Joanna Nojszewska - Matka, żona, dziennikarka. Szefowa działu kultury w magazynie Twój Styl. Z wykształcenia - lingwistka (stosowana!), z zamiłowania - frankofilka. Ze sportów najbardziej lubi czytanie. Po godzinach gra w amatorskim teatrze i udaje, że śpiewa w chórze dziennikarek. Od lat uważa się za poczciwinę.
Pora na jurora
Przed prezentacją telewizyjnych ramówek przyspiesza karuzela nazwisk, które zdobędą wiosnę. W tym ferworze pozwalam sobie odnotować doniosłą rocznicę: programami "talent show" fascynujemy się w Polsce już dziesiąty rok! Co upoważnia autorkę do zupełnie niedoniosłej rozprawki na temat: jak zostać i pozostać jurorem. W dzisiejszych czasach taki los może spotkać każdego!
Na giełdzie jurorskich kandydatur zaczęły się pojawiać już nawet tak niekomercyjne postaci jak Kazik czy Maria od awarii (od razu uściślam - te alarmy były fałszywe). A nazwisk potwierdzonych i już sprawdzonych jest tyle, że organizatorzy plebiscytu Telekamer Teletygodnia stworzyli w tym roku nową kategorię. O statuetkę "najlepszy juror" rywalizowali w pierwszej edycji Janusz Józefowicz, Kayah, Kora, Alicja Węgorzewska i Robert Kozyra (jak się okazało - zwycięzca). Jaki powinien być juror idealny? Wydaje się, że nie musi mieć głębokiej i szerokiej wiedzy (choć nie jest to zabronione), winien za to mieć gen showmena. "Przechodzić przez ekran". Czasem załkać, czasem zbesztać, najczęściej zmieszać z błotem. Szczegóły? W poradniku dla przyszłych jurorów. Instrukcja? Czytać z przymrużeniem oka.1. Kokosy czy kłopoty
czyli sprawdź, czy naprawdę tego chcesz
Korzyści z zasiadania w tzw. panelu jurorskim dzielimy na policzalne i niepoliczalne.
Policzalne: na konto co tydzień wpływa gigagaża: od 6 tysięcy za odcinek dla profesjonalistów po rekordowe 26 tysięcy Wielkiej Gwiazdy. Jeśli rozmowa o pieniądzach Cię brzydzi, zrób tak jak "Dżej dżej", który zgodził się na udział w TZG z pobudek wyższych - by promować swoje Dzieło, czyli musical. Z kolei pan Czesław Śpiewak przyznawał, że owszem honorarium jest istotne, ale liczy się też to, że dzięki popularności artysty w X-Factor ludzie zainteresują się wierszami Miłosza, do których Czesiu napisze muzykę. Jeżeli akurat nie masz na podorędziu własnego musicalu czy płyty z wierszami noblisty, promuj po prostu siebie.
Niepoliczalne: udział w show równa się regularna obecność na antenie i popularność, której miernikiem są kliknięcia na "pudełkach" i zaproszenia na pokazy Papro & Brzozo. Oraz miłe (i rosnące z tygodnia na tydzień) poczucie własnej nieomylności i wyjątkowości... Dla ego - bezcenne. Nagle całą Polskę interesuje Twoje słowo, Twoja garderoba i Twoje menu. Jeden z kulinarnych portali przeanalizował nawet, co dostojni spożywają na planie ("Mozil uwielbia śledzie po duńsku, Kora - zjada podczas nagrania trzy jaja na twardo, Kayah nie tyka słodyczy, a jurorzy MtbM na naradach raczą się homarem" - cytuję z pamięci).
Minusy? W zasadzie tylko jeden: konieczność bycia w Warszawie w porze emisji. Beata Tyszkiewicz, eksjurorka Tańca z Gwiazdami przyznała w mediach, że starała się być zawsze w stolicy już w piątek, żeby w sobotę nie mieć kłopotów z dojazdem na... niedzielę. Kto nie zdąży, płaci karę, wyższą od zarobionej przez cały sezon sumy. Przeważnie wszyscy zdążają...
2. Nołnejm kontra celeb
czyli czy wcześniej trzeba być sławnym?
Nie trzeba! Przepraszam za brutalność stwierdzenia, ale regularne pokazywanie w telewizji uczyni celebrytę z każdego. A jak jeszcze kilka razy pojawisz się na pokazie u Macieja czy Gosi albo na otwarciu punktu detalicznego z bielizną, to miejsce w kolorowych magazynach masz gwarantowane. Więc aby zostać jurorem w jesiennej ramówce 2012, nie musisz być wcale osobą znaną dziś. Ale za to na pewno….
