Szymon Kloska - z wyglądu czasem przypomina Władmira Majakowskiego (tyle że z zębami), a czasem Lwa Tołstoja. Za swego duchowego mistrza uważa Henry’ego Davida Thoraeu (czytaj: chętnie zaszyłby się w lesie), acz w praktyce bywa mu bliżej do Chucka Palahniuka. Czyta poetycko: kilka książek jednocześnie, niekoniecznie strona po stronie po kolei, często w trakcie jedzenia, na trawie, w wannie, bądź w trakcie prowadzenia samochodu; nie używa zakładek, nie robi notatek. Nie uznaje podziałów wewnątrzliterackich: komiks dla nastolatek W.I.T.C.H. może poruszyć go równie głęboko jak najgęstszy wiersz Herberta.
Tomasz Pindel – jego procesy czytelnicze rządzą się regułami, przy których najsurowsza reguła zakonna to fraszka. Zagięte rogi, książki odwrócone grzbietem do góry, notatki na marginesach, kolaże z resztek jedzenia – to wszystko dla niego grzechy śmiertelne. Tyle, jeżeli chodzi o rytuał. A metoda? Ta kojarzy się raczej z siewcą (tym z obrazu Courbeta czy Van Gogha) – rozmach iście królewski, od miedzy do miedzy. I tak w tym samym okresie czyta (i kończy!) on Beniowskiego, zbiór reportaży Hugo-Badera, kolejny komiks z serii Armada i kolejną książkę Bayly’ego. Wszystkie te pozycje są katalogowane w jego na razie objętych klauzulą tajności katalogach, które pod koniec roku poddawane są szczegółowej analizie.
Jutro w Polsce
W zeszłym tygodniu odwiedził Polskę John Mardsen. Autor cyklu Jutro dla młodzieży (siedemnastoletniej młodzieży, jak przyznał sam autor), który zdążył podbić już pół świata. Ósemka maturzystów wybrała się na górską wycieczką do urokliwego zakątka przekornie nazwanego Piekłem. Gdy wracają zastają puste domy, martwe zwierzęta. Na Australię najechały obce wojska no i wsadzili rodziców i nauczycieli do obozów. Niby niewesoła sytuacja, ale dzielna australijska młodzież postanawia stawić opór złym panom i paniom, i radzi sobie z tym nieźle.
W trakcie lektury przypomniało mi się moje własne dzieciństwo i słowa piosenki Dezertara: „ja urodziłem się dwadzieścia lat po wojnie i nie zastałem tu spokoju”. Wojna była rzeczywiście istotnym elementem mojej podstawówki. Nauczycielka była w Powstaniu i nawet przy okazji omawianiu nowelek Sienkiewicza Sahem i Orso (przypominam: o Indianach) opowiadała nam o dzielnych chłopcach i dziewczynach z ‘44. Czterej pancerni, pierwsze lektury wojenne (największe wrażenie zrobiła na mnie Szmaglewskiej Dymy nad Birkenau) i tak dalej… Ale patrząc na swoje dzieci myślę, że czasy się zmieniły. Rozmawiałem o tym z Mardsenem. Opowiadałem mu o tym, że mam poczucie, że dzieci dziś żyją w zupełnie innym świecie. Ich świadomość na przykład zagrożeń ekologicznych najróżniejszych jest niesamowita, zaczynając od wymierających gatunków po globalne ocieplenia, zalew śmieci itp. Trudno się dziwić, czytają o tym w książkach, oglądają o tym bajki, mówi im się o tym i w domu i w szkole, a butelki plastikowe oglądają w każdym strumieniu. Na szczęście butelki nie harmonizują w ich wyobraźni z rosnącymi opodal zawilcami czy spadłym liściem czerwonego dębu, jeszcze widzą tu zgrzyt, nieporozumienie. Może dla kolejnych pokoleń takie zestawienie będzie już w pełni naturalne. Wiele rzeczy ominęło je bezpowrotnie, jak chociażby kasztany spadające z drzew które nie starzeją się z taką gracją jak kiedyś. Ale ominęła je też wojna i zagrożenie nią nie jest chyba częścią ich dzieciństwa (wyobrażam sobie, ze dla australijskich nastolatków tym bardziej). Na tym chyba polega, przynajmniej częściowo, sukces Mardsena, że nie ma tu zmutowanych potworów wyłażących z zatrutej rzeki, ale staroświecka wojenka.Mardsen spotkał się w Krakowie z (głównie bardzo młodymi) czytelnikami. Było to spotkanie o tyle nietypowe, o ile w ogóle nie poświęcone książce. Mardsen postanowił opowiedzieć, czy wręcz pokazać, swoim młodym czytelnikom, jak