Sergiusz Pinkwart - Zakopiańczyk urodzony na warszawskim Powiślu. Z uwagi na miejsce pracy (dział zagraniczny miesięcznika PANI), zdecydowanie powinien być kobietą, albo przynajmniej obcokrajowcem. Ale nie jest. Wypadałoby więc, żeby chociaż legitymował się dyplomem dziennikarza. Nic z tego - został magistrem sztuki w Akademii Muzycznej. Aby napisać książkę o Warszawie wyjechał do Afryki. Sto pięćdziesiąt wieczorów w ciągu roku spędza w teatrze i jest jedyną znaną sobie osobą, która zapytana o ulubiony przebój, wymienia bez zastanowienia siedem oper Wagnera i cztery poematy symfoniczne Ryszarda Straussa.
Chopin na bankiecie
Pianiści dzielą się z grubsza na zapatrzonych w siebie introwertyków, którzy grając zanurzają się w swojej sztuce tracąc kontakt ze światem, i na ekstrawertyków, którzy czerpią energię i radość życia z zachwytu publiczności. Tych pierwszych się podziwia. Drugich kocha i zaprasza na salony, by przeżyć muzyczne katharsis.
Jak się dowiedziałem, że rozdanie Srebrnych Jabłek PANI - najważniejszej uroczystości w kalendarzu miesięcznika, w którym pracuję, uświetni występ Ingolfa Wundera, zadrżałem... Nie, nie dlatego, by szokowało mnie połączenie bankietu i muzyki poważnej. Ale zbyt często uczestniczyłem w takich imprezach "z drugiej strony barykady" i wiem co czuje artysta słysząc w trakcie magicznego piano, szczęk sztućców.Na szczęście moje najgorsze podejrzenia się nie sprawdziły. Zdobywca II miejsca i nagrody publiczności ostatniego Konkursu Chopinowskiego dał całkiem spory recital w sali balowej warszawskiego hotelu Intercontinental, a publiczność słuchała go niczym w filharmonii, bez najcichszego szeptu. Ani razu nie zadzwonił telefon komórkowy (co na koncertach filharmonicznych zdarza się notorycznie). Co jakiś czas brzęknął odkładany na stół kieliszek wina, ale ani Chopin, ani Liszt (a utwory tych kompozytorów znalazły się w programie występu) nie uznali by czegoś takiego za brak szacunku dla ich talentu.
Nie wszyscy jednak ufali kulturze i klasie zgromadzonych w sali gości. Dźwiękowcy "na wszelki wypadek" naszpikowali fortepian mikrofonami i podkręcili potencjometry. Dzięki temu, siedząc w najbardziej odległym rogu sali, słyszałem każde stuknięcie palca w klawisz i - niestety - uderzenia młoteczków w struny. W pierwszym utworze - malarskim i subtelnym Nokturnie nr 3 Op. 9 Fryderyka Chopina, było to szczególnie irytujące. Uparte brzęczenie strun na niektórych dźwiękach niepotrzebnie rozpraszało słuchaczy. Na szczęście dźwiękowcy, obłożeni srebrnymi laptopami z logo ugryzionego jabłuszka, na oklaskach (nieco zdawkowych) ściągnęli dynamikę i potem było już tylko lepiej.
Jako drugi utwór usłyszeliśmy Bolero Op. 19. Chopin - powiedzmy to sobie szczerze - słusznie nie jest postrzegany jako specjalista od muzyki hiszpańskiej. Jego bolero nie ma blasku Południa i natrętnego rytmu, który bezbłędnie rozpoznaje każdy, kto choć raz usłyszał najsłynniejszy utwór Maurice'a Ravela. Jeśli nie mam racji, niech "szopeniści" mnie poprawią, ale zakładam, że nasz największy pianista napisał swoje bolero w Paryżu, jeszcze przed tym, zanim postawił stopę na hiszpańskiej ziemi. Nim usłyszał jak dudni wiejski festyn na Majorce, jak skrzą się kolorowe spódnice balearskich wieśniaczek. Ingolf Wunder zrobił wszystko co mógł, by uniknąć akcentowania drugiej miary w takcie, i tym samym nie zamienić hiszpańskiego bolera w naszego poloneza. Ale w muzyce czuć było tą nierówną walkę. Frazy Chopina co i raz wpadają w dobrze mu znany rytm, a mało hiszpańska harmonia przywodzi na myśl mazowieckie wierzby.
Artysta o urodzie i zawadiackim uśmiechu Hugh Granta ukłonił się i nim wybrzmiały oklaski zaczął z werwą walca nr 1 Op. 34. Dopiero w tym momencie publiczność zaczęła wpierw niedostrzegalnie, a potem coraz bardziej jawnie kołysać się i oddychać w rytmie narzuconym przez pianistę. Wunder grał natchniony i uśmiechnięty, jak wytrawny prestidigitator, który już czuje, że numer mu wyjdzie. Gamy, błyskotliwe pasaże, trafione w punkt odległe dźwięki rozstrzelone po klawiaturze, wszystko składało się w zachwycającą całość. Do tego zapierające dech w piersiach różnice dynamiczne i subtelne "głaskanie" klawiszy. Dokładnie to, do czego nas artysta przyzwyczaił podczas konkursu.
Oklaski zabrzmiały, nie bez powodu, dwa razy mocniej, niż po bolerze. A to był dopiero koniec części "chopinowskiej". Austriak grając kolejne dwa utwory Franciszka Liszta czuł się już pewnie. Utwory "węgierskiego Chopina" są po prostu stworzone dla uwodzącego publiczność lwa salonowego. "Wieczór wiedeński" Nr 6, to dość efekciarski, ale lekki utwór mający za zadanie wprowadzić publiczność w dobry nastrój. "Rapsodia węgierska" Nr 2, to najcięższy muzyczny kaliber, utwór, który dobrze zagrany ma rzucić słuchaczy na kolana. Wunder wiedział co robi, umieszczając go na końcu recitalu. Kaskada oktaw, cwał po klawiaturze, krzyżowanie rąk... To wszystko zawsze bardzo się podoba. I dlatego po ostatnim akordzie publiczność zerwała się z miejsc, a oklaski zmusiły pianistę do bisu. Jako "encore" Wunder zagrał młodzieńczy utwór Vladimira Horowitza "Dance Excentrique", zabawną miniaturę, w której słychać przebłyski Gershwina i jazzu.
A po koncercie artysta usiadł przy stoliku, odebrał należne gratulacje i hołdy i zabrał się za wyśmienitą kaczkę. Bo przecież nie samą strawą duchową żywi się człowiek sztuki...
Redakcja RMF Classic nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmfclassic.pl.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Zobacz także inne wpisy:
- 12 kwi 2012• Requiem dla ofiar katastrofy
- 27 mar 2012• Wolę wojnę, ale...
- 25 sty 2012• Muzyka dla bogaczy
Miałam podobne wrażenia, choć moja wiedza to pewnie 1.100 autora. Wunder dobrze zaprojektował kolejność.
A ja, no cóż, na bankiecie nie byłam, na muzycę znam się jak kura na pieprzu, ale jeśli już jestem przy drobiu, to ta kaczka z ostatniego akapitu, przywiodła mi na myśl baaaaardzo odkrywczą uwagę; wspólny zachwyt dla muzyki i radość z biesiadowania zbliżają ludzi. Pozdrawiam PierwszoWiosennie, Muzycznie i JeszczePrzedśniadaniowo :)


Komentarze do wpisu "Chopin na bankiecie" (2):