3. …musisz mieć osobowość: własną lub nabytą,
czyli rzecz o policjantach i poczciwcach
Prywatnie możesz być, kim chcesz, ale w mediach sprawdzają się tylko ludzie wyraziści, a nawet przerysowani. Niekoniecznie intelektualnie, koniecznie wizualnie. Przydadzą się: dziwne nakrycia głowy, szpilki lubuteny, ekscentryczny narzeczony z wąsami, cekinowy garnitur "jak od Baczyńskiej". W kwestiach behawioralnych - przypominamy: esencja jurorowania jest umiejętne poniżanie ludzi. Ponieważ pierwszy zaczął to robić Pan Kuba (10 lat temu w Idolu), do dziś każdy, kto posyła złośliwości w stronę uczestników, jest obrzucany komentarzem - "e, sili się na drugiego Wojewódzkiego". Wyjaśniamy: on się nie sili, on po prostu dostał w jury rolę złego policjanta, ściśle określoną w instrukcji przekazanej przez autorów zagranicznego formatu. Nie chcesz gnębić? No to musisz zostać dobrą ciocią, która obowiązkowo "emanuje ciepłem". Innego wyjścia (na antenę) nie ma.
4. Ty taki owaki!
czyli wchodź w konflikty z innymi jurorami
Nie sztuka pognębić uczestnika. Ale zadrzeć z kolegą jurorem lub z prowadzącym... O, to znak, że jesteś już na etapie co najmniej licencjatu z showbiznesu. Drobne szpile, strzelanie focha albo regularna pyskówka - wszystko dobre, co się wysoką oglądalnością kończy. Telewizja to emocje. I o nie właśnie walczą producenci (świadomie) i na nie najmocniej reagują widzowie (nie zawsze świadomie).
Opcja dodatkowa: jak już naprawdę nie udaje ci się wejść w konflikt z innym jurorem, dla rozgłosu możesz ostatecznie pokłócić się z kimś spoza jury. Ale koniecznie znanym! Wykorzystaj do tego najbliższe spektakularne wydarzenie, które na pewno będzie odnotowane przez krajowe media: lansowanie perfum albo premierę komedii romantycznej. A jeśli zupełnie nie wychodzą ci kłótnie, przejdź do punktu nr 5....
5. Zespół Łzy
czyli juror też się wzrusza
Mistrzynią wilgotnych oczu wśród jurorów jest Edzia. Ale na wizji płakał nawet Piróg. Łzy u jurora robią bardzo dobrze na oglądalność (samego jurora i całego programu). "Juror ludzki człowiek jest! Juror ma uczucia!" A że nazwą cię diwą hipokryzji (jak to się zdarzyło właśnie Edycie G.)? E, tam. Każde przezwisko jest dobre, byli pisali. A poza tym niewykluczone, że któryś uczestnik wzruszy Cię naprawdę.
6. Wariant awaryjny: zakoleguj się z Dodą ... zostając jej menadżerką lub partnerem.
Przykłady na to, jak jak wejść do showbiznesu na cudzych plecach (wytatuowanych) są dobrze znane i udokumentowane, więc przechodzimy dalej.
6. Kolekcjonuj efektowne powiedzonka
... i strzelaj nimi na planie. Zabawne puenty, piętrowe porównania, miażdżące metafory to sedno jurorowania (oprócz dobrego wyglądu - heloł, wszak jesteśmy w telewizji). Na Zachodzie funkcjonuje stanowisko tzw. pisarza, który przygotowuje jurorom kartki z błyskotliwymi porównaniami, dzięki czemu wychodzą oni na a) dowcipnych b) spontanicznych. Ale u nas - w kraju indywidualistów - narzucane kwestie nie przechodzą. Jurorzy, z odcinka na odcinek coraz bardziej pewni tego, że są złotouści, prześcigają się w bonmotach.
Rada: jeśli nie masz swady językowej profesora Miodka, skorzystaj z punktu 7, poniżej.
7. "Sześć cziefczyny!"
czyli mów z błędami i/lub z obcym akcentem
Specyficzny język polski zdecydował o powodzeniu panny Joanny tak samo silnie jak jej uroda i esprit. Na ten sam efekt liczyli producenci zatrudniając Mozila. Niestety - Czesiu tak kaleczył język, że trudno było go zrozumieć. Sympatię zdobył raczej nieudawaną życzliwością do świata i domniemaną jurnością. Ale w kategorii "filolodzy polscy" mamy już nowego kandydata. Tylko czekać, aż do któregoś jury trafi Biliguun, namaszczony na celebrytę przez wysokie drugie miejsce w TZG. Wprawdzie krążą plotki, że pogodny Mongoł tak naprawdę znakomicie włada polskim, a kaleczy go tylko na wizji, ale to nic - wszak o wizję głównie chodzi.
Praca domowa: wykuj na pamięć słowniczek JK (do znalezienia w sieci). Jeśli masz trudności z artykulacją - zainwestuj w kluski śląskie i DVD z filmem "Miś" (chodzi o fragment, w którym Maria Winiarska jako spikerka na lotnisku zapowiada komunikat "passendżer Stanyslaw Paluch").
