanowiłem zaprezentować jedną wciąż z nielicznych dyrygentek. Jane Glover, Brytyjka, która nie dość, że dyrygowała, to jeszcze stworzyła i prowadziła własny zespół – London Mozart Players. Jej dorobek płytowy nie jest imponujący – ledwie kilkanaście płyt, ale swoje zawodowe życie podzieliła między muzykę i zarządzanie, była bowiem przez 10 lat jednym z dyrektorów w BBC.


Płyty, jakie nagrała, ograniczają się do repertuaru klasycystycznego (Mozart i Haydn) z lekką domieszką romantyzmu (Brahms) i baroku (Handel i Cavalli). 1/3 jej dorobku płytowego to symfonie Haydna. Jedna z nich, nagrana w 1989 roku, zawiera trzy symfonie tego kompozytora.
Wydawcą większości płyt, których dyrygentem była Jane Glover, była niezależna, niewielka wytwórnia płytowa ASV, która działa samodzielnie ledwie 20 lat i nie oparła się globalizacji.
Najpierw kupiona przez Sanctuary, który sam nie obronił się przed wykupieniem go przez Universal. Niewątpliwą ciekawostką jest fakt, że płyta z symfoniami Haydna została wydana równolegle na trzech nośnikach (winyl, kaseta, CD). Ciekawe byłoby posiadanie wszystkich trzech i ich analityczny odsłuch...który nic by nie dał, bo i tak zwolennicy poszczególnych formatów uznaliby ten „swój” za najlepszy.


Ja wybrałbym wersję winylową, nawet bez słuchania pozostałych.


3.03.2018

Tym razem koncerty na trzy fortepiany w interpretacji rodziny Casadeus – Robert i Gaby oraz ich syn Jean. Do tego filadelfijska orkiestra pod dyr. Eugene Ormandy`ego dostarczą wspaniałych wrażeń:


Ale, żeby te muzyczne wrażenia były rzeczywiście niezapomniane, to pamiętać musimy, że gramofon jest wrażliwym i niełatwym do prowadzenia urządzeniem, zwłaszcza dla tych wszystkich, którzy przyzwyczaili się do urządzeń zawsze gotowych do użytku.
Zacznijmy od igły – zawsze powinna być czysta. To, okazuje się, dość często zaniedbywana czynność a absolutnie konieczna. Zapytają państwo, dlaczego kiedyś to nie było tak ważne ? Bo nacisk igły na płytę był większy (6 gramów) niż dzisiaj (1,7 grama), więc owa igła przebijała się przez nagromadzony na niej brud. A że płyty podlegają prawom elektrostatyki, to wszystko, co pokazują w TV w kwestii zanieczyszczenia powietrza, wcześniej, czy później ląduje na płycie, którą też czyścić trzeba. Taki oto pędzelek będzie idealny:


Drugim ważnym przyrządem, jaki powinniśmy mieć do prawidłowego ustawienia gramofonu, to mała, precyzyjna waga. Taka choćby, jak ta:

trzecie, równie ważne urządzenie, to taki przymiar, pozwalający ustawić prawidłowo gramofonową wkładkę. Taki choćby, jak ten

i wreszcie specjalna, gładka płyta do ustawiania antyskatingu:


Wszystkie produkty są dość łatwodostępne, ich sumaryczny koszt nie powinien przekroczyć 100 zł
a dobrze ustawiony gramofon odwdzięczy się pięknie brzmiącą muzyką.
Wojtek Padjas


24.02.2018

Zacznę tym razem nie od winylowej płyty a od taśmy magnetofonowej. Dla wielu melomanów i kolekcjonerów wielką wartością są nagrania z lat 50-tych. W zdecydowanej większości były to nagrania monofoniczne, bowiem urządzenie do nacinania płyt stereo trafiło do tłoczni od połowy 1958. Wielu wydawców, którzy później sięgali po historyczne nagrania mono starało się je dostosować do współczesnych oczekiwań melomanów i czynili różne zabiegi, żeby takie nagranie miało walory stereofoniczne. Stosowano zatem różne sztuczne zabiegi ustereofoniczniające te nagrania i dodam od razu, że nie były to próby udane. Tak uczyniono kiedyś z nagraniami Beatelsów, u nas Niemena, w muzyce klasycznej takim zabiegom poddano wiele nagrań i one ukazały się ze znaczkiem „synchro stereo”.
Ale studia nagraniowe wcześniej, niż w 1958 roku gotowe były do realizacji nagrań stereo.
Dokonywano ich przede wszystkim eksperymentalnie oraz dla bardzo wąskiego grona odbiorców taśm magnetofonowych. Tak też stało się w przypadku tego oto nagrania:

Columbia (już pod skrzydłami EMI) wróciła do tego nagrania w połowie lat 70-tych i wydała je na płycie stereo:A skoro wspomniałem o taśmach magnetofonowych, to wydarzyła się ciekawa rzecz, otóż od mniej więcej dwóch lat branża audio przeżywa powrót mody na słuchanie muzyki z taśm magnetofonowych. Zwolennicy tej techniki uważają, że nic tak doskonale nie reprodukuje muzyki, jak właśnie taśma magnetofonowa. Kilka firm szykuje się do tego, by znów produkować magnetofony, bowiem współcześnie nagrane taśmy już znalazły się w obiegu. Na razie są bardzo drogie – ich ceny sięgają tysiąca zł, ale magnetofony, choćby i z jedną taśmą stanowią coraz częściej wyposażenie audiofilskich pokoi.


