Maciej A. Brzozowski - Italianista z wykształcenia i zamiłowania. Kiedyś tłumacz, teraz szef PR grupy Bauer Media. Zakochany w Sycylii i Kazimierzu (Dolnym). Autor i współautor książek o dobrym wychowaniu, z niechęcią nazywanym przez niego savoir vivre’m czy bon tonem. Lubi rozmawiać, pisać i uczyć, robić rzeczy zakazane przez Mędrców Bon Tonu , a najbardziej rozmawiać z ludźmi, od których ciągle dowiaduje się czegoś nowego.
Widmo wolności?
Podróże kształcą, o tym wszyscy wiemy. Coraz częściej jednak obserwujemy podczas nich, i krytykujemy, te same zjawiska.
Niedawno przeczytałem jedną z moich lubionych blogerek (zapraszamy do nas!), Joannę Bojańczyk, narzekającą na głośno prowadzone rozmowy w pociągach. Też kiedyś o tym pisałem i od tej pory staram się nie zdejmować słuchawek w podroży, odgradzając dźwiękowo od otoczenia.Okazuje się jednak, że ludzie lubią dzielić się z innymi nie tylko informacjami o swoim życiu. Od dawna pokazują nam części garderoby kokieteryjnie zerkające na przechodniów, stan uzębienia, także widoczny w procesie zachłannego przeżuwania gumy.
No i wreszcie, nie piszę last but not least, bo chyba na tym się ludzki ekshibicjonizm nie skończy, przechodzimy do jedzenia.
Pamiętam, że, w dzieciństwie, ukrywałem się w bramie, żeby zjeść zapiekankę, kiedy znienacka dopadł mnie głód. Fakt, jestem neurotykiem, ale jest nas paru na tym świecie, mam nadzieję. W każdym razie nie uważam przeżuwania za coś, co należy wystawiać na widok publiczny.
Teraz jedzenie i picie na ulicy, w pociągu, metrze czy tramwaju stało się jakąś dziwaczną, atawistyczną modą. Częściowo zrobiły tu dużo "dobrego" amerykańskie filmy, na których kobietę częściej widuje się w towarzystwie kubka ze Starbucka niż mężczyzny. Teraz i nasze ulice zapełniają zabiegani konsumenci bajgli i kaw. Na wyjątkowo nienasyconych czekają poręczne kubki- termosy, które pozwalają sączyć aromatyczną herbatę, szykownie zaparzoną z papierowej torebki, na całej trasie z domu do pracy.
Środki komunikacji coraz częściej przypominają jakąś dziwną , mobilną jadłodajnię. Co druga osoba je, popija, skubie, oblizuje (no niestety), akustycznie siorbie, słuchając przy tym muzyki, co przynajmniej uniemożliwia percepcję własnych odgłosów.
W "Widmie wolności" Luisa Bunuela zaproszeni na eleganckie przyjęcie goście rozsiadają się w salonie na sedesach. Co jakiś czas wstydliwie wymykają się do toalety, żeby coś przekąsić. Myślicie, że nas też to czeka?....
Redakcja RMF Classic nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmfclassic.pl.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Zobacz także inne wpisy:
- 13 kwi 2012• Stolica wrogiem narodu?
- 23 mar 2012• Połówki, ale dwóch różnych jabłek
- 14 lut 2012• Widmo na (tym samym) bankiecie
Kiedyś, wiele [naprawdę wiele] lat temu, gdy zaczynałem pracę w branży nieruchomości, nikomu nie śniło się nawet o tym, aby "wejść na domiportę" i przejrzeć oferty. Z prostego powodu: nie było Domiporty. Ani żadnych innych portali. Nie było też zdjęć oferowanych nieruchomości [a jeśli były, to wyłącznie w formie "papierowej" i leżały w biurku u agenta]. Nie było komórek - wyłącznie telefony stacjonarne. E-maile??? Zapomnij... Ale uwierz mi, drogi Maćku, że sprawy toczyły się może nawet szybciej i sprawniej niż dziś. Może działo się tak dlatego, że było coś innego: wtedy ludzie szanowali się na wzajem, szanowali swój czas i czas drugiego człowieka [wiem, że strasznie narażam się teraz osobom których PESEL zaczyna się od ''8'', ale trudno]. Ludzie byli wtedy konkretni, kulturalni i przede wszystkim RACJONALNI. Dziś nie ma miejsca na racjonalizm i zdrowy rozsądek - dziś jest PROFESJONALIZM. A profesjonalista, to osoba która MUSI. MUSI znać odpowiedź na każde pytanie. MUSI odnosić sukcesy. MUSI zwyciężać. MUSI być zawsze pierwsza. MUSI... W sumie racjonalizm podpowiada, że osoba taka musi w końcu wszystko koncertowo spieprzyć, skoro jednocześnie trzeba biec do pracy, pić kawę, rozmawiać z klientem lub szefem przez telefon... Maćku, spójrz bezstronnie: w dzisiejszych czasach znam tylko jedną grupę zawodową, która nie narzeka na recesję: dobrzy psychoterapeuci. Dlatego też, po raz kolejny zresztą, odpowiadam Ci drogi Maćku tak: niech Ci wszyscy zabiegani nie budzą w Tobie irytacji. Oni winni wzbudzić w Tobie litość, winni spotkać się z twoją ojcowską wręcz wyrozumiałością. Czy wizja świata z ''Widma Wolności'' stanie się naszą rzeczywistością? Oczywiście że nie. Darwinizm to wyklucza. Jedni bowiem dorosną, inni padną powaleni zawałem serca, jeszcze inni wypalą się i wrócą do swych miasteczek z których wyrwali się robić wielką karierę w wielkim mieście... Darwinizm uczy nas bowiem Maćku, iż coś, co jest nie wydolne i nie logiczne musi umrzeć. Na koniec dygresja: należy zachowywać się tak jak inni, czyli nosić ciuchy UZNANYCH marek, jeździć UZNANYMI modelami samochodów, chodzić do UZNANYCH restauracji, mieć UZNANY model telefonu. Należy tak jak wszyscy chodzić do SPA, jeździć na wycieczki zagraniczne, pracować w koncernach, nieć kredyt mieszkaniowy plus raty do spłacania za samochód i meble. Należy mieć własnego prawnika, doradcę finansowego i psychoterapeutę. Nieprawdaż? Co za tym idzie, dochodzę do wniosku, że wszystko dąży nie w kierunku ''Widma Wolności'', a w kierunku... MODELU CHIŃSKIEGO. Pozdrawiam Cię Maćku serdecznie.