książki należy pisać. Z godzinnego spotkania dzieciaki wyszły może bez odpowiedzi na pytania „jak pan zaczął pisać” i „czy w Australii jest ciepło”, ale za to z dobrym pojęciem, jakich tricków można użyć by przykuć uwagę czytelnika, jak można pokierować fabułą i jak zręcznie manipulować postaciami. Później odbył się warsztat dla nauczycieli na którym Mardsen opowiadał, co można z dziećmi zrobić w klasie. Opowiedział też przygodę z dzieciństwa taką. Nauczyciel zadawał uczniom raz w tygodniu wypracowanie, do którego przygotowywano się w klasie. Jak zadanie miało być, dajmy na to, piratach, to nauczyciel prosił o słowa do wykorzystania, chwilę później tablica pokrywała się słowami typu wrak, skarby, kuternoga itp. Następnie w wyniku mniej lub bardziej mechanicznego procesu nanizywania tychże słów na kolejne zdania, w wyniku którego to nanizywania powstawały mniej lub bardziej spodziewane historyjki z piratami w tle. Młodociany Mardsen buntował się przeciwko temu procederowi, nie chciał cudzych słów w swojej opowieści, nie chciał by pisanie, które zawsze kojarzyło mu się z czymś twórczym i jednocześnie pożądanym, stawało się bezmyślnym mechanicznym aktem. Pocąc się klecił opowieści o piratach, bez „statku”, bez „żagli”, bez innych podstawowych pirackich skojarzeń.
Mardsen założył szkołę w której zachęca dzieci do tego do czego inni pedagodzy zniechęcają. Bardzo by się chciało do takiej szkoły posłać własne dzieci, ale do Australii daleko. Jest tylko szansa na to, że dzieci, moje i wasze, wyniosą podobną niechęć do szkolnictwa co Mardsen i wbrew systemowi edukacji staną się niezależnie myślącymi twórczymi ludźmi, którzy pamiętając gehennę szkolnej ławki założą mardsenopodobne placówki edukacyjne nie w Australii, a tu nad Wisełką. W beznadziei jest nadzieja.

"Creative writing po australijsku"
SK
Redakcja RMF Classic nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmfclassic.pl.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Zobacz także inne wpisy:
- 7 lis 2011• Twarz i serce – czyli powraca Javier Marías
- 27 wrz 2011• Skóra tarantuli
- 12 wrz 2011• Święta Śmierci módl się za nami
"poniedziałek zaczyna się w sobotę" A. i B. Strugaccy. Po pierwsze - tytuł uświadamia mi, że jutro zaczęło się wczoraj; dzisiaj jest jego następstwem i konsekwencją. Dzisiaj w Australii dzieciaki czytają, że trzeba bronić domu i ojczyzny, w Polsce "tylko co trzeci młody człowiek wie coś o powstaniu (Warszawskim). Ale czy to powinno dziwić ? Mnie nie dziwi wcale. Zwykła sprawa i nie ma co sobie włosów rwać z głowy"- to są słowa przedstawiciela opiniotwórczej elity, pod którymi z aprobatą podpisują się zwani ludzie z klasą. Dzisiaj o polskich obrońcach rodzin i Ojczyzny z podziwem dla ich waleczności i heroizmu śpiewają młodzi Szwedzi z zespołu Sabaton, chciało im się znaleźć w dziejach obcego narodu opis walk pod Wizną. Młodzi Polacy w stworzonej atmosferze niechęci do własnej historii i korzeni, ograniczają się do myślenia o zaspokajaniu potrzeb materialnych. I to jest po drugie - Strugaccy w swojej powieści przedstawiają - między innymi - model człowieka doskonale szczęśliwego, konsumenta, który zaspokaja swoje, wciąż rosnące, apetyty, coraz zachłanniej, aż pęka z przeżarcia. To tyle fikcji i fantastyki. Do rzeczywistości wracam ze smętnym pytaniem; skąd jutro nad Wisełką mają się wziąć niezależnie myślący i twórczy młodzi ludzie ? Czy przypadkiem nie ze Szwecji ?
Dzień dobry, czy w sprawach słowa drukowanego Szanowni Autorzy godzą się na kontakt korespondencyjny o zabarwieniu elektronicznym? Jeśli tak, dziękuję za sugestię Panów adresów email na m.lenczowska@mck.krakow.pl. Serdecznie, Magdalena Lenczowska
Just cause it's smilpe doesn't mean it's not super helpful.
ispW3H jdgcupzigtyq
pxd2Kk htdsnjlcpzgn


Komentarze do wpisu "Jutro w Polsce " (5):