17.02.2018

Nagrania Eugene Ormandy`ego cieszą się zasłużoną sławą nie tylko wśród melomanów, ale także wśród kolekcjonerów i audiofilów, bowiem brzmienie płyt, jakie nagrywał jest rzeczywiście świetne. Należał do tego grona artystów, którzy zwracali wielką uwagę na to, jak będzie brzmiała muzyka na płycie. Od początku swojej kariery wierny był jednej wytwórni – Columbii.
Miał nieograniczone możliwości eksperymentowania z dźwiękiem, także poprzez inny, niż tradycyjny, układ orkiestry do nagrań. Zostało to nawet opisane na jednej z jego płyt.


Kiedy przyjrzymy się układowi orkiestry w tym nagraniu to widać, że zmiany są zaiste rewolucyjne. Efekt na pewno wart poznania. Ormandy ulubił orkiestrowe aranżacje utworów Bacha, więc i my podążymy tym śladem.


Płyta wydana w 1960 roku, przez Columbię, oczywiście. Policzyłem, że Ormandy nagrał orkiestrowo Bacha aż sześć razy – pierwszy w 1949 roku.


I ostatni w 1977 roku


Ormandy był wierny nie tylko jednej wytwórni, także jednej orkiestrze, którą prowadził nieprzerwanie przez 44 lata. W dzisiejszych czasach taka lojalność pewnie ani nie byłaby możliwa a i za śmieszność zostałaby uznana.
A szkoda.


10.02.2018

Kolejne koncerty Wyntona Marsalisa w Polsce nakłaniają do prezentacji jego muzyki. Tym razem jest to płyta, która zgrabnie łączy wszystkie gatunki muzyczne. Jest i klasyka i folk i amerykańska muzyka popularna i jazz. To wszystko, co grają prawdziwie amerykańskie orkiestry dęte. A z najlepszą zagrał właśnie Wynton Marsalis

Płytę wydał amerykański CBS w 1987 roku.
Na filmie troszkę inny zespół, troszkę młodszy Marsalis, ale to właśnie ten utwór otwiera płytę

Zainteresowanym prezentuję cały program płyty

Variations Sur "Le Carnaval De Venise" Jean Arban
The Debutante (Caprice Brillant) Herbert Clarke
Believe Me, If All Those Endearing Young Charms Trad
Grand Russian Fantasia Jules levy
Moto Perpetuo, Op. 11 Paganini
'Tis The Last Rose Of Summer Trad
"The Flight Of The Bumblebee" (From Tsar Saltan) Rimsky-Korsakow
Napoli - Variations On A Neapolitan Song Frank Simon
Fantaisie Brillante Jean Arban
Sometimes I Feel Like A Motherless Child Trad
Valse Brillante ("Sounds From The Hudson") Herbert Clarke
Variations Sur "Le Carnaval De Venise" Jean Arban
The Debutante (Caprice Brillant) Herbert Clarke
Believe Me, If All Those Endearing Young Charms Trad
Grand Russian Fantasia Jules levy
Moto Perpetuo, Op. 11 Paganini
'Tis The Last Rose Of Summer Trad
"The Flight Of The Bumblebee" (From Tsar Saltan) Rimsky-Korsakow
Napoli - Variations On A Neapolitan Song Frank Simon
Fantaisie Brillante Jean Arban
Sometimes I Feel Like A Motherless Child Trad
Valse Brillante ("Sounds From The Hudson") Herbert Clarke


27.01.2018

Rocznica urodzin Mozarta, choć nie jest okrągła, bo 261 – sza, skłoniła naszą stację do świętowania. „Muzyka spod igły” nie mogła pozostać na tę okazję obojętna i postanowiła sięgnąć do półeczki z literą M. Ona (ta półeczka) należy do najobszerniejszych i walczy o swoja dominację z Bachem i Beethovenem. Nie zawsze ilość jest godna jakości, ale nie dotyczy to ani Mozarta ani Bacha ani Beethovena.
Wybór płyty z Mozartem wcale nie jest prosty. Czasem warto zdać się na los szczęścia, czyli wedle dzisiejszych reguł wyboru „na los szczęścia”. Tym razem trafiło świetnie

Państwo widzą lekkie przetarcie okładki, ono niestety jest immanentnie związane z amerykańskimi płytami. Te, nie dość, że mają tendencję do przecierania, to jeszcze lubią się rozdzierać (nie muzycznie) na górnej i dolnej krawędzi. Jest to spowodowane faktem, że były drukowane na bardzo grubej tekturze i ta właśnie, po latach, lubi się podrzeć (nie muzycznie). Ale czy to w czymś przeszkadza, skoro można to skleić a dźwiękowo – nie ukrywam – lubię amerykańskie tłoczenia.
To ma jeszcze jeden walor – brzmieniowo opracowany w systemie 360` Stereo, co gwarantuję świetne doznania dźwiękowe, czego zawsze Państwu życzę…
Wojtek Padjas


20.01.2018

„Muzyka na wodzie” Jerzego Fryderyka Handla należy bez żadnej wątpliwości do pierwszej dziesiątki przebojów muzyki klasycznej, choć nie ukrywajmy, tylko niektóre suity z tej kompozycji znajdują się na tej liście.

Ta szczególnie:

Ale tak już bywa z przebojami, że zostają nimi ledwie niektóre utwory z jakiejś płyty. W przypadku „Muzyki na wodzie” mamy jeszcze jedną zawiłość. Otóż bardzo rzadko prezentowana jest cała kompozycja, trwająca ponad 50 minut, najczęściej okrojona jest do jednej strony płyty, czyli 25 minut, a to dlatego, by na drugiej stronie pomieścić podobną w charakterze „Muzykę ogni sztucznych”. W przypadku naszego spotkania zaprezentujemy całą, składającą się z 25-ciu suit kompozycję:

Prezentuję to wykonanie z kilku powodów, z których jednym jest rzadko nagrywający a świetny dyrygent Jean Claude Malgoire. Drugim powodem jest fakt, że to cała kompozycja, trzecim, świetna jakość nagrania (choć purystów może rozczarować, że cyfrowe).