Dzień dobry, jako neurotyczka z dziada pradziada (a może babki prababki?) muszę wysnuć przypuszczenie, że Pańskie obiekcje, hmm... nie zawsze znajdują potwierdzenie w rzeczywistości. Choćby dlatego, że nie stwierdzam u siebie nawet cienia wstydu spowodowanego własną fizycznością. Cóż, jestem człowiekiem, ssakiem, kręgowcem i strunowcem oraz - co najstraszniejsze - mam zmysły. "...i nie zawaham się ich użyć", jeśli mogę sobie pozwolić na cytat z kreskówki. :) Jestem dumna z moich zmysłów, z tego, że nie krępuje ich żaden gorset, z tego, że mogę nie tylko zjeść coś na ulicy (w parku, barku i na festynie), ale też bez wstydu wąchać mięso w sklepie spożywczym a krem do ciała w drogerii (węch, nasz najbardziej atawistyczny zmysł wielu napawa odrazą, czyż nie?). Nie widzę powodów, by udawać, że jestem wiktoriańskim aniołem bez ciała, co byłoby najgorszą karą. Oczywiście, współczesny ekshibicjonizm budzi we mnie niepokój, ale za jego ekspansję nie potrafię winić przywrócenia zmysłom ich podstawowej roli (systemu wczesnego ostrzegania oraz źródła prostych przyjemności), a prędzej kulturę obrazkową wyzutą ze swego dotychczasowego intelektualnego zaplecza. Do którego zmysły od dawna nie były dopuszczane, jakkolwiek wcale nie stoją mu za zawadzie! Dlatego wcale nie pragnę bunuelowskiego ukrywania się z posiłkiem w toalecie, którego, proszę wybaczyć śmiałość, to właśnie Pan zdaje się orędownikiem (oczywiście wyjąwszy sedesy w salonie). Tymczasem, przy zachowaniu pewnych form dobrego wychowania, im mniej w dzisiejszym świecie znajdziemy reliktów dziewiętnastowiecznego Wielkiego Terroru (obyczajowego), tym lepiej dla nas wszystkich. I zdrowiej. :)
Czytałam w jakiejś Gazecie - 2-3 lata temu - że w Paryżu ludzie kopulują w metrze, na schodach Luwru, gdzie popadnie. Nasi francuscy starsi bracia w rozumie, kulturze & europejskości póki co, biją nas na głowę w zmysłowym folgowaniu nagłym zachceniom i oskomom. Tak a propos przypomniała mi się zeszłowieczna anegdotka; Pan Profesor jadący tramwajem (historia zna takie przypadki !) miał nieszczęście wdać się w spór z Babą, która w pewnym momencie zawrzasła "a pocałuj ty mnie w dupę !!!". A Pan Profesor z niezmąconym spokojem odrzekł "nie czas i miejsce na pieszczoty". Wniosek ? każda naturalna czynność i potrzeba, na to aby była piękna, potrzebuje właściwego miejsca i czasu. A czy musi być pięknie ? (zamiast chłeptania i przeżuwania na chodnikach i w tramwajach - wzajemne uśmiechy ?) Moim zdaniem, lepiej, żeby było.
