Muzyczny absolut – Wariacje Goldbergowskie Pierre’a Hantaï
Grudniowy wieczór, Dwór Artusa w Gdańsku i koncert jednego z najsłynniejszych klawesynistów – Pierre’a Hantaï. W programie bachowskie preludia i fugi, II Suita angielska, ale przede wszystkim Wariacje Goldbergowskie – dzieło życia lipskiego kantora i fracuskiego wirtuoza. To były dwie godziny obcowania ze sztuką najwyższej próby. Niezapomniane!
O Pierre Hantaï można by długo opowiadać. Niezwykły to człowiek i silna muzyczna osobowość. Najlepszy uczeń Gustava Leonardta, były solista legendarnego zespołu La Petite Bande Sigiswalda Kuijkena i ulubiony klawesynista największych pionierów barokowego wykonawstwa historycznego – Philippe’a Herreweghe, Jordiego Savalla czy Marka Minkowskiego. Na koncie ma występy na najważniejszych scenach świata i festiwalach, szereg płyt, wyróżnień, nagród i zaszczytów. Swoimi żywiołowymi, niepowtarzalnymi interpretacjami zyskuje rzesze wielbicieli. Nie inaczej będzie po gdańskim koncercie w ramach festiwalu Actus Humanus, który zakończył się gorącą owacją i – co rzadkie u tego artysty – bisem.
Hantaï przygotował na festiwal program bachowski. Od początku było wiadomo, że wykona legendarne Wariacje Goldbergowskie – utwór, do którego, jak niegdyś Glenn Gould, powraca w swej karierze wielokrotnie. Klawesynista nagrał Wariacje dwukrotnie – w 1992 roku dla wytwórni Opus 111 i w roku 2003 dla Naïve. Do dziś krytycy spierają się, które z tych nagrań jest doskonalsze. Tym bardziej intrygujące było, jaką wersję zaprezentuje w Gdańsku. Znany z niekonwencjonalnych zachowań artysta i tym razem zaskoczył publiczność. Rozszerzył program i w pierwszej – blisko godzinnej części umieścił wybrane preludia i fugi, a także II Suitę angielską a-moll, BWV 807. Od pierwszych taktów klawesyn w rękach Hantaïa (piękny gdański instrument) eksplodował mocą brzmienia. Wszystkie bachowskie melodyjne tańce, kunsztowne kanony i fugi, skomplikowane ornamenty –zaparły dech. Hantaï wiedział, co robi przygotowując tak długi wstęp do clou wieczoru. Wpierw pozwolił oswoić się publiczności z tą mocą barw, by później mogła w pełni docenić maestrię wielkiego dzieła Johanna Sebastiana Bacha.
Wariacje Goldbergowskie to muzyczna bilblia największych wirtuozów. Pianistów i klawesynistów. Glenn Gould, Wanda Landowska, Murray Perahia, Gustaw Leonardt, Ton Koopman – mierzyli się z nimi całe życie. Za każdym razem odnajdując coraz to nowe znaczenia bachowskiej kompozycji. „Wariacje przekroczyły świat miłośników muzyki, stając się symbolem muzycznej doskonałości, znakiem pewnego wtajemniczenia w misteria muzycznego absolutu” – napisał w specjalnym dodatku Tygodnika Powszechnego poświęconym Festiwalowi Actus Humanus Jakub Puchalski. Z takim muzycznym absolutem mieliśmy do czynienia w Gdańsku.
Publiczność, oswojna po pierwszej części z niezwykłą wirtuozerią Pierre’a Hantaï, mogła w Wariacjach docenić najważniejsze – niezwykłą melodyjność dzieła. Żadna inna kompozycja Bacha nie skrzy się tyloma kantylenami, którym podporządkowany jest każdy takt, każdy harmoniczny i formalny gest kompozytora. Bogato ornamentowaną arię, zaczerpniętą z bachowskich „Klavierbüchlein für Anna Magdalena Bach“, która została przetworzona w 30 numerowanych wariacjach, Hantaï wykonał z olbrzymim spokojem, delektując się każdą nutą. Wiedząc, że każde kolejne opracowanie tej melodii będzie najeżone coraz bardziej skomplikowaną polifonią, pozwolił wsłuchać się w jej harmoniczny plan, na którym oparta została cała konstrukcja utworu. Potem tak naprawdę zaczęła się niezwykła muzyczna podróż przez wszystkie meandry cyklu. Bach ułożył wariacje trójkami – pierwsza ma charakter tańca, druga jest wariacją wirtuozowską, ostatnia jest kanonem. W całym utworze panuje niezwykła symetria, każda wariacja ma swój charaterystyczny motyw, a ułożone są od najprosztej do najbardziej skomplikowanej. Każdy artysta, każdy meloman ma wśród nich najbardziej ulubione. Wariacja nr 7 fascynowała Glenna Goulda synkopowanym rytmem i ornamentacją – wykonywał ją w bardzo wolnym tempie, żeby jak najpełniej ukazać jej piękno. Z kolei Wanda Landowska najeżoną chromatyką Wariację 25 nazywała “Czarną perłą” i uważała za emocjonalnie najwyższy punkt tego utworu.
Pierre Hantaï w swej interpretacji zwraca uwagę na wiele takich detali, jednak nadrzędną cechą jego wykonania jest taneczność i śpiewność utworu. Jakby chciał udowodnić, że właśnie na klawesynie ten utwór zyskuje dopiero należny wyraz i brzmienie. Najeżoną ornamentyką Wariację 11, właściwie rozbudowaną toccatę wykonał z niezwykłą lekkością, zaznaczając – nie jej oszałamiającą architekturę, a kantelynowy charakter. W Wariacji 15 podkreślił piękno kanonu, a w każdy bachowskim tańcu – akcentował przede wszystkim melodyjny temat. Mimo to nie sposób było nie zachwycić się nadzwyczajną wirtuzerią klawesynisty. Napięcie rosło z każdą wariacją. “Czarną perłę” Hantaï zagrał przejmująco. Kontrastując ją z następującymi po niej toccatami i kanonami. Popisowym szczytem stała się trylowa toccata grana niemal stale na skrzyżowanych rękach w Wariacji 28. Dźwiękowe plany brzmiały tak – jakby grało dwóch, trzech wykonawców! Powracająca w finale wyważona, spokojna Aria da capo uciszyła ten potężny dźwiękowy szał.
Według biografa Bacha, Wariacje Goldbergowskie, powstały na zamówienie hrabiego Hermanna Carla von Keyserlinga, ponoć jako „lekarstwo“ na jego bezsenność. Trudno dziś stwierdzić, czy wyleczyły hrabiego. Festiwalowej publiczności – pozostającej pod silnym wrażeniem gry Pierre’a Hantaï – chyba jednak długo nie pozwoliły zasnąć...
FOT. Pierre Hantaï

WSZYSTKIE MIASTA