Przy okazji pragnę wyjaśnić pisownię nazwiska Jerzego Fryderyka – ja piszę Handel, oryginalnie powinno się je pisać z A umlaut (z przegłosem) . Spotykam się także z literacją Haendel. Wybrałem tę formę Handel, bo statystycznie z nią się spotykam najczęściej…
...zresztą nie jest to kwestia, o którą warto kruszyć kopie, prawda?
Miłego słuchania
Wojtek Padjas


13.01.2018

Ubiegły rok przyniósł sporo interesujących płyt z muzyką klasyczną. Wiele z nich to reedycje nagrań już historycznych. Nie ukrywam sceptycyzmu wobec wielu z nich a to z powodu ich współczesnego przygotowania z cyfrowych plików, które nie zawsze tworzone są z myślą o winylowym nośniku. Zresztą zawsze wolę oryginał od świetnej nawet kopii. Inaczej z płytami zawierającymi nagrania współcześnie realizowane. Te coraz częściej przygotowane są z wielką starannością. Dotyczy to częściej małych audiofilskich wytwórni, ale i wśród nagrań Wielkiej Trójki, czyli Universalu, Sony`ego i Warnera coraz częściej pojawiają się winylowe nagrania wybitnej jakości.
Jedno z prezentowanych w tym spotkaniu jest więcej niż wybitne:


Anna Sophie Mutter bardzo dba o to, żeby jej nagrania były na najwyższym poziomie, stąd wydawca skorzystał przy realizacji z wyjątkowego, na skalę światową, studia nagraniowego.
Zainteresowanych odsyłam do tego miejsca:
https://www.emil-berliner-studios.com/en/vinyl.html
Z tego, godnego polecenia dwupłytowego albumu, prezentuję tytułowy kwintet „Pstrąg”.
Drugi, także dwupłytowy album, którego słucham z przyjemnością, został także wydany przez Deutsche Grammophon i należy do lekkiego repertuaru, co sugeruje nawet jego okładka:


Brunetka po lewej stronie to Cecilia Bartoli mezzosopranistka a blondynka z prawej strony to argentyńska wiolonczelistka Sol Gabetta. Panie postanowiły przybliżyć nam lekkie i miłe w odbiorze arie barokowe w aranżacji - śpiew i wiolonczela. Przyznam, że efekt zaskakujący, zresztą proszę posłuchać:

Do programu wybrałem jednak, trochę przekornie, koncert wiolonczelowy Boccheriniego D-dur, bowiem dolce duello obu Pań wypełnia trzy strony podwójnego albumu, zaś nieco po macoszemu potraktowany (bo nie zapowiedziany na okładce) koncert jest rzadko dość nagrywany i świetnie wykonany przez sygnowany nazwiskiem Gabetta zespół. Kieruje nim brat Sol – Andres.
Oba albumy dostępne w sklepach muzycznych w cenie absolutnie akceptowalnej.
Wojtek Padjas


6 stycznia 2018
Z symfonii Haydna można stworzyć niemal setkę programów a w razie braków programy można uzupełnić o koncerty fortepianowe. Twórcza płodność tego kompozytora, dyrygenta i zarządcy kapeli była zawodowym obowiązkiem, ponieważ inaczej książęta Esterhazy przestaliby wypłacać wynagrodzenie. Haydn należał więc do gatunku kompozytorów zawodowych, którzy tworzyli zgodnie z zapotrzebowaniem rynku. Nie należał zatem do tych, którzy tworzyli w bólu i męce. Po prostu raz na dwa tygodnie urządzał koncert z nowymi kompozycjami. Nie był wszak jedynym zawodowym kompozytorem, wymieńmy tutaj, tylko dla przykładu, całą rodzinę Bachów, Handla czy Verdiego.

Specyfiką symfonii Haydna, których napisał 108 jest to, że da się z przyjemnością słuchać ich wszystkich, choć za najlepsze uchodzą późniejsze – paryskie i londyńskie. Antal Dorati należy do tych nielicznych bardzo dyrygentów, którzy zdecydowali się nagrać cały komplet symfonii Haydna a uczynił to z Filharmonią Węgierską w 1972 roku. Te 12 boxów jest częścią monumentalnego wydania Haydn Edition. Zebranie całości na winylowych płytach wydaje się dzisiaj niemal niemożliwe, za to można kupić komplet 150 płyt CD.


Do pierwszego po Nowym Roku spotkania wybrałem dwie symfonie Haydna dyrygowane przez Doratiego, ale 8 lat wcześniej, w Stanach Zjednoczonych. Cóż to za doskonałe nagranie ! Wydane przez Merkury w prestiżowym cyklu Living Presence. Ta wytwórnia należała do ścisłej czołówki wydawnictw audiofilskich i to jeszcze w czasach monofonicznych. Udało mi się odnaleźć historię tej wytwórni, więc zapraszam do lektury.
http://www.speakerscornerrecords.com/news/details/4/mercury-living-presence-the-history
A płyta, jaką prezentuję zawiera dwie Symfonie

Ta płyta była kiedyś własnością amerykańskiej rozgłośni radiowej i należała do bardzo cenionej przeze mnie kategorii Not For Sale, co nie jest wyrazem snobizmu (no może trochę) ale przekonania, że to egzemplarze z początku tłoczenia, co zawsze pozytywnie wpływa na jakość.