Pani Katarzyno, obawiam się, iż mieszają się Pani takie pojęcia jak wolność i samowola, prawo jednostki i anarchia, asertywność i egoizm, naturalność i ... no cóż... Poza sporem pozostaje jednak fakt, iż żyjemy w wolnym kraju i jeśli coś nie jest zabronione, to jest dozwolone. Musi Pani jednak przyznać i mi rację, iż Maciej usiłuje pokazać nam świat od strony szeroko pojętego ''dobrego wychowania''. Które to dobre wychowanie MA PANI PRAWO odrzucić, czy zanegować - prawo pozwala Pani na to. Zwłaszcza, iż pojęcie ''wypada", czy ''jest w dobrym tonie'' jest de facto nie mierzalne. Co innego ''wypada'' w gronie gimnazjalistek, a co innego na zebraniu członków ZBOWiD'u, nieprawdaż? Są jednak pewne ELEMENTARNE zasady. Na przykład prawo nie zabroni Pani wybrać się do Opery w kostiumie kąpielowym. Ale, czy było by to w dobrym guście? Reasumując, myślę, że kwestię ''bycia osobą kulturalną'' najlepiej zdefiniowała swego czasu moja teściowa: ''Człowiek kulturalny stara się nie sprawiać swoją osobą kłopotu innym ludziom, a swoim zachowaniem nie wprawiać ich w złość ani w zakłopotanie''. Co pozostawiam Pani do przemyślenia. Naturalnie z całym szacunkiem dla Pani indywidualności.
Obawiam się, że jednak się nie mieszają. Z całym szacunkiem. Po prostu wychodzę z założenia, iż zasady "dobrego wychowania", jako stały element kultury (rozumianej szeroko) są taką samą konstrukcją myślowo-etyczną, co wszystkie inne wartości. Przestrzegam ich, ponieważ dzięki nim współistnienie ze światem staje się znacznie bardziej klarowne oraz ogólnie zrozumiałe; taki jest mój wybór. Lecz mam świadomość ich - w pewnym sensie - sztuczności. Jak również stuprocentowej względności i dynamiczności; to, co uchodziło za normę podczas renesansowych uczt, nie zawsze ma sens w wiekach późniejszych, więc z czasem staje się coraz mniej akceptowane. To, co mierzi nas dzisiaj, za kilkaset lat może być równie odpowiednie jak konieczność wyłączenia telefonu komórkowego w "świątyni sztuki" lub religijnej w naszej rzeczywistości. Przy czym "inne" nie znaczy "gorsze" bądź "lepsze", lecz po prostu "inne"; tylko tyle. Może rzeczywiście moja poprzednia wypowiedź była nieco zbyt emocjonalna i powinnam była zaznaczyć, co stoi za taką, a nie inną argumentacją. Trudno, przepraszam za zbędne nieporozumienie. A że jest w moim wywodzie co nieco nihilizmu...? Wolę myśleć, że anarchii. ;) Troszkę takiej przyprawy dżentelmeńskim wpisom Pana Macieja nie powinno zaszkodzić. Taką przynajmniej mam nadzieję. :) Co nie zmienia faktu, że Pańska, Panie Janku, teściowa to z pewnością mądra osoba.
Pani Katarzyno, lepiej zachowywać się zgodnie z pewnymi zasadami z kalkulacji [cyt: ''Przestrzegam ich, ponieważ dzięki nim współistnienie ze światem staje się znacznie bardziej klarowne oraz ogólnie zrozumiałe; taki jest mój wybór''], niż wcale ich nie przestrzegać. Ale, I JEST TO BARDZO WIELKIE ALE, to jak ze złodziejem samochodów: lepiej że złodziej nie ukradnie mi samochodu [bo boi się moich kolegów, taką więc decyzję podejmuje], niż miałby mi go ukraść. Ale czy nie lepiej by było, aby ten człowiek wcale nie parał się tym zajęciem? Nie dlatego, że boi się konsekwencji, tylko dla tego, że wie, iż jest to nie właściwe? Odrębną rzeczą zaś jest to, co pewien mędrzec zgrabnie ubrał w słowa: ''Młodość to czas łamania zasad, wiek dojrzały to czas, gdy owe zasady doganiają nas jednak i bardzo boleśnie łamią''. Na koniec bardzo proszę Pani Katarzyno, aby nie odbierała Pani mojej polemiki jako napastliwej czy agresywnej. Ja po prostu pasjami uwielbiam dyskusje na przyzwoitym poziomie merytorycznym i tylko tak proszę odbierać moje kontry i moją osobę: jako interlokutora, nie zaś adwersarza. Proszę bowiem mieć świadomość, iż jeśli coś piszę, to nie roszczę sobie prawa do serwowania PRAWD OBJAWIONYCH - każdą moją wypowiedź może Pani spokojnie ubogacić o dopisek "JEDYNIE MOIM PRYWATNYM ZDANIEM". Każda zaś dyskusja jest pożyteczna, nawet jeśli strony ''mijają się swą argumentacją'', wszak stare przysłowie ludowe mówi, iż ''nie zawadzi, jak głupi mądremu doradzi''. ;-) Pozdrawiam serdecznie.
Pani Katarzyno, Panie Janku... Az milo sie czyta Wasza dyskusje... To jest pokaz absolutnej kultury w wymianie argumentow... Ja nawet nie probuje... Pozdrowienia dla Szanownej Tesciowej Pana Janka... Fajnie musi byc miec taka "mamuske"...;)


Komentarze do wpisu "Widmo wolności?" (7):