Polecamy

wróć
Pasja Pana Tomasza Karaska
2011-10-24 12:12:00

Panie Michale
Długo się zastanawiałem czy wypada pisać o naszej pasji (naszej, gdyż dzielę ją wraz z żoną), ale pokoleniowa tradycja przekonała mnie do tego. Już nasi pra- i dziadkowie jak również rodzice zajmowali się tym, lecz z czasem zrezygnowano z tego. Kilka lat temu ponownie odkryliśmy urok tego zajęcia i stało się to naszą pasją. Zapyta Pan, a co jest tą pasją? A ja nadal mam pewne opory zanim odpowiem: wyrób domowych win i nalewek.
I niby nic niezwykłego i rzekłbyś, że w myśl wychowania o trzeźwości to wręcz coś wstydliwego i nieodpowiedniego, lecz nasze trunki nie są zwykłe.
A oto nasza opowieść.
Wyrób naszych specjałów zaczynamy od tego, że sami zbieramy owoce. W lesie, na działce, w ogrodzie u rodziny i przyjaciół. Wina są nie tylko z winogron, lecz przede wszystkim z innych owoców: czyli jeżyn, truskawek, gruszek, różnych porzeczek, aronii ... Nalewki zaś z takich niezwykłości jak ananas, leśne poziomki, leśne maliny czy nawet jagody (ten rodzaj przepysznej nalewki nazywamy „borygiem” dla jej charakterystycznego koloru).
Tak wiec podstawa, której używamy powoduje, że wina, które tworzymy są wysoko procentowe, zaś nalewki szczególnie nisko. W rezultacie te słodkie specjały można jedynie degustować w małych ilościach do deserów. Możemy więc uspokoić stosowne ministerstwo – nie propagujemy wzrostu spożycia alkoholu. Lecz za to cóż to za spotkania, gdy wraz ze znajomymi możemy pozgadywać jaki owoc dziś próbujemy lub podyskutować nad wyższością rocznika 2003 nad 2005 w porzeczkówce.
Ale ja tu gadu, gadu a nie opowiedziałem do końca o tym jak robimy nasze specjały.
Niestety większość materiałów jest trudno zbieralna więc nie mamy więcej niż 3-7 butelek danego specjału rocznie. Niedużo, ale pozwala nam to na odłożenie jeszcze czegoś dla następnych pokoleń w naszej piwniczce (czyli komórce w blokach 1x1,5 m, ale za to zabezpieczonej drzwiami z metalowymi sztabami przeciwko innym amatorom naszych wyrobów J ).
Po zakończeniu pracy nad samym napitkiem – na ogół późną wiosną następnego roku – wlewamy go do oryginalnych butelek, korkujemy, kapslujemy a następnie zakładamy własne etykiety. I tu zaczyna działać moja żona, która przygotowuje własne projekty naklejek i banderol. Każda nasza etykieta jest związana z jakimś ważnym dla nas wydarzeniem, które nastąpiło w roczniku wina: premiera filmowa ulubionej książki (Gdy nastały dwie wieże 2003 – to wino zagadka „oko Saurona” – nikt nie wie co to jest; Gdy zemścił się Sith 2005 – to wino podstępne i zdradzieckie – łagodne, lecz po wypiciu 2 kieliszków można nie wstać od stołu), podróż (Gdy podbili Turcję 2008 – to wino gronowe słodkie i niezwykłe jak miejsca, które odwiedziliśmy) lub inne (Nalewki 2010 – to edycja limitowana specjalnie na 50-te urodziny mojego brata) itd.
Gdy idziemy w odwiedziny do rodziny lub znajomych na ogół, każdy z nas nie idzie z przysłowiową pustą ręką. Od nas jednak po cichu oczekuje się, iż będzie to jeden z naszych specjałów, aby razem degustować te niecodzienne napitki. A jak smakują? No cóż, długo by jeszcze opowiadać, ale może kiedyś będzie okazja, żeby można było wspólnie w gronie Klubowiczów posmakować ich. Ale to już będzie całkiem inna historia, która na pewno znajdzie się na jednej z naszych etykiet.


Tak więc nie taka straszna ta nasza pasja jak ją malują.
Z pozdrowieniami dla wszystkich Pasjonatów.
Tomasz Karasek

Poleć znajomemu