A gdyby ktoś z Państwa wiedział, jaka rozgłośnia była wcześniej właścicielem tej płyty, będę wdzięczny za informację


Wojtek Padjas


Świąteczno-Noworoczne programy, to zawsze duże wyzwanie dla każdego dziennikarza, bo z jednej strony Państwo oczekują oczywistości a z drugiej, bywa, na nią narzekają. Ale, pytam całkiem poważnie, czy wyobrażamy sobie święta, jeśliby w radiu nie było programu o zwyczajach świątecznych różnych narodów, a w telewizji nie byłoby reklam z saniami i szczęśliwą rodziną ?.
Tak samo z muzyką, choć nie ukrywajmy, ona się bardzo zmieniła. Jakoś nam przed Wigilią niezręcznie słuchać prawdziwych kolęd, po polsku śpiewanych, przez Mazowsze, albo Śląsk. Za to przywykliśmy i nie ukrywajmy, polubiliśmy amerykańskie piosenki świąteczne i polskie, które wpisują się w ten klimat. Nasze spotkania od tego nie odbiegają, tym razem – w spotkaniu 16 grudnia - bardzo amerykańska płyta orkiestry Mantovaniego:


Amerykańskie wydanie,w środku już nawet napisany tekst okazjonalny, by nie trzeba było wysilać się z własnymi życzeniami. Tak myślę, że trochę z takimi płytami świątecznymi, jako prezentem pod choinkę kłopot, bo kiedy je dostaniemy są już co najmniej w połowie zdezaktualizowane i musimy czekać z jej słuchaniem do następnego roku. Dlatego też w ramach naszego, radiowego cyklu prezentowego, zaproponowałem płyty, których z przyjemnością posłuchamy już po świętach.
http://www.rmfclassic.pl/radio/strony,poradnikPrezentowy.html

Druga płyta, którą prezentuję w cyklu programów świątecznych, w przeddzień Wigilii, ma zupełnie inny charakter, należy bezwzględnie do wybitnych osiągnięć muzycznych, niczego nie ujmując z klimatu Świąt.


To jedyna płyta świąteczna legendarnego zespołu śpiewającego, czy lepiej powiedzieć nucącego muzykę z pogranicza klasyki i jazzu.

Program 23 grudnia zawiera także na jego końcu, nieco przed 22-gą specjalne życzenia.
Zastanawiałem się, że i w tym miejscu powinna znaleźć się jakaś refleksyjka…. Tej muzyki, której okładkę za chwileczkę Państwo zobaczą nie będę prezentował na antenie. Nie ma wybitnych walorów muzycznych, ani realizacyjny , więc po co ona... Bo dla mnie ma ona wyraz szczególny. Jest tęsknotą za Starym Krajem, w którym ledwie pisać umieliśmy. Teraz już bardzo amerykańscy, nawet płytę ze swoją Christmas Music mamy. Może kiedyś w tej dawnej Ojczyźnie dorobią się gramophon i będą mogli our Society posłuchać.



Wojtek Padjas


Ile trzeba mieć wcześniej płyt, żeby skusić się na 8 symfonii Williama Boyce, mało popularnego angielskiego kompozytora epoki wczesnego klasycyzmu. Dużo, chyba, że zbieramy płyty z St Martin in the Fields, to wówczas może to być jeden z podstawowych zakupów. Ale, nawet, jeśli zbieramy nagrania brytyjskiej orkiestry z Pól św Marcina, to kolekcjonowanie nagrań konkretnego zespołu też też nie będzie naszym pierwszym wyborem. Wcześniej warto poznać, choćby te najważniejsze zespoły.

Sympatyczny, facebookowy znajomy Piotr zadał na swoim, w gruncie rzeczy technicznym fanpage, takie oto pytanie - ile razy możemy słuchać tego samego utworu. Odpowiedzi były różne, ale nie przekraczały kilkunastu, z tym, że to były najczęściej odpowiedzi dotyczące muzyki rockowej i jazzu. W przypadku klasyki jest kompletnie inaczej. Jeśli mam 24 wykonania 27 koncertu Mozarta, oznacza to, by tego utworu wysłuchać jeden raz w każdym wykonaniu, to słucham go 24 razy a niektóre powtarzam regularnie. Ale znów, zbieranie różnych wykonań jednego utworu, to kolejny etap zbieractwa, nie pierwszy. Od czego więc ZACZĄĆ zbieranie klasyki – to pytanie słyszę często i od razu odpowiem, nie ma na to jednoznacznej recepty. Nie uważam, żeby zaczynać od tej właśnie płyty...


...bo chociaż muzyka lekka i przyjemna, to próbujmy jednak od rzeczy bardziej oczywistych.
A ile tych oczywistości ? Najskromniejszy wybór, jakiego udało mi się dokonać liczył 35 pozycji a i tak było to ograniczanie się na każdym kroku. A jaką największą kolekcję miałem przyjemność współtworzyć ? Zaczynała się od kilku wykonań koncertów brandenburskich Bacha, ale szybko z Panem Robertem (pozdrawiam Go) doszliśmy do wniosku, że docelowo to będzie kilkaset płyt.
Uważam, że doszliśmy wspólnie do 2 tysięcy...a potem Pan Robert zaczął kroczyć swoją własną drogą, podsyłając mi, co ciekawsze odnalezione przez niego nagrania. Współtworzenie kolekcji klasyki na winylowych płytach jest jedną z moich przyjemności a potem satysfakcji z zadowolonego melomana, który przy okazji staje się wiernym słuchaczem Muzyki spod igły, więc jeśli wola po Państwa stronie – zapraszam
wojtek@padjas.pl


Nowe płyty winylowe, to temat, który jest przedmiotem nieustających sporów i dyskusji. Toczą się one na wszelakiej maści forach dyskusyjnych i tych, w których gromadzą się audiofile i tych, które jednoczą melomanów. Każdorazowa sprzedaż płyt winylowych w sklepach z ziemniakami i pieczywem tę dyskusję wznawia. Przy okazji tego programu (W nim cudownie grający na wiolonczeli Yo Yo Ma)...


