Alicja Myśliwiec - 160 centymetrów postmodernizmu. Pisze, publikuje, wykłada. Najchętniej mieszka w torbie na kółkach. Chciałaby gwiazdkę z nieba i polską edycję Vogue'a. Hobbystycznie wikła się w romanse z rzeczywistością i zakochuje się co kwartał w INNYM…mieście. Gdy dorośnie, będzie profesorką i nauczy się gotować. Na razie w kuchni ma tylko kieliszki do wina i ekspres do kawy. Dużo częściej bywa niż jest. Uparcie wierzy w życie poza-radiowe.

Co Cię nie dowiezie, to Cię wzmocni

18 grudnia 2011 (12:28) | Komentarzy: 6

Może koniec roku to taki czas, że ogień krzepnie, blask ciemnieje…ale podziały MY i ONI nie tracą na aktualności. Bo niezależnie od tego, jak nowoczesny kostium przywdzieje, PKP wciąż zaskakuje we właściwym sobie stylu. Dziś będzie więc o kobiecie, która jeździła koleją!

Było jak w bajce. Co tam…jak u LEMA było! Te podświetlane sufity, ten wagon jak galaktyczna tuba, ta czystość i trochę niepasujący do otoczenia zapach pasty. Ta toaleta z suszarką do rąk [działającą!], z logotypem PKP na automacie z mydłem [też działającym i wypełnionym mydłem]. Jednym słowem - światowo. Światowo do tego stopnia, że zaskoczeni pasażerowie pociągu relacji Kraków Główny-Warszawa Centralna wysyłali mmsy kosmicznego sufitu – dziwnie przypominającego pas startowy – do rodziny i przyjaciół. Pisze to bez ironii, też wysyłałam.
- Prawie TGV – powiedział w końcu dumny konduktor podczas kontroli biletów. – Prawie Paryż/Lyon – chciałam odbić piłeczkę,ale mundurowy szybko sprowadził mnie na ziemię i sprostował, że na krajowej jesteśmy [ w domyśle trasie/linii] a i bilecik to mam tylko do stacji Warszawa Centralna. Musiałam przyznać racje. Dalsza podróż poszła równie gładko, choć już nie tak stylowo. Ale nie od dziś wiadomo, że równowaga w przyrodzie musi być.

W zdumienie na stacji Gdynia Główna wprawiła mnie wydobywająca się z głośników muzyka utrzymana w klimacie smooth-jazz (z naciskiem na smooth). Poziom decybeli skutecznie zagłuszał komunikaty PKP. I ktoś tam dopytywał, dlaczego to idzie tak głośno, ale dumna obsługa informowała, że chodzi o to, żeby dobrze nas zrelaksować. I racja! Źle zrelaksowany pasażer, to źródło potencjalnych problemów, problemów, które już czaiły się na horyzoncie. Gdynia Główna, Trzew, Malbork….i zaczęło się! Posłańcem złych wieści był dobrze znany dżingiel – dżingiel, który od pierwszych tonów komunikuje – wiedzcie, że coś się dzieje. - Z powodu ICH awarii, to znaczy Interregio( poprawił się męski głos), MY, to znaczy intercity, będziemy stać w szczerych polach przez godzinę lub dłużej- usłyszałam. PO takiej jawnej prowokacji MY kontra ONI, MY...czyli Ci trzeci postanowiliśmy działać. Gdy na horyzoncie pojawił się konduktor, rozjuszona gawiedź dopytywała z uporem maniaka, co oznacza „lub dłużej”. Konduktor – zgodnie z prawdą – stwierdził, że szklanej kuli nie ma i debatować nie będzie, bo z NIMI [czytaj interregio] to nigdy nie wiadomo a ON [czytaj Intercity] swoją robotę ma. Dał też do zrozumienia, że MY pasażerowie powinniśmy zająć się sobą. Jak się ma miejsce przy oknie, to można widoki podziwiać, a nie marudzić!

Co Cię nie dowiezie, to wzmocni – skomentowała życzliwa dusza. Parafrazując więc innego klasyka, napisze krótko - PKP krzepi!

Redakcja RMF Classic nie ponosi odpowiedzialności za treść, formę i zawartość blogów w portalu www.rmfclassic.pl.
Prezentowanych wypowiedzi nie należy identyfikować z linią programową Redakcji.

Zobacz także inne wpisy:

Komentarze do wpisu "Co Cię nie dowiezie, to Cię wzmocni" (6):

Oliter
19 grudnia 2011 (08:52)

..jedno z bardziej przejmujących, poruszjących, wstrząsających opowiadań LEMA toczy się w rakiecie kosmicznej, będącej zapyziałym, zdezelowanym, wysłużonym frachtowcem, którego doraźną naprawą zajmuje się tytułowy Terminus. I w tej właśnie wizji (bardziej przystającej do pekapiej rzeczywistości) widzę geniusz jego futurystyki. A do zgrzytającej rzeczywistości dorzucił swój kamyczek MROŻEK; "w naszym ZOO słonia zastąpiliśmy dużą ilością królików".. Odnoszę wrażenie, że króliki są bardziej żarłoczne niż ssak z trąbą. A publiczność oraz pasażerowie coraz bardziej robieni w trąbę.

tomekityle
23 grudnia 2011 (16:25)

Oj! Pojeździłem sobie na trasie Gdańsk - Stolyca Oj. pojeździłem. Teraz mniej i chwała Najwyższemu, że mniej. Zmienili się ministrowie od komunikacji, jeden Grabarczyk na drugiego Nowaka (też specjalistę, co się zowie) więc gra pomyka dalej, a pociągi TGV - czyli Te-Ż-Volne. A Stolycy proszę mnię nie poprawiać, bo jak Pani redaktor minęła się z Trzewem, to ja się mogę minąć z czymkolwiek. Howgh!

Alicja
23 grudnia 2011 (22:06)

Literowka..literowka...;) pociagowe pisanie!

Alicja
23 grudnia 2011 (22:06)

Literowka..literowka...;) pociagowe pisanie!

tomekityle
25 grudnia 2011 (11:01)

Może to i "lytrówka", więc się nie czepiam I tyle. A o pociągach T-Ż-V w polskiej wersji można i tak: Jedzie pociąg z daleka Na nikogo nie czeka A konduktor pijany Przylepił się do ściany A ściana była mokra Przylepił się do okna A okno było brudne Więc zajeżdżało g..... A ci, co obok stali ze zgrozy się z.......!

Tomekityle
30 grudnia 2011 (12:57)

Moja apokaliptyczna przepowiednia z poprzedniego wpisu "ciałem się stała" i spełniła się prawie natychmiast, o czym informowało także radio rmf classic w wiadomościach, podając informację o pociągu relacji Trójmiasto-Zakopane:( W tej sytuacji nietrudno zostać wieszczem i tyle:)

Dodaj nowy komentarz do wpisu:

»