Pasja Pana Mateusza Górskiego
2011-10-24 13:07:00
Witam,
Pasja to piękne słowo, gdyż zgrabnie łączy szlachetną duchowość i
namacalne fizyczne emocje - kiedy myslę co u mnie jest tak namacalnie
duchowego, znajduję swoje oddanie do kung fu.
Trenować rozpocząłem jakieś 8 lat temu, namówiony przez kolegę, który
postanowił gwałtownie zmężnieć - chudy studnet jak i ja, snujacy
marzenia o skośnookich mistrzach ciosów. Na pierwsze zajęcia udaliśmy
się z duszą na ramieniu, i wyszliśmy z głową między kolanami - ponoć
niektórzy olimpijczycy byli zaskoczeni intensywnością treningów kung
fu, my ewidentnie nie byliśmy przygotowani fizycznie na takie mecyje.
Do tej pory pamietam przejmujacy ból każdego mięśnia przy pokonywaniu
dwa dni później trzech schodków mojej uczelni. Stwardnieliśmy dość
szybko, znacznie dłużej zajęło zrozumienie tego czym jest kung fu -
czyli sztuką dążenia do ostatecznej, i, być może to smutne, nigdy
nieosiągalnej perfekcji. Lata płynęły, koledzy z którymi ćwiczyłem
założyli rodziny, firmy i przestali się pojawiać na trenigach, a ja z
regularnością psa pawłowa dwa razy w tygodniu łapię swój szeleszczący
czarny kombinezon i biegnę stawić czoło samemu sobie - bo każdy
ćwiczący kung fu walczy sam - można wygrać walkę z przeciwnikiem i
równocześnie przegrać ją ze sobą. Niestety, nigdy nie byłem w tym zbyt
dobry - mam złą budowę, jestem za wysoki, za kościsty, za mało
elastyczny w stawach i barkach, z zadrościa patrzę na 7 letnie dzieci
które wycinają szpagaty i kopnięcia z pół oborotu jak babki z piasku.
Ale cały czas próbuję wykonać swoje formy szybciej, mocniej, bardziej
dokładnie, cięcia szablą z gracją, kopnięcia z finezją, uderzenia z
artyzmem. Do tej pory pamiętam słowa trenera sprzed ośmiu lat : "Ale
włóż chłopie w ten ruch torchę poezji. To nie jest cep, to jest pióro"
Mówił o mieczu. Bardzo polecam - to piękny sport, i wspaniały trening
ducha i pokory - a tych jakby coraz mniej. Kung fu Choy lee fut - obok
Biprostalu na królewskiej.
Pozdrawiam
Mateusz górski

WSZYSTKIE MIASTA