...może warto nieco uporządkować tę dyskusję. Zacznę od tego, że w złotych czasach winyli, czyli w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku wcale winylowe płyty nie były takie same. Podobnie, jak dzisiaj, istniały serie a nawet labele budżetowe, były wytwórnie wydające płyty w nakładach sięgających setek tysięcy egzemplarzy i były też prestiżowe, niskonakładowe, 180 gramowe, kilkukrotnie droższe od tych masowych. I dzisiaj – w przypadku nowych - mamy płyty, które kosztują po kilkaset złotych i tanie, po kilkadziesiąt.

Oto przykład bardzo drogiej:


jej cena nie jest niższa niż 500 zł.

Są płyty bardzo dobrej jakości i w bardzo rozsądnych cenach:

Ta kosztuje 85 zł.

I wreszcie są płyty tanie:

jej cena nieco poniżej 50 zł.

Moim zdaniem, podobnie, jak 40 lat temu cena, z reguły odzwierciedla jakość. Faktem jest, że pojawiły się na rynku winylowe płyty, których materiałem wyjściowym są pliki MP3, więc prawdziwie analogowych przeżyć nie możemy się spodziewać. Czy takie płyty, jak twierdzi część purystów winylowych, są przestępstwem ? A jeśli ktoś ma gramofon za 500 zł, do tego resztę za 1500 zł i chce mieć tę radość ze słuchania muzyki z czarnego krążka, czy ma wydać na jedną płytę 500 zł, czy za tę kwotę kupić aż 10 winyli, skoro jego sprzęt nie jest w stanie odzwierciedlić tego, co zostało nagrane na płycie za 500 zł. Proszę, odpowiedzcie sobie Państwo sami na to pytanie.

A jak się ma do tego wszystkiego nasz bohater, czyli Yo Yo Ma z Music On Vinyl? Czy, jak mówią jedni, to płyta oszust, bo przecież z cyfrowej matrycy, czy to produkt przyzwoity, jak twierdzą drudzy. Mnie się to nagranie podoba, wciąż zresztą uważam, że muzyka jest najważniejsza. A przy okazji zapraszam na wycieczkę, po winylowej fabryce, z której dzisiejsza płyta pochodzi

http://theaudiophileman.com/music-vinyl-prolific-vinyl-reissue-label-world/
Wojtek Padjas


Jak tylko usłyszałem Chan Chan - a było to w okolicach winylowych stoisk na warszawskim audioshow - wiedziałem! To będzie mój album. Okazało się, że sprzedawca miał nawet kilkanaście egzemplarzy, nieco zewnętrznie przygiętych, ale dźwiękowo doskonałych. Cena zachęcała, więc obejrzałem starannie, czy to nie jakiś pirat – i kupiłem.To album legenda. Nagrany został w 1997 roku przez siedem dni w studiu EGREM w Hawanie. Wydawcą była mała, niezależna wytwórnia World Circuit Records. Stał się światowym fenomenem, sprzedając się w ponad ośmiu milionach egzemplarzy i przyczyniając się do wprowadzenia w świat bogatego muzycznego dziedzictwa Kuby i przedrewolucyjnej przeszłości.
Teraz, prawie dwie dekady później, World Circuit Records wznowiło album na winylu jako double-LP. Materiał został przygotowany z oryginalnych analogowych półcalowych taśm i zremasterowany przez Berniego Grundmana - inżyniera oryginalnego wydania . "Od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem to nagranie, byłem pod wrażeniem tego, jak to naturalnie brzmi, tak, jakby muzycy siedzieli obok Ciebie w pokoju - opowiadał Bernie Grundman. "W masteringu, aby zachować ten charakterystyczny dźwięk taśmy, starałem się używać bardzo mało przetwarzania i upewniłem się, że ścieżka sygnału zawiera absolutnie minimalną ilość elektroniki. Nagrywanie takiego materiału nie zdarza się zbyt często, a kiedy to się dzieje, praca to prawdziwa przyjemność. "
I z taką samą przyjemnością prezentuję Państwu ten album i proszę zobaczyć oraz posłuchać, tego, co jest w muzyce prawdziwe.

Wojtek Padjas


Dwie niezwykłe postaci wypełniają to spotkanie z winylowymi płytami. Obie postaci genialne i skrajnie różne. Zaczynamy od Arturo Benedetto Michelangeli`ego, wielkiego pianisty pierwszej połowy XX wieku, który jednak pozostawił po sobie mikroskopijną ilość nagrań. Nagrywał i występował niechętnie, stąd zebranie jego dyskografii wydaje się z pozoru łatwe, bo to ledwie kilkanaście pozycji ale trudne zarazem, bo jego nagranie nie pojawiają się zbyt często na giełdach płytowych. Za szczególnie cenną uważam płytę, jaką Polskie Nagrania wydały dopiero w 1981 roku a jest to nagranie „na żywo” recitalu z Warszawy z 1955 roku.

W programie słuchamy dwóch koncertów Haydna:


W drugiej części spotkania przypomnę gwiazdę o 10 lat starszą od Michelangeli`ego - Marię Callas. Muzyczna osobowość, która uwielbiała swoją publiczność a i ona oddawała Divie należną jej cześć.
Faktem jest jednak, że niezbyt chętnie nagrywała w studiu, ale to, co nagrała pozostawia słuchacza w osłupieniu. W przypadku tej płyty także z powodu fenomenalnego remasteringu, dokonanego – podobnie, jak samo nagranie – w Abbey Road Studio.

