Szymon Kloska - z wyglądu czasem przypomina Władmira Majakowskiego (tyle że z zębami), a czasem Lwa Tołstoja. Za swego duchowego mistrza uważa Henry’ego Davida Thoraeu (czytaj: chętnie zaszyłby się w lesie), acz w praktyce bywa mu bliżej do Chucka Palahniuka. Czyta poetycko: kilka książek jednocześnie, niekoniecznie strona po stronie po kolei, często w trakcie jedzenia, na trawie, w wannie, bądź w trakcie prowadzenia samochodu; nie używa zakładek, nie robi notatek. Nie uznaje podziałów wewnątrzliterackich: komiks dla nastolatek W.I.T.C.H. może poruszyć go równie głęboko jak najgęstszy wiersz Herberta.
Tomasz Pindel – jego procesy czytelnicze rządzą się regułami, przy których najsurowsza reguła zakonna to fraszka. Zagięte rogi, książki odwrócone grzbietem do góry, notatki na marginesach, kolaże z resztek jedzenia – to wszystko dla niego grzechy śmiertelne. Tyle, jeżeli chodzi o rytuał. A metoda? Ta kojarzy się raczej z siewcą (tym z obrazu Courbeta czy Van Gogha) – rozmach iście królewski, od miedzy do miedzy. I tak w tym samym okresie czyta (i kończy!) on Beniowskiego, zbiór reportaży Hugo-Badera, kolejny komiks z serii Armada i kolejną książkę Bayly’ego. Wszystkie te pozycje są katalogowane w jego na razie objętych klauzulą tajności katalogach, które pod koniec roku poddawane są szczegółowej analizie.
Twarz i serce – czyli powraca Javier Marías
Jesień charakteryzuje się nie tylko wysypem kolorowych liści, ale i książek: z jednej strony targi w Krakowie, z drugiej nadciągający sezon prezentowy – wszystko to sprawia, że wydawcy koncentrują o tej porze roku wysiłki i ciekawe książki sypią się jak wióry, gdzie drwa rąbią.
Jednym z takich wiórów, którego stanowczo nie warto przegapić, jest drugi tom trylogii Javiera Maríasa Twoja twarz jutro. Taniec i sen.Z Maríasem w Polsce na razie mamy problem – albo on ma z nami, nie wiem, jak to określić. Bo, bez dyskusji, jest to pisarz należący do ścisłej, takiej najściślejszej, czołówki współczesnej prozy hiszpańskiej i nie, nie mówię o gustach, bo oczywiście na literackich rankingach gust zawsze odciska mocne piętno, ale nawet w materii tak płynnej i gustokształtnej jak literatura piękna istnieją pewne zasady i pewne punkty odniesienia, toteż czy się Maríasa kocha, czy nie trawi, trudno zanegować jego wyjątkową pozycję: facet pisze od lat i od tych lat a) trzyma poziom, b) jest oryginalny – a oryginalność, co tu dużo gadać, jest w scenie, c) jest rozpoznawalny i konsekwentny, ale nie zjada własnego ogona. Maríasa poznaje się po jednym zdaniu, Maríasa nie da się naśladować, bo wszelka imitacja jego stylu oznacza natychmiastowe popadnięcie w manieryzm, Marías jest marką zastrzeżoną i potwierdzoną.
Tymczasem u nas jakoś się Marías nie przebił, a wydano już lat temu jedenaście jego najsłynniejszą powieść Serce tak białe (najsłynniejszą i absolutnie wspaniałą, bo to już Marías dojrzały i zarazem absolutnie frapujący fabularnie), wydano Wszystkie dusze i Mężczyznę sentymentalnego, wydano Jutro w czas bitwy o mnie myśl – ale jakoś nie chwycił, łaska czytelnika jeździ na nie wiadomo nawet, czy pstrym, i nie wiadomo nawet, czy koniu. Więc traciłem już nadzieję, a tu rok temu ukazała się pierwsza odsłona osławionego tryptyku Twoja twarz jutro, nakładem Soni Dragi i przekładem Ewy Zaleskiej (co podkreślam nie przez branżową solidarność, ale żeby dobrze przetłumaczyć Maríasa, naprawdę trzeba się natrudzić: samo wybrnięcie z multiwielokrotnie złożonych zdań i wymyślenie, co tu zrobić z tymi wszystkimi que, których polska stylistyka nie pozwala przełożyć na więcej niż jedno który w zdaniu, to już niezła zabawa, a to, zaiste, nie wyczerpuje problemu), no a teraz część druga i czekamy na trzecią.
Jak bardzo specyficznym pisarzem jest Marías zobrazować może to, że drugi tom Twarzy, liczący jakieś czterysta stron, opisuje w zasadzie jedną scenę rozgrywającą się na dyskotekowym parkiecie, a potem w łazience w tejże dyskotece. Bo też Marías jest pisarzem scen: jego fabuły nie ciągną się jak łańcuchy, tylko składają z fenomenalnie opisanych sytuacji, z których autor wyciska zaskakująco dużo i zaskakująco ciekawych rzeczy. Kiedy wspominam dziś – jakieś trzynaście lat po lekturze – Serce tak białe, to widzę przede wszystkim niezwykle plastyczne sceny: bohater stojący w hawańskim oknie, tłumaczenie poufnej rozmowy między szefami rządów Hiszpanii i Wielkiej Brytanii (ach, to jest chyba w ogóle najgenialniejsza scena w literaturze ostatnich dekad!) czy wreszcie finalna rozmowa ojca i żony bohatera (z pięćdziesiąt stron czytanych na bezdechu!). Marías tworzy te sceny z niezwykłą drobiazgowością, ale nie chodzi tu o żadne tam mnożenie przymiotników czy rozpasaną deskryptywność, tylko o – jakby to rzec – możliwe interpretacje wydarzeń, warianty sytuacji, spekulacje i domniemania, jako że narrator nie mówi tylko o tym, co się stało, ale też o tym, co mogłoby się stać, co by się stało, gdyby stało się coś innego – i to może brzmi zawile, ale, mam wrażenie, tak właśnie działa nasz umysł w trakcie przeżywanych sytuacji, tak reaguje na bieżące bodźce – i Marías doskonale potrafi tę wieloznaczność chwili uchwycić.
No a najlepsze jest to, że prócz domknięcia Twojej twarzy jutro, wydawca zapowiada wznowienie Serca tak białego i wydanie najnowszej, tegorocznej, powieści autora – Rozkochania. Toteż ja się na czytelniczą przyszłość zapatruję z wieeeelkim optymizmem!
TP
Redakcja RMF Classic nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmfclassic.pl.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Zobacz także inne wpisy:
- 14 paź 2011• Jutro w Polsce
- 27 wrz 2011• Skóra tarantuli
- 12 wrz 2011• Święta Śmierci módl się za nami
I really wish there were more atricels like this on the web.
14bExE xgqzvzebondn
BM9cdB cublrscqwvms


Komentarze do wpisu "Twarz i serce – czyli powraca Javier Marías" (3):