Michał Łanuszka - Wieliczanin. Z wykształcenia aktor, choć w serialach zobaczyć go nie można. Podobno w czasie prześwietlenia promieniami Roentgena okazało się, że zamiast serca ma mikrofon radiowy. Smutki topi w strunach gitary i w wietrze we włosach w czasie jazdy rowerem. Szkoda tylko, że nie można tego połączyć... Chociaż, znając Łanuszkę, kto wie?
Mea culpa.
Od bardzo dawna mnie tu nie było, za co najmocniej Was, Szanowni Czytający, przepraszam. I postanawiam się poprawić i więcej już nie grzeszyć. Wiele się działo w ostatnim czasie, oj wiele! Zatem po kolei…
W październiku miałem urlop i postanowiłem skonfrontować rzeczywistość z marzeniami. Zatem – Andaluzja. Od wielu lat ten region Hiszpanii był pożywką dla mojej wyobraźni. Gitara, temperament, słowem – Andaluzja zdawała się w moich myślach krainą prawie magiczną! Granada (światowa stolica gitary przecież! Miasto, w którym żyje i pracuje najwięcej lutników!) jawiła mi się jako świątynia, do której my, gitarzyści, winniśmy pielgrzymować co roku. Boso najlepiej...Tak sobie właśnie tę Andaluzję wyobrażałem.
Pamiętam, mieliśmy taki plan w czasie studiów – troje moich przyjaciół i ja – pożyczamy samochód i jedziemy do Andaluzji! Ot, przygoda, którą mieliśmy wspominać na starość; przygoda, w czasie której miałem sobie kupić gitarę w Granadzie. Do wyjazdu nie doszło. Szkoda, bo gdybym już wtedy przestał Andaluzją karmić swoje marzenia, to nie urosły bo one teraz do rozmiarów monstrualnych.
To nie tak, Szanowni, że Andaluzja mi się nie spodobała. Spodobała się! Tak. Ale rzeczywistość blado wypada wobec moich marzeń i wyobrażeń. Czy to Andaluzji wina? Nie, to moja wina niestety.
Granada to nie świątynia gitary, to piękne miasto, ulicami którego sunie rzeka turystów z całego świata, nawet w październiku. Głośne i brudne, ale piękne. Górująca nad miastem Alhambra (polecam Wam utwór "Recuerdos de la Alhambra" Tarregi) także dziś światową świątynią turystyki jest. I tylko ta dzielnica u stóp zamku leżąca - El Albayzín - to miejsce, w którym mógłbym spędzić tydzień i spacerować, spacerować, spacerować...
Czy Granada jest aż piękna, czy tylko piękna? Tak się zastanawiam właśnie. Wobec marzeń i wyobrażeń - niestety tylko. Oj, miało być lekko i wakacyjnie, a wyszło, że piszę tu do Was o marzeniach i o tym, jak nas czasem zwodzą i zawodzą.
I teraz będzie górnolotna i przepoetyzowana pointa, więc proszę o wybaczenie – zakończył się chyba jakiś poważny okres w moim życiu, bo już więcej karmić wyobraźni nie zamierzam żadnym miejscem na świecie. Niech mnie te miejsca zaskakują, a co!. Oby zawsze na plus. Tak jak Brno czy Salzburg.
Dziękuję Wam, że czekaliście na ten wpis; na następny, obiecuję, czekać będziecie znacznie krócej – w przyszłym tygodniu napiszę o Wielkim Romanie Wilhelmim, bo przygód, w trakcie przygotowywania wspomnieniowych Bliskich Spotkań o nim, miałem co niemiara!
m.
ps. jutro dorzucę tu kilka andaluzyjskich zdjęć :) może nie będą to TAKIE zdjęcia jak u Pawła, ale co tam! :)



Redakcja RMF Classic nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmfclassic.pl.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Zobacz także inne wpisy:
- 22 kwi 2012• Kazik
- 25 mar 2012• A bez metafor?
- 6 lut 2012• Idzie wiosna!!! :)
...jutro tu będą zdjęcia..zrobią się "wakacyjne wspomnienia"..to chyba Włoczykij nie lubił opowiadać o swoich wyprawach, bo obawiał się, że zachowa w pamięci opowiadanie, a nie podróżowanie..miejsca z marzeń, ze zdjęć i z pamięci żyją sobie niezależnie..to chyba dobrze. Jutro - Granada. Znowu można tęsknić/marzyć
Cierpliwosc zostaje wynagrodzona... Juz tak jest, Panie Michale, ze marzenia sa biegunowo odlegle od rzeczywistosci... Niestety... Dlatego trzeba marzyc... Ale nie o miejscach... Moze o ludziach?
to mi przypomina Juliusza Słowackiego! przecież cała jego twórczość wzięła się z boleśnie odczuwalnej przepaści między marzeniem a rzeczywistością.
No, i dotrzymał Pan słowa, więc i ja wtrącę swoje trzy grosze. To nie ważne ile razy uda nam się "oszukać innych" (np. złudnymi opowieściami) lecz ile razy żyć w zgodzie z samym sobą.Poeci, to albo geniusze, albo wariaci - a w wielu przypadkach jedno i drugie. Te nasze huśtawki nastrojów. Na ile jesteśmy podobni do samych siebie, Bóg jeden wie. Może Roman Wilhelmi był kimś w tym rodzaju, i temu tak trudno go zrozumieć? Proszę, chwilowo się uwsteczniłam, lub...jeśliby spojrzeć z drugiej strony (data wpisu) wybiegam w przyszłość. Dlaczego Pan nie zamieszcza tu swojej poezji?..Wczytując się w treść opowieści o aktorze, zastanawiam się ile jest tam świadomości bycia i niebytu podczas egzystencji. Ile nas samych mieści się w opowieściach o innych i czy przywołując wspomnienia tak naprawdę nie przeinaczamy historii? Zajrzę do pańskich blogów jeszcze, i choć mój wpis jest "dziewiczą pieczęcią" to od czasu do czasu zaglądam w wasze progi. Pozdrawiam, czytelników życząc ciekawych refleksji i sympatycznego odbioru. Na marginesie; brałam udział w konkursie " Bieski idiota" na stronach MM - temu wiem o Pańskiej "gitarowej poezji" odrobinkę. "Powyplatam w mojej głowie takich tapet wykładziny by się zdziwił czasem człowiek czemu słowo zdobią rymy bezrym gęsto łączy zdania i zapewne w dźwiękach myśli jakąś głębię czasem wyśni jeśli serce mu nie wzbrania a logika biorąc rzędem pojedyncze wyrażenia podświadomość czyni pięknem bo odkrywa sens istnienia
My problem was a wall until I read this, then I samsehd it.
ElCdPs xgfvximjvacc
s3N3bi sieoznxuqtbn
Panie Łanuszka - życzę Panu dłłłłługiego urlopu . Wojażuj Pan po świecie ! Może w końcu posłucham muzyki, a nie Pańskiego ględzenia.


Komentarze do wpisu "Mea culpa." (8):