"Lichotek i Dragodon"
2006-01-06 11:04:00Nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się "Lichotek i Dragodon".
Przeżyj kolejną przygodę z Lichotkiem!
Powieści Iana Ogilvy’ego z rysunkami Chrisa Moulda przetłumaczono na 15 języków! Już niebawem w kinach film animowany wyprodukowany w studiu Warner Bros. Tego bohatera pokocha każde dziecko!
Po mrożących krew w żyłach przygodach na makiecie elektrycznej kolejki, Lichotek Stubbs jest chyba najszczęśliwszym dzieckiem na świecie. Wiedzie mu się wprost znakomicie! Odkąd odzyskał rodziców, wspólnie nadrabiają stracony czas. Obchodzą nie odbyte urodziny, odwiedzają nie odwiedzone dotąd miejsca, do których należy choćby Wyspa Śmiechów…
Ta sielanka nie może trwać jednak wiecznie. Coś musi się wydarzyć… W radosne życie rodziny Stubbsów wkracza tajemniczy i potężny Dragodon, wraz z całą bandą paskudnych czarnoKsiężników. Lichotek musi podjąć wyzwanie i zmierzyć się z wrogami oraz własnym, dziecięcym strachem przed mrokiem, deszczem i opustoszałym wesołym miasteczkiem… Wyprawa Lichotka toczy się obłędnym rytmem górskiej kolejki. Tylko dokąd zmierza nasz bohater?
Ian Ogilvy (ur. 1943 r.) – aktor i pisarz. W latach siedemdziesiątych zastąpił Rogera Moore’a w serialu „Święty”. Był gwiazdą trzech tuzinów innych seriali telewizyjnych, a od czasu do czasu występował także w przedstawieniach teatralnych i filmach. Swoją pierwszą książkę napisał i samodzielnie zilustrował w wieku 6 lat. Opowiadała o pewnym kurczaku i była dość niepozorna. Nigdy nie została wydana, ale Ian wciąż przetrzymuje ją w szufladzie i pokazuje z dumą. Nieco później spod jego pióra wyszły dwie powieści i sztuka teatralna. Prawdziwą sławę przyniosła mu jednak dopiero seria książek dla dzieci, której bohaterem jest mały, zabiedzony chłopiec zwany Lichotkiem.
Chris Mould – ilustrator, grafik. Rysował już jako mały chłopiec. Swoje umiejętności szkolił studiując na politechnice oraz ucząc się w Dewsbury College i Leeds College. Przez kilka lat pracował jako ilustrator i grafik nie związany na stałe z żadną instytucją. Od pewnego czasu rysuje dla wydawnictwa Oxford University Press, dla którego stworzył m.in. bohatera opisanego przez Iana Ogilvy’ego oraz świat, w którym rozgrywają się przygody Lichotka.
Autor:Ian Ogilvy
Tytuł: Lichotek i Dragodon
PROZA
Wydawnictwo Literackie
Przełożył Paweł Łopatka
Wyłącznie fantazja
Trzy dekady temu grał „Świętego”, teraz odnosi sukcesy jako pisarz. Napisaną przez niego powieść dla dzieci „Lichotek i czarnoKsiężnik” przetłumaczono na 15 języków. Kolejne dwie części serii powtórzyły ten wynik. A prawa do ekranizacji przygód Lichotka kupiła wytwórnia Warner Bros. O tym czy lepiej być pisarzem, czy aktorem i jakie strachy czają się w opustoszałym wesołym miasteczku opowiada Ian Ogilvy.
Agnieszka Kozik: Lubi Pan marchewkę?
Ian Ogilvy: - Bardzo lubię, ale surowe. Za gotowanymi nie przepadam.
W “Lichotku i czarnoKsiężniku” marchewka odgrywa ważną rolę – to z jej pomocą Lichotek ratuje pozostałych bohaterów książki, zmieniając ich na powrót z plastikowych figurek w ludzi. Dlaczego?
- Chciałem pokazać – w zabawny sposób, bez prawienia morałów – że marchewki są o wiele zdrowsze, niż pączki i lemoniada. Wolałbym jednak, żeby nie zostało to odebrane jako lekcja zdrowego żywienia!
Czy byłemu Świętemu łatwiej jest napisać popularną powieść? Sukces Lichotka to cud...?
Myślę, że aktorstwo pomaga mi w pisaniu – aktorzy wciąż mają do czynienia ze słowem i opowiadaniem historii. Jesteśmy, tak naprawdę, po trosze bajarzami, więc może łatwiej jest nam przekazać innym, to co mamy w głowach. To wielkie szczęście, że książki o Lichotku odniosły taki sukces, ale nazwanie tego cudem, byłoby jednak lekkim nadużyciem...