W programie tylko przedsmak tej, wydanej dopiero co, nakładem Warner Classic, płyty.
Zresztą ten rok łaskawy dla dorobku Marii Callas, bo tenże Warner Classic wydał komplet jej nagrań. Na CD oczywiście, bo to ogromne przedsięwzięcie, ale tak wspaniała artystka brzmi równie wspaniale w technologii 01, jak na prawdziwym analogu. Proszę zresztą zachwycić się tym niezwykłym wydaniem
https://www.maria-callas.com/
A z wydarzeń związanych z analogowym światem Marii Callas zapowiadam i czekam z niecierpliwością na kolejną płytę, zapowiedzianą na luty 2018


Raz jeszcze zapraszam na warszawskie wydarzenie z udziałem Muzyki spod igły i RMF Classic
#muzykajestnajważniejsza
Wojtek Padjas


To nasze spotkanie odbywa się 11 listopada, w Święto, które jest świętem patriotyzmu, tego, który jest przez Polaków szczególnie ulubiony – narodowego, powstańczego, pokazującego, skąd czerwień na naszej fladze.
Muzycznie, to też wieczór oczywisty – Fryderyk Chopin i I Koncert fortepianowy. Od razu rodzi się pytanie, czy mógłby być jakikolwiek inny repertuar?
Tak na chybił – trafił
Ogiński ? Jednym polonezem nie wypełnimy całego programu, by nie wspomnieć, że to Targowiczan i senator rosyjski
Moniuszko ? Straszny Dwór kojarzy się natychmiast z polityką współczesną a tego unikamy, Halka z nieślubnym dzieckiem Panicza nijak się ma do narodowego święta.
Współcześni ? Zbyt blisko nas i zaraz byłoby dlaczego ten a nie ów, czy on popiera(ł) właściwy nurt patriotyczny...
i tak dalej i tak dalej...więc Chopin nam został.
Wybór wykonania – ten, proszę już uznać wyłącznie za artystyczny. Emigrant Artur Rubinstein i emigrant Stanisław Skrowaczewski zagrali ten koncert z orkiestrą symfoniczną z Londynu w studiu Abbey Road. Dlaczego tak ? A czy Chopin emigrantem nie był?


Korzystam z okazji, by zaprosić Państwa – obecnych na warszawskim Audioshow – by zarezerwowali sobie czas po to, by przekonać się, że #muzykajestnajważniejsza.


Wojtek Padjas


Składanka, to taki specyficzny rodzaj płyt, które mają zachęcać do poznania prezentowanej muzyki już w całości. Tak na dobrą sprawę RMF Classic jest taką składanką stacją, bo prezentujemy tylko fragmenty kompozycji. Zarówno twórcy takich płyt, jak i ci, którzy moderują program naszej stacji wierzą, że to świetny wstęp do wejścia głębiej w świat muzyki.
I oto przyszła ta chwila, kiedy i ja postanowiłem zaprezentować składankowa płytę. Sięgam oczywiście do najlepszego repertuaru i doskonałych wykonawców. A i jakość tłoczenia Philipsa
godna.
Takie płyty bowiem, wcale nie muszą być gorsze od pełnych wydań...choć bywają gorsze, anonimowe, słabo nagrane i nie lepiej zagrane.
Ale nie u nas!


Zawsze mnie ciekawi, jakiego klucza użył producent takiej płyty, by zachęcić do jej kupna i potem słuchania. Jak widać (i słychać) kluczem tego wyboru są tańce a to wyjątkowo miły i
niezobowiązujący program.
Ta płyta przez radiowy program wędruje z moich domowych zbiorów do vinylspot.pl. Mam nadzieję, że radiowe spotkanie będzie dla kogoś z Państwa zachętą do wejścia w świat klasyki.
Wojtek Padjas


Salvatore Accardo uznawany jest za najwybitniejszego interpretatora muzyki Paganiniego. Krytycy muzyczni zachwycają się zarówno jego niezwykłą biegłością techniczną, jak wyjątkowym brzmieniem jego skrzypiec. Bo to nie byle jakie instrumenty. Accardo jest posiadaczem aż trzech instrumentów Stradivariusa. Słyszę, co prawda, że dzisiaj studenci 3 roku Wyższej Szkoły Muzycznej potrafią zagrać Paganiniego, wierzę w to, bo rzeczywiście z podziwem patrzę, jak współcześni instrumentaliści potrafią szybko grać, ale szybkość, to przecież nie wszystko.
W 1975 roku Accardo nagrał trzypłytowy album z kompletem koncertów Vivaldiego - „Il Favorito”

Jedna z tych płyt ukazała się osobno, w serii Philipsa Excellence. Wedle współczesnych kryteriów określilibyśmy ją mianem audiofilska.


Tej właśnie płyty słuchamy w programie i o właściwościach małego palca lewej ręki rozmawiamy.
Bo to ten właśnie mały palec Salvatore Accardo sprawia, że jego gra jest tak niezwykła.
Oto dwie płyty z jego interpretacjami Paganiniego.



Na tę powyżej zwracam szczególną uwagę, bo to wybitne dokonanie realizacyjne. Na winylu dostępne także.
Wspomniałem, że Accardo gra na trzech instrumentach Stradivariusa. Nagrał płytę, której celem nie był zachwyt nad muzyką, ale brzmieniem Guarnieriego


Spotykamy się więc i ze świetną muzyką i wspaniałą interpretacją i niezwykłym instrumentem.
Wojtek Padjas


Dążenie do doskonałości dźwięku w przypadku płyt z muzyką klasyczną było i jest tendencją niezmienną od ponad 100 lat.
Świadomie piszę o muzyce klasycznej, bo to melomani koncertów filharmonicznych i spektakli operowych chcieli do domu przenieść wrażenia z występów „na żywo”. W przypadku płyt szelakowych ten postęp był mniej widoczny, ale już od początku lat 50-tych powstawały coraz to nowe formaty zapisu dźwięku, które miały nas przybliżać do tego ideału sali koncertowej.