8. Ramona, jak słodkie imię twoje brzmi
czyli spraw sobie zwierzątko
I obnoś się z nim. Dziś najbardziej znanym psem w Polsce nie jest już ani Szarik ani Cywil, tylko Ramonka. Mała biała dama rasy bolończyk, która wielokrotnie i efektownie wystąpiła w Must be The Music, weszła już do panteonu celebrytów; ostatnio "opiniotwórcze" media fascynowały się tym, że poleciała na wakacje do Tajlandii nie w luku bagażowym (jak przeważnie podróżują psy), ale na fotelu obok Kory. Można? Można. A może jednak nie można.
Towarzystwo zwierząt radzi: na plan zabieraj stworzonko nie brudzące i nie hałasujące. Jeśli widzisz, że się męczy, odpuść sobie "rampy blask". A najlepiej zamiast żywego zwierza przynieść do "panelu jurorskiego" maskotkę - tak jako to robiła Edyta Górniak w JOŚ.
10. Punkt ostatni.
Najtrudniejszy. Nie stosuj się do żadnej z powyższych rad. Zdobądź wieloletnie doświadczenie i solidną wiedzę. Muzyczną, taneczną, śpiewaczą… Zostań mistrzem w swojej dziedzinie. Tak jak na przykład "Pani Profeska" Elżieta Zapendowska czy kompozytor Adam Sztaba. A potem ewentualnie daj się zaprosić do programu. Ale - za żadną gażę – nie daj się sformatować. Czego i Państwu życzę.
Redakcja RMF Classic nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmfclassic.pl.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.
Zobacz także inne wpisy:
- 25 kwi 2012• Niezmierna niezmierność czyli sztuka dziękowania za nagrody
- 23 lut 2012• Dobra moc Państwu!
- 22 gru 2011• Nerwica bilbordowa
tekst dłuższy niż zwykle ma związek z poczuciem winy (długie milczenie na blogu)
Uwaga - bedę kadzić. Z lubością przeczytałam tekst - kocham czytać te błyskotliwe perełki. Czy może z blogu powstać książka? Jak się ma umysł człowieka renesansu, zmysł obserwacji i taką błyskotliwą lekkość pisania, to ... Na Mazurach lęgną się takie talenty? Mazury cud natury
dobre!!!
odpowiedź na pytania "moi" po ujawnieniu się "moi" ;-) pozdrawiam!
Bardzo dobre, bardzo celne, poczytałam, pośmiałam się i podpisuję się pod wszystkimi Twoimi spostrzeżeniami... A z drugiej strony smutne to nawet...
smutne jak show biznes.... ale i wesołe po trosze
Pani Joanno, kadzą Pani mniej lub bardziej znajomi, a ja, biedny, nie znam przyczyny... To co Pani napisała, czytałem już wcześniej, może nawet lepiej napisane. Poza tym te Pani neologizmy i, pożal się Boże, tak popularne ostatnio odniesienia/porównania/gry słowne... np. Zespół Łzy. Po cholerę? Teraz nawet w programach informacyjnych, czy np w Wysokich Obcasach, na każdym kroku można przeczytać durno-mądre-aluzyjne śródtytuly: np. "A imię jego 40 i cztery. Janek ważył 44 kg ..." Proszę nie i nie iść w takie pseudointelektualne zabawy słowne. 100 lat... samotności jak mawiał Marquez, (do kitu, powiedział szklarz). Chyba nie warto, wierzę, że stać Panią na więcej niż podążanie za durną modą słowną i wykreowanie czegoś własnego (ale może się mylę i robi to Pani świadomie, dla łatwego poklasku) > Nie oceniam, na razie się zastanawiam, ale jest Pani na moim celowniku i ostrzegam, że będę ostry, bezwzględny i nieugięty. Ma Pani potencjał, proszę go nie rozmieniać na drobne...
Dziękuję za poświęcenie uwagi mojemu tekstowi. Chętnie przeczytam to, o czym Pan Hermann wspomina w drugim zdaniu - to, co czytał \\\"już wcześniej, może nawet lepiej napisane". Zawsze warto przekonać się, jak to robią mistrzowie. Pozdrawiam! I znajomych i tych, którzy nie przedstawiają się z imienia i nazwiska, ale mają mnie na (oby życzliwym) celowniku.;-) PS. Posądzanie mnie o związki ze związkami frazeologicznymi typu : "A imię jego 40 i cztery. Janek ważył 44 kg" czy też "100 lat... samotności jak mawiał Marquez, (do kitu, powiedział szklarz)" wydaje się zbyt brawurowe. Nigdy by mi coś takiego nie przyszło do głowy;-).


Komentarze do wpisu "Pora na jurora" (8):