Pochodzi Pan z rodziny z aktorskimi tradycjami. Po kim więc Ian Ogilvy odziedziczył talent pisarski? Czy dziś czuje się Pan bardziej aktorem, czy pisarzem?
- Wierzę, że zdolności pisarskie odziedziczyłem po ojcu, chociaż moja mama równie dobrze radziła sobie z pisaniem. Pamiętam, że pisywała dla mnie i mojej siostry krótkie sztuki, które chętnie odgrywaliśmy jako dzieci.Teraz uważam się raczej za pisarza, który od czasu do czasu bywa aktorem.
Wytwórnia Warner Bros kupiła prawa do przygód Lichotka. Myśli Pan, że rola w takim filmie może być dużym wyzwaniem dla aktora?
- Zagranie bohaterów książek o Lichotku mogłoby być dla aktorów doskonałą zabawą. Zwłaszcza postaci łajdaków – to zawsze najlepsze role! Ale “wyzwanie”... - to za duże słowo.
A z którą z postaci z „Lichotka i czarnoKsiężnika” identyfikuje się Ian Ogilvy? Kogo chciałby Pan zagrać, jako aktor?
- No... przypuszczam, że najbliższy jest mi sam Lichotek, bo jest bohaterem i chciałbym wierzyć, że posiadam choć niektóre z lichotkowych zalet. Ale zagrać zdecydowanie wolałbym Iggy’ego Niggle – bohatera, który pojawia się po raz pierwszy w wydanym niedawno w Wielkiej Brytanii trzecim tomie przygód Lichotka, „Measle and the Mallockee”. Iggy jest od teraz moją ulubioną postacią. Zresztą każdy, kto przeczytał już książkę, uważa, że jest bardzo zabawny.
Dzieci są najbardziej wymagającymi czytelnikami. Kto jako pierwszy oceniał „Lichotka i czarnoKsiężnika”, jeszcze przed drukiem?
- Moja siostrzenica z Ameryki, Cara była pierwszym czytelnikiem Lichotka. Na szczęście historia od razu bardzo jej się spodobała, więc nie musiałem niczego zmeniać!
Słyszałam, że do napisania “Lichotka i czarnoKsiężnika” zainspirowała Pana pewna dziwaczna makieta kolejki...
- Tak. Zobaczyłem niezwykły model kolejki elektrycznej w londyńskim domu pewnego reżysera filmowego... Było tam wiele dziwacznych maleńkich detali, które łatwo przeoczyć, nie przyglądając się modelowi z bliska. Pamiętam na przykład staroświecką nianię, pchającą pod górę elegancki wózek dziecięcy i czającego się na nią za rogiem, wygłodniałego tygrysa! W innym miejscu spostrzegłem maleńką ekipę filmową, kręcącą ujęcie rodem z „Teksańskiej masakry piłą łańcuchową”! Te dziwne sceny pobudziły moją wyobraźnię i zacząłem się zastanawiać co mogłoby się zdarzyć, gdyby na takiej makiecie umieścić maleńkiego chłopca...
Czy natchnienie do napisanie kolejnych części serii także czerpał Pan z rzeczywistości?
- Większość opowiedzianych przeze mnie historii to zasługa mojej wyobraźni. W drugiej książce - „Lichotek i Dragodon” – wykorzystałem jednak doświadczenie z dzieciństwa. Kiedy byłem chłopcem uwielbiałem jeździć na kolejkach górskich oraz karuzelach, ale zawsze zastanawiałem się jak wesołe miasteczko wygląda nocą. Co mogło by się zdarzyć, gdyby odwiedzić je, gdy już nikogo tam nie ma, a wszystkie światła są zgaszone?
Czy w przygodach Lichotka jest trochę prawdy czy to tylko fantazja chłopca, który tkwi w Ianie Ogilvy’m do dziś?
- Wyłącznie fantazja. Chciałem tylko napisać fancynującą książkę przygodową. Taką, którą po prostu musisz przeczytać do końca, bo koniecznie chcesz się dowiedzieć, co stanie się dalej. To właśnie te książki lubiłem najbardziej jako dziecko. Myślę, że również dzisiaj dzieci czytają je najchętniej. A zważywszy na to, że Polska słynie w Europie – a nawet na świecie – z doskonałego systemu edukacji, jestem pewien, że polskim dzieciom, które czytają więcej niż ich rówieśnicy w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, przygody Lichotka spodobają się nawet bardziej.
Z Ianem Ogilvy’m rozmawiała Agnieszka Kozik z Wydawnictwa Literackiego

WSZYSTKIE MIASTA