Maciej A. Brzozowski - Italianista z wykształcenia i zamiłowania. Kiedyś tłumacz, teraz szef PR grupy Bauer Media. Zakochany w Sycylii i Kazimierzu (Dolnym). Autor i współautor książek o dobrym wychowaniu, z niechęcią nazywanym przez niego savoir vivre’m czy bon tonem. Lubi rozmawiać, pisać i uczyć, robić rzeczy zakazane przez Mędrców Bon Tonu , a najbardziej rozmawiać z ludźmi, od których ciągle dowiaduje się czegoś nowego.
Wiem, że wchodzę na grunt śliski jak lód. I nie będę pisał o rozdartej brzozie czy przebojowych paniach, które lody znają od podszewki. Zastanawiam się odkrywczo, co my, Warszawiacy, zrobiliśmy złego, że nie cieszymy się, delikatnie mówiąc, wielką estymą w naszym kraju? czytaj dalej »
Zakończony szczęśliwie MocArtami RMF Classic warszawski sezon bankietowo-karnawałowo-imprezowy pozwolił po raz kolejny nacieszyć oczy idealnie dobranymi parami, jak i tymi, które natychmiast powinny zostać rozdzielone. czytaj dalej »
Każdy zwraca uwagę na co innego. Mój znakomity kolega-bloger rozpisał się smacznie o występie Ingolfa Wundera. Ja mogę tylko pozazdrościć tym, którzy muzykę słyszą, doceniają i umieją ocenić. Jako dziecko marzyłem, że będę grał (bez nut) na pianinie, ale oczywiście nic w tym kierunku nie zrobiłem i na marzeniach się skończyło. I tak nic z by z tego nie wyszło, jako że jestem/uważam się – niepotrzebne skreślić – za osobę słuchu muzycznego całkowicie pozbawioną. Wracając do naszych baranów, a raczej do owego bankietu, zszokowała mnie moda, której wielu znakomitych gości padło ofiarą. Na pewno bardziej ekonomiczna niż przemijające wraz z kończącym się sezonem trendy, ale czy na pewno bezpieczna? Moda na bycie chudym, bo już nawet słowo „szczupły” wydaje się w tym przypadku przesadą (i to , nomen omen, grubą). Chudną, lub schudli, prawie wszyscy. Młodzi dziennikarze, styliści , projektanci w wieku średnim, panie i panowie w wieku przedbalzakowskim. Czy czują się dobrze w nowej skórze? Nie mnie to osądzać, żal jednak patrzeć kiedy skóra, pozbawiona części naturalnego wypełniacza, wcale nie chce się kurczyć… Nie piszę tego z zazdrości, chociaż spektakularne odchudzanie a’ la Kalata zawsze mi imponowały, gdybym zrzucił choć połowę tego co ex Pani Minister… Obserwuję ten pochód widm w hotelowym korytarzu i wspominam ich dawne, radosne oblicza. Dlaczego Świeżo Odchudzeni są tacy smutni? Nieszczęśliwi? Jeśli tak, to ja się wypisuję. czytaj dalej »
Jest ich dużo, zazwyczaj uaktywniają się w godzinach popołudniowych. Znaki szczególne: błędny wzrok i rytmicznie skacząca szczęka. To oni. Przeżuwacze-higieniści. Nie sposób im się oprzeć. czytaj dalej »
A właśnie że nie! Nie będzie o TYM słowie. I to nie dlatego, że piszę na stronach RMF Classic. Słowem brzydkim zawsze i wszędzie jest „rewanż”. czytaj dalej »
Podróże kształcą, o tym wszyscy wiemy. Coraz częściej jednak obserwujemy podczas nich, i krytykujemy, te same zjawiska. czytaj dalej »
Najciekawszym wakacyjnym zajęciem wcale nie jest zwiedzanie. Obserwowanie ludzi to rozrywka może i banalna, ale ciekawa, inspirująca i zabawna. Zamiast zdjęć parę podpowiedzi dotyczących sytuacji, których byłem świadkiem. Z przyzwoitości niemym. Pod rozwagę. czytaj dalej »
Już wydawało mi się, że popadam w banał pisząc o rzeczach oczywistych, kiedy Afera Widelcowa pokazała mi, że mam jednak nadal podążać obraną wcześniej drogą. czytaj dalej »
Będzie krotko tym razem. W prostych żołnierskich słowach. Apel do Narodu. A właściwie do kształtujących gust tego Narodu mediów: Ręce precz z kieszeni! czytaj dalej »
Ci, którzy nie pamiętają filmu „Wielkie Żarcie” mogą też czytać ten post, jako że rzecz będzie o jedzeniu en general, a raczej o jedzeniu w systemie tzw. „szwedzkiego stołu”. W odróżnieniu od – na przykład – choroby francuskiej, we Francji nazywanej angielską, czy sałatki rosyjskiej u nas zwanej włoską, stół szwedzki istotnie wywodzi się z kraju Abby . czytaj dalej »
Załatwiając ostatnio wakacyjny wyjazd często czytałem fora internetowe i inne strony poświęcone hotelom. Jako osoba z gruntu przekorna po tych lekturach zapałałem ogromną, gorącą i wszechogarniajacą miłością do moich rodaków. Bo mi ich (przepraszam, nas!) szkoda. Bo nas nie lubią,. A raczej: bo my się, a właściwie ich, czyli nas, nie lubimy. czytaj dalej »
Czasem wydaje mi się, że wariuję, rzadziej – że wariują inni. Inni wariują najczęściej dzwoniąc. Bo jak inaczej wytłumaczyć tę przekomiczną manierę przedstawiania się „Witam, Vincento Osculati z tej strony, czy rozmawiam z….”??? czytaj dalej »
Ja mam na to dwa sposoby: przejechać się pociągiem lub wejść do windy. Wczoraj doświadczyłem i jednego i drugiego, tak więc, mocny doświadczeniem, dzielę się tą cudowną sztuczką z Czytelnikami. Ponieważ niedawno pisałem o pociągu w kontekście rozmowy przez komórkę przesiądę się od razu do windy, przynajmniej nikt nie pomyśli, że mój blog sponsorują PKP… czytaj dalej »
Zaczynam od prośby do Czytelników bloga: zdecydujcie (ale lightowo), czy powinienem już się pakować do Krainy Wiecznych Łowów, czy też może czas zacząć nawracać młodszych.. . Chodzi o imię. Moje, Państwa, nie ma znaczenia. Kiedyś jego użycie oznaczało pewną zażyłość z osobą, do której się zwracamy. Teraz, twierdzą niektórzy, to najprostsza i całkowicie dopuszczalna, forma nawiązania bliższego kontaktu z rozmówcą. czytaj dalej »
Uwielbiamy zajmować się innymi, pasjonuje nas nie tylko ingerencja w życie prywatne (w tym momencie już nie takie prywatne) bliźnich, ale także publiczne wytykanie tychże bliźnich słabości. czytaj dalej »