Decca była jedną z tych wytwórni, która szczególnie dbała o jakość dźwięku. Już w epoce płyt szelakowych a potem powszechnie w epoce monofonicznej stosowała zapis ffrr.


Jak tylko pojawiła się możliwość realizacji nagrań stereofonicznych, DECCA natychmiast zaadaptowała tę technikę i stosowała ją aż do połowy lat 70-tych.


Logo „London” to eksportowy znak DECCA, w tym przypadku mamy do czynienia z tłoczeniem japońskim.
15 lat po tym nagraniu, zatem w 1986 roku japoński King Record stworzył absolutnie wyjątkową serię kilkudziesięciu zaledwie tytułów zrealizowanych w technologii Super Analogue Disc. Bazą dla nich był przede wszystkim katalog DECCA.
Fenomenem tych nagrań było „wypięcie” z systemu wszystkich pośrednich equalizerów i przeniesienie nagrania bezpośrednio z taśmy na nacinarkę. To wyglądało mniej więcej tak, jak na poniższym obrazku.


U dołu mamy tradycyjny sposób realizacji a u góry Super Analogue Disc.
Zdaję sobie sprawę, że fale radiowe nie przeniosą wszystkich niuansów tego nagrania, ale przecież to nie jedyny walor tej, wyjątkowej płyty:


Fantastyczny pianista, świetna orkiestra i dyrygent, doskonałe studio nagraniowe (Sofiensaal w Wiedniu) rewelacyjni realizatorzy Kenneth Wikinson i Gordon Parry.
Takie płyty zdarzają się niezwykle rzadko, więc proszę nie pytać, ile czasu spędziłem w Art Reco w Warszawie u Mieczysława Stocha, by tę płytę przewieźć do Krakowa w specjalnej, ochronnej teczce zamkniętej na szyfrowy zamek.
Zadowolony z faktu, że nie zapomniał szyfru do tego zamka Wojtek Padjas
PS niniejsze dedykuję realizatorom tego oto niezwykłego nagrania:
https://www.analogplanet.com/content/berlin-philharmonics-direct-disc-brahms-symphonic-cycleconducted-sir-simon-rattle


Antonio Vivaldi, Red Priest – co jest zarazem nazwą świetnego zespołu interpretującego muzykę baroku, jak i określa kolor włosów i zawód Antonio V.
Nie traktował tego powołania jakoś szczególnie poważnie, bo oddawał się muzycznym zajęciom dalece więcej niż duchowym i to chyba dla nas dobrze.
Był nauczycielem w Ospiedale della Pieta. To zacny klasztor i sierociniec, ale szczycił się znakomitym dziewczęcym zespołem, za którego muzyczne wykształcenie odpowiedzialny był
Antonio Vivaldi. Powab występów wychowanek tego klasztoru, to nie tylko miła muzyka i dobrze zagrana, ale i fakt, że panny owe występowały w półprzezroczystych tiulach. Tego Państwu zapewnić nie mogę, ale od czegóż wyobraźnia.
Trevor Pinnock i jego świetny The English Concert nagrali cykl króciutkich koncertów z czasów, o których opowiadam i płyta nosi tytuł jednego z nich, pierwszego na płycie, czyli Alla Rustica.

Kiedy widzimy label Archivu, to od razu mamy słuszne przekonanie o doskonałej jakości nagrania.
W ogóle w tej świetnej realizacji nie przeszkadza fakt, że to nagranie cyfrowe z 1985 roku, wydane zresztą w trzech formatach – winyl, CD i kaseta.
Pinnock i English Concert, to jeden z tych zespołów, które ulubiły muzykę na instrumentach z epoki a w tym nagraniu usłyszymy Theorbo
https://www.britannica.com/art/theorbo
i Archlute
https://www.britannica.com/art/archlute
To program wbrew pogodzie, co widać na powyższym, weneckim obrazku.
Wojtek Padjas


Trzej kompozytorzy epoki klasycyzmu wypełniają program z muzyką obojową. Koncertów, w których ten dęty instrument drewniany, którego dźwięk wydobywa się poprzez drgania trzciny, nie jest zbyt dużo, a sporo wśród nich zapomnianych. Po takie też sięgnął niemiecki oboista Burkhard Glaetzner i wraz z orkiestrą kameralną opery berlińskiej zagrał koncerty Ferlendisa i Rosettiego. To, że w zestawie tych koncertów jest Mozart, wydaje się oczywiste, bo przecież na takiej płycie, gdzie są mniej znane utwory musi być taki, który przyciągnie melomanów.


Okładka nieco sfatygowana, bo to wydawnictwo Eterny, ale płyta nagrana bardzo dobrze. Zresztą zła jakość papieru i poligrafii, to słabość wszystkich płyt z krajów demokracji zwanej ludową.
Gdybym miał pokusić się o ranking złych okładek, to na pierwszym miejscu są na pewno Rumuni i Bułgarzy, w przypadku ich wytwórni idzie to w parze z mizerną jakością nagrań, chociaż planuję jedno spotkanie z rumuńskim Electrocordem, bo mam płytę nagraną w rzadkiej technice half speed mastering. Najlepsze z kolei okładki mieli chyba Czesi i Węgrzy, ale i tak wszystkie one nijak się mają do tych z Zachodu.
Wracając na moment do wydań Eterny – są dwa główne labele tej wytwórni.
Ten czarny, bardziej ceniony, bo eksportowy

i ten niebieski, przeznaczony dla melomanów ze wschodniej części Europy.

