Sergiusz Pinkwart - Zakopiańczyk urodzony na warszawskim Powiślu. Z uwagi na miejsce pracy (dział zagraniczny miesięcznika PANI), zdecydowanie powinien być kobietą, albo przynajmniej obcokrajowcem. Ale nie jest. Wypadałoby więc, żeby chociaż legitymował się dyplomem dziennikarza. Nic z tego - został magistrem sztuki w Akademii Muzycznej. Aby napisać książkę o Warszawie wyjechał do Afryki. Sto pięćdziesiąt wieczorów w ciągu roku spędza w teatrze i jest jedyną znaną sobie osobą, która zapytana o ulubiony przebój, wymienia bez zastanowienia siedem oper Wagnera i cztery poematy symfoniczne Ryszarda Straussa.
Płyta na żywo
Nie przepadam za książkami, które są zbiorem felietonów (chyba, że mówimy o felietonach Umberto Eco), ani za składankami typu "The best off". Chciałoby się dodać: z wyjątkiem płyt Anny Netrebko. Ale niestety...
I nie chodzi mi o jakość płyty "Anna Netrebko Live at The Metropolitan Opera" - ta jest doskonała. Nie przeszkadzają mi też wszystkie naturalne sceniczne szumy, trzaski i stuki. Obcowanie z żywą muzyką rzadko odbywa się w warunkach sterylnych i o to chodzi. Muzyka ma być jak życie: prawdziwa. A jednak jest coś sztucznego w zbiorze operowych przebojów. Chwała Bogu, że firma fonograficzna Deutsche Grammophon powstrzymała się przed zbyt "oczywistym" wyborem hitów. Nie ma tu "Traviaty" Verdiego, w której każdy numer jest hitem. Z "Łucji z Lammermoor" usłyszymy długi (13 minut!) tercet Łucji z Rajmundem i Normanem (czy tak prawidłowo po polsku tłumaczy się imię Normanno?), a nie słynną arię ze sceny szaleństwa. Z "Romea i Julii" Charlesa Gounoda duet "Va! je r'ai pardonné", a nie moją ukochaną arię "Je veux vivre". I tak dalej.Pomysł był świetny, wykonie - dosłownie koncertowe. Więc czego mi brakuje? Emocji...
A wydawałoby się, że od emocji powinno aż kipieć. W końcu to wykonania sceniczne. Jednorazowe i niepowtarzalne. Artyści mieli tremę (kto występując na scenie MET by nie miał?), dawali z siebie wszystko. Miejscami, zwłaszcza jak słucham arii Senz'andar lungi - La moral di tutto questo z "Don Pasquale" Gaetano Donizettiego i wiem, że ciepły baryton Dr. Malatesty należy do Mariusza Kwietnia, naprawdę się wzruszam. Albo w "La Bohéme" (O soave fanicula), gdzie Annie Netrebko partneruje w roli Rudolfa Piotr Beczała... Ale to emocje z tego samego rodzaju, co kibicowanie reprezentacji Polski podczas piłkarskiego meczu z Rosją.
Czemu więc mnie ta płyta nie poruszyła tak, jak się spodziewałem? Bo poszatkowane arie z różnych przedstawień nie komponują się w jedną spójną opowieść. Wrażenia akustyczne, na szczęście zdecydowanie rekompensuje fantastyczna książeczka z pięknymi zdjęciami Anny. Choćby dlatego warto było zostawić w Empiku małą fortunę...
Redakcja RMF Classic nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmfclassic.pl.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Zobacz także inne wpisy:
- 12 kwi 2012• Requiem dla ofiar katastrofy
- 27 mar 2012• Wolę wojnę, ale...
- 14 lut 2012• Chopin na bankiecie
"Męki wzgardzonych uczuć, opieszałość prawa, bezczelność władzy i kopniaki, którymi byle zero upokarza cierpliwą wartość ? Któż by się z tym godził, gdyby był w stanie przekreślić rachunki nagim sztyletem ? Jestli to sztylet, co przed sobą widzę z zwróconą ku mej dłoni rękojeścią ? Pójdź, niech cię ujmę! Nie mam cię, a jednak ciągle cię widzę. Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany. Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna? Zgaśnij, wątłe światło! Życie jest tylko przechodnim półcieniem, nędznym aktorem, który swoją rolę przez parę godzin wygrawszy na scenie w nicość przepada - powieścią idioty, głośną wrzaskliwą, a nic nie znaczącą." Fragmenty Hamleta, Makbeta, Romea i Julii, można poskładać tak pośpiesznie i nieudolnie, jak wyżej, ale znawca i miłośnik zrobiłby z tego piękną i wiele znaczącą opowieść. Myślę, że i fragmenty oper można ułożyć w poruszającą i zupełnie nową historię. Tylko trzeba przysiąść fałdów. Myśleć przy pracy. I pracować.
Zgadzam sie z powyższym komentarzem. Ten Pinkwart to jakiś dziwny człowiek.
Proponuję najpierw ZROZUMIEĆ komentarz :) Krytyce poddałam brak przemyślanego planu poskładania pięknych, wzruszjących i artystycznie wykonanych pieśni. To tak, jakby ze złota i drogich kamieni przez bezmyślność i lenistwo zrobić pstrokate paciorki. Utożsamiam się z ubolewaniem Autora, że lepiej poczytać niż posłuchać... Zawiniła bezmyślność niemieckich "składaczy" płyty... (och, powstrzymam się przed upublicznieniem narzucającego się żarcikiu :)


Komentarze do wpisu "Płyta na żywo" (3):