Polecamy

wróć
Pasja Pani Marty
2011-10-27 15:43:00

Czekolada jaka jest, każdy wie. Brązowe kwadraciki, które trzymane w dłoniach miękną i oblepiają palce aksamitną mazią. Włożone do ust rozpływają się, a usta zaś milkną, żeby nie tracić ni chwili przyjemności.

Oprócz czekolady, która sama z siebie jest substancją niezwykle podniecającą, od zawsze fascynowały mnie czekoladki. Słowa “podniecającą” użyłam celowo. Płynna czekolada, jej jedwabista gładkość, jest dla mnie niesłychanie zmysłowa. Zanurzenie palca w rozpuszczonej czekoladzie i dokładne go oblizanie stanowi pokusę nie lada. Czekoladki zaś niosą element niespodzianki ukryty pod czekoladową skorupką. I ten słodki dreszczyk emocji towarzyszący pierwszemu kęsowi pralinki albo odgryzieniu “denka” i wydłubaniu językiem środka...

Tak się składa, że tygryski, tfu świstaki, lubią dobrej jakości wyroby, a sklepy nie zawsze oferują słodkości powalające smakiem. Dlatego pewnego dnia postanowiłam udowodnić sobie i światu, że ekskluzywne słodycze można robić samemu, w przeciętnej kuchni i z ogólnodostępnych składników. I tak mój słodki romans z czekoladą kwitnie już kolejny rok.

Pierwsze były wiśnie w alkoholu upchnięte do foremki na kostki lodu w kształcie muszelek. Następne czekoladki także popełniałam w formie do lodu, zwykłej prostokątnej, kupionej za grosze w supermarkecie, pokrywanej warstwą czekolady za pomocą pędzelka ze sklepu papierniczego. Teraz używam dedykowanych silikonowych form do czekoladek, ale pędzelek służy nadal. Do napełniania skorupek używam zaś “końskiej” strzykawki, która sprawdza się świetnie.

Nadzienia są różne. Najczęściej na bazie ganache czyli masy ze śmietanki i czekolady z różnymi dodatkami. Ganache jest jeszcze bardziej delikatny w smaku niż czekolada. Po przegryzieniu czekoladki natychmiast rozpływa się w ustach. Jako dodatków używam skórek cytrusowych, kawy, herbaty, puree owocowego, przypraw, alkoholu...

Oprócz ganache bywały także galaretki, mielone orzechy, kandyzowane owoce, masło orzechowe. Wszystko co przyjdzie do głowy, na co akurat jest sezon, albo to, na co akurat mam ochotę. Nic tak skutecznie nie koi skołatanych nerwów jak obmyślanie nowych kompozycji i wyobrażanie sobie jak smakują. Dla synestetyka to prawdziwa grzeszna przyjemność, chociaż i wyzwanie. Smak całości musi być harmonijny, nie zagłuszany przez słodycz, która zabija niuanse bukietu.

Kocham te wieczory w kuchni. Przy spokojnej muzyce, trzasku łamanych tabliczek czekolady,  brudna jak mały urwis, który dostał od babci pierwszą tabliczkę czekolady...

Kiedyś może założę bloga z przepisami i instrukcjami, a na razie staram się uwiecznić swoje rzemiosło na fotografii.

Pozdrawiam całą ekipę i wszystkich współzakręconych fanów RMF Classic. Życzę wszystkim wielu nowych pasji, dzięki którym jesteśmy tacy wyjątkowi.

Marta z Lublina

Poleć znajomemu