Osobiście wcale nie uważam, żeby te niebieskie grały gorzej, myślę nawet, że to w nas tkwi przekonanie, że to, co eksportowe, to lepsze. We współczesnym świecie, zdaje się inaczej, bo wybór mamy między chińskim produktem a chińskim produktem. Na szczęście kraj Smoka nie przejął jeszcze produkcji winylowych płyt.
Wojtek Padjas


Koncerty organowe Jerzego Fryderyka Handla należą do nurtu muzyki rozrywkowej, co piszę z pełną odpowiedzialnością za słowo, bo czymże innym może być muzyka grana w przerwach oper, czy oratoriów, gdy zachwycona, lecz leciutko zmęczona publiczność potrzebuje wyjść na filiżankę herbaty, obejrzeć kreacje dam i panien, poplotkować nieco i wypalić cygaro. Tak było w XVIII Londynie, kiedy to Handel wystawiał swoje opery i oratoria i właśnie w czasie ich przerw popisywał się grą na organach. Orkiestra nie miała przerw, więc mu towarzyszyła.

Mam swoją drogą problem z pisownią nazwiska Jerzego Fryderyka. Osobiście uznaję pisownię Handel, jako transkrypcję pisowni niemieckiej z ä jakoś mi ta bliższa od tej angielskiej Haendel. Proszę zresztą zerknąć na pisownię jego nazwiska na poniższych płytach – nawet u Anglików jest Handel.

Wracając wszak do koncertów organowych – słuchamy trzech z kompletnego boxu zawierającego 5 płyt:

Ale wydań tych koncertów, na winylowych płytach sporo, zarówno w postaci jednopłytowych wydań tych najpopularniejszych, jak i wydań kompletnych.
Krótki przegląd zaczynam od wersji monofonicznej – wydanie na płytach 10`


Kolejne, już stereo, ale należące do epoki wczesnej, przyznam nagrane świetnie:

Następne to kategoria, jak to się dzisiaj określa „Must Have” Archiv, więc ta lepsza część Deutsche Grammophon

i wreszcie na koniec coś dla miłośników Neville Marrinera.

Chciałbym, by ten niepełny przecież przegląd koncertów organowych Handla zachęcił Państwa do tworzenia półeczek z różnymi wykonaniami ulubionych utworów muzyki klasycznej, bo przecież o
jej kształcie w równym stopniu decyduje kompozytor, jak solista, dyrygent i orkiestra a o jej brzmieniu – zarówno jakość tłoczenia, jak sztuka inżyniera dźwięku. W przypadku tych koncertów
możliwości interpretacyjne większe jeszcze, bo kompozytor zapisał tylko główne motywy, zostawiając spore pole do wirtuozowskich popisów.

Z właściwą dozą nieśmiałości zapraszam na vinylspot.pl skąd nad wyraz często korzystam z płyt.
Handla też tam można znaleźć, Haendla brak.
Wojtek Padjas


Koniec Zimnej Wojny
Współczesnemu pokoleniu zimna wojna jest już, szczęśliwie, zapomnianą historią, co najwyżej gdzieś kołacze się, kiedy sięgamy po literaturę sensacyjną. Ledwie wojenne pokolenie otrząsnęło się z przeżyć II wojny światowej, by znów bać się o życie. Tym razem naprzeciwko stanęły Związek Radziecki i Stany Zjednoczone. Termin Zimna Wojna obejmuje okres aż do 1991 roku, ale kompletna izolacja ZSRR trwała od 1953 do 1958 roku.
Wydarzenia kulturalne były zawsze najlepszym barometrem nastrojów pomiędzy dwoma mocarstwami. W kwietniu 1958 roku odbył się I Konkurs im. Piotra Czajkowskiego. Wystąpił na nim i został jego laureatem, młody amerykański pianista Harvey, Lavan Van Cliburn. Koncert laureatów tego konkursu nagrała radziecka telewizja a dzisiaj jest on dostępny dla każdego.
Oto to ważne muzycznie i politycznie wydarzenie:

Na efekt nie trzeba było długo czekać, bo już w niecały miesiąc później Kirył Kondraszyn, który dyrygował koncertem laureatów w Moskwie, został przez radzieckie politbiuro wypuszczony na występy do Stanów Zjednoczonych. Wypuszczony, to świadome określenie, bo zaiste był pierwszym w powojennej historii radzieckim artystą, który wystąpił w Stanach.
Płyta z tym koncertem, wydana przez RCA została pierwszą w amerykańskiej historii platynową, a to oznaczało sprzedaż powyżej miliona płyt.



Jak spośród tego miliona a i późniejszych wielu wydań wybrać to najcenniejsze… tego, przepraszam nie zdradzę. Ale na pewno to na zdjęciu powyżej, zatem prezentowane na naszej antenie, do tych najcenniejszych należy.
Moskiewski sukces Van Cliburna zaowocował występami w 1960,1962 i 1972 roku.
Za jedno z cenniejszych nagrań na płytach CD, bo na winylach tego nie ma, uważam wciąż tu i ówdzie dostępny ten oto pięciopłytowy box.


Wydawcą jest radziecka, obecnie rosyjska Melodia.
Ale my słuchamy muzyki z winyla, rzecz jasna - stereofoniczne nagranie z połowy 1958 roku.
Wojtek Padjas

  • 22:51 Leszek Możdżer Sny kobiet
  • 22:55 Pink, Seal, Beck, Herbie Hancock Imagine
  • 23:01 Barnaby Taylor Heartlands
  • zobacz cały repertuar »
  • Notowanie: 256, niedziela, 24 czerwca 2018
  • 1
    Alan Silvestri
    Forrest Gump
    Suita
  • 2
    Sixto Rodriguez
    Sugar Man
    Sugar Man
  • 3
    Bartosz Chajdecki
    Kruk. Szepty słychać po zmroku
    temat
  • Zobacz całe notowanie »
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Polityka Cookies. Prywatność. Copyright © 2018